Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Defenestracja

Przyznam wam się, że w sumie to nie wiem, jak to było z tą defenestracją matki Romana. Przeprowadziłam z nim wiele lat temu rozmowę na ten temat, bo gdy mnie zmuszono do kontaktu, przypomniałam sobie, niektóre jego wyczyny i opowieści z czasów podstawówki. Ale prawda podobno jest inna. Ojciec Romana nie wyrzucił jej przez okno. Opuściła ich, bo miała szczerze dosyć życia z trójką schizofreników, z którymi nic się nie dawało zrobić.

Relację w rodzinie Romana zostały zniszczone przez pewny pechowy zbieg okoliczności. Do tej samej podstawówki chodziła Renata, z którą Roman i jego siostra się zaprzyjaźnili bardzo intensywnie. Bo jak to schizofrenicy bardzo byli zadowoleni z poznania ludzi swojego – że tak powiem – gatunku. Piszę gatunku całkowicie serio, bo schizofrenicy są lojalni wobec ludzi do siebie podobnych i mają poczucie odrębności od reszty ludzkiego gatunku. Zaznaczę, czują się o wile lepsi od nas i koniecznie z ofiar swojej obsesji chcą zrobić sobie niewolników.

Poznanie Renaty i jej rodziców było już ostatecznym gwoździem do trumny małżeństwa rodziców Romana. Matka Romana, jak powiedziała moim rodzicom, popełniła błąd, bo nie zdawała sobie sprawy, kim naprawdę był i jak bardzo był chory człowiek, w którym się zakochała. Ja mam to szczęście, że od początku nienawidzę Romana, chociaż inni schizofrenicy z mojej podstawówki cały czas go zachęcam podając się fałszywie za moich krewnych. Podawanie się za krewnych obcych ludzi to częsty numer schizofreników. Naprawdę Barbara nie jest siostrą mojej matki.

Matka Romana miała tego pecha, że schizofreniczka Barbara specjalizuje się w urojeniach typu „kto z kim, ile i dlaczego”. Sprzedała swoje urojenia na temat mojego ojca praz matki Romana, twierdząc, że mają romans, co było całkowitą bzdurą, bo się nie znali. Dokładnie tak samo jak mój tata nigdy nie rozmawiał z Renatą. Urojenia Barbary na temat nieistniejącego romansu wywołały furię i atak gwałtownej psychozy ojca Romana. Jak rozumiem było grubo i możliwe, że matka Romana mogła równie dobrze wylądować za oknem, bo schizofrenicy czasem mordują ludzi, którzy każą im się leczyć. Jakby but było po tej karczemnej awanturze matka Romana wyszła z domu i już nie wróciła. Nie dziwię się, bo już mam dosyć ludzi, którzy napadają na mnie i atakują, bo wysłuchali jakiś urojeń Barbary i jej córki. Przeżywam to od dzieciństwa i w życiu nie mówiłam jej, że mój ojciec jest pedofilem, a mama prostytutką. Moi rodzice byli z wyższych sfer. Babcia ze strony ojca też była szlachcianką. Wyższe sfery to nie jest kwestia pieniędzy, ale pochodzenia i wychowania. Oraz inteligencji.

Barbara uwielbia, co też jest częstą cechą schizofreników, łączyć ludzi w pary i nieważne jest wtedy, czy są w sobie zakochani. Wmówiła mnie Romanowi, twierdząc, że za nim szaleję. Do tej pory nie udało mi się chyba przekonać go, że to co powiedziała Barbara, nie ma znaczenia. Będę Romana nienawidzieć do mojego ostatniego dnia i płakać nad narzeczonymi i życiem, jakie mogłam mieć z każdym z nich, gdyby Andrzej nie słuchał tej wariatki i nie okłamywał każdego z nich po kolei, że jestem chora psychicznie i że muszę wrócić do „męża”. Andrzej nie jest moim właścicielem i sama decyduję o tym, z kim chcę być. Znalazłam go w czasie konwentu, kiedy okłamał Breta na mój temat i poprosiłam, aby odwołał. Zamiast tego zostałam zaszczuta przez gang prowadzony przez pana B, który absolutnie nie miał prawa mnie nękać i wmawiać, że nie mam żadnych praw i twierdzić, że oskarżenia schizofreników są prawdziwe. Anna nigdy nie była narzeczoną Breta, a Renata nie jest Yennefer i nie była nigdy z Piotrem.

Mam dosyć wpływu tych schizofreników na mojej życie. Andrzej to – sięgając do sformułowań z protokołu dyplomatycznego – persona non grata. Jego wpływ na moje życie (oraz życie członków moich zespołów) tak katastrofalny, że nie chcę go oglądać. Miał też katastrofalny wpływ na życie literackie w Polsce. Znam osoby, które przeżyły zaszczucie przez schizofreników cudem. Znałam też osoby, które zostały doprowadzone przez tych schizofreników do takiego stanu, że odebrały sobie życie. Niestety schizofrenik dąży do czegoś takiego, jeśli jego ofiara nie potwierdza jego urojeń. Nie wystarczy powiedzieć – ja się nie zgadzam, mam do tęgo prawo, mylisz się, co do mnie, bo takie słowa wywołują furię i agresję schizofrenika. A wystarczy już pól godziny terroru, aby kogoś doprowadzić do samobójstwa. Przy czym oczywiście w czymś takim nie bierze udziału tylko schizofrenik, ale też jego enablerzy, którzy życie oddadzą, aby tylko chronić swoją „gwiazdę”.

