Nieprawdą jest, że kiedykolwiek sporządziłam testament na rzecz Romana, czy kogokolwiek innego spoza mojej rodziny. Jeśli coś mi się stanie, dziedziczy po mnie mój siostrzeniec, a po nim jego siostry. Ma mój siostrzeniec obowiązek też o nie i innych członków rodziny zadbać, co jest oczywiste. Wiem, że mój podpis na tym dokumencie został sfałszowany. Już dawno temu Roman i jego siostra wyłudzili ode mnie próbkę pisma i podpisu. Weszli także w posiadanie moich dokumentów, gdy przejęli nielegalnie jedno z moich mieszkań to, które kupiłam sobie za nagrania w Oslo.
Roman nie ma prawa marzyć o formalnym przejęciu majątku, który mi w testamencie zostawił norweski narzeczony, blondyn, pod którego Roman lubi się podszywać i udawać norweskiego multimilionera i muzyka. Taki z niego Norweg, jak ze mnie zakonnica. To zawodowy oszust-schizofrenik-gej. Całuje też jak gej – wiem, bo zrobił taką demonstrację publicznie, a ja zawiadomiłam Policję o tym ataku na mnie. Absolutnie nigdy nie był moim mężem i nigdy nie miał prawa do takich zachowań.
Nie chcę być w skórze duchownego, który mu ten podpis za moimi plecami poświadczył. Wziął udział w fałszerstwie. I to nie jednym z tego, co słyszałam.