Naprawdę mam tego dosyć. Spierdalam. I tak mnie wyrzucono z Avangardy w 1988 roku, zaraz potem, gdy mnie Andrzej wprowadził na miejsce mojego taty. Macie ode mnie zakaz nazywania Avangardy „klubem Yennefer”, bo nie jest klub, który honoruje Yennefer. Co najwyżej tuli do piersi Rennefer – czyli Renatę oraz jej urojenia.

I nadal nie wiem, jak to było z matką Romana i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to, bo i tak kobieta – jeśli żyje – to zatarła za sobą ślady, jak to zwykle robią ofiary uciekające przez schizofrenikami, których kłamstwa naprawdę niszczą ludziom życie. Równie dobrze mogła być zabita. Mnóstwo osób ginie każdego dnia z rąk schizofreników. Taki los spotkał mojego gitarzystę z Reytana. Bo to schizofrenicy są mordercami i gwałcicielami, a nie mój tata.

I Roman może sobie wsadzić w dupę obietnicę, że da mi Zajdla, dosypując głos, jeśli zgodzę się na jego żądania. To nagroda i tak już nie ma żadnej renomy. To hańba polskiego fandomu i już mnie w życiu nie zobaczycie na żadnej imprezie, gdzie mogę spotkać ludzi z gangu z mojej podstawówki, którzy tak bardzo obrośli w piórka, powołując się na mnie i udając moich bliskich.

To jest koniec Avangardy dla mnie.

Prawdą jest jedno – to ojciec Romana był w więzieniu i jest mordercą i gwałcicielem, a nie mój ojciec. Mam dosyć już tych obelg i potwarzy. Już niżej ludzie z warszawskiego fandomu nie mogli upaść.

Mam nadzieję, że wypowiedziałam się jasno i wyraźnie. Nie potwierdzę żadnych urojeń tej szajki na temat mojej rodziny. Ci ludzie nawet nie wiedzą, jak moi rodzice mieli na imię. Nie wiedzą nawet, jak ja się nazywam. Już słyszałam wersję, jakobym się nazywała Nowak, a Wieczorek jest po mężu. Więc powiem jedno. Nie jestem Nowak. Jestem bardzo wkurwionym szejkiem.

A przy okazji – pewna fandomowa arabistka wyłapała w tym, co mówię mnóstwo arabskich idiomów, które mój dziadek przetłumaczył na polski. Chciał mi w ten sposób coś dać ze swojej kultury. Dla wielu osób nie potrzeba żadnych dodatkowych dowodów, że mówię prawdę na temat pochodzenia mojego dziadka. Mam świetne informacje od dziecka, jak należy zachowywać się w kraju arabskim. Bo wtedy pobyt tam jest bezpieczny. Długie luźne spodnie lub spódnice, luźna góra zasłaniająca ramiona i nie ma się problemów. Na wodach międzynarodowych można się kłócić, że panuje rozluźniony dress code, bo to nie kraj arabski. Chociaż ja usłyszałam, że łódź jest arabska – próbowano mnie wtedy zatrudnić jako nurka na łodzi, kiedy byłam popływać na rafie. Egipskie dobre zwyczaje wymagają od kobiet stroju jednoczęściowego, a nie bikini, szczególnie w pracy. Przy czym zaznaczę, że wiele Arabek po przekroczeniu progu własnego domu, w tym na terenie wewnętrznego patio, robi, co chce. Nikt nie ma prawa tam zaglądać i osądzać. Teren prywatny jest święty. Prywatność jest święta.

W Polsce za to cały czas ktoś wpycha swój nos w moje sprawy, co jest obraźliwe i dyktuje, z kim mi wolno być i jaką religię mam wyznawać. Mam dosyć już tego łamania praw człowieka.

Studniówka

Nienawidzę wspomnień o swojej Studniówce, chociaż upłynęło od niej już bardzo dużo czasu. Przypadła na okres intensywnych napadów na mnie Romana i jego znajomych. Po tym, jak ten schizofrenik Roman zniszczył mi z zazdrości zespół, bo dla gitarzysty (a nie dla Romana) rzuciłam Piotra. Co było tym łatwiejsze, że Piotr nie potrafił mi wyjaśnić swojego romansu lub też „romansu” (bo wiemy, że tym stały tylko opowieści schizofreniczki Renaty). Odeszłam od Piotra do Bartosza, a nie do Romana. Zresztą Bartosz zabity w czasie konwentu po tym, gdy podszedł i razem z Michałem zaczął rozmawiać ze mną o reaktywacji naszego zespołu z Reytana. Wisiało w powietrzu też odnowienie mojej znajomości z Bartoszem. Do tego zabójstwa przyznał mi się Roman. Miał ten wariat zabić muzyka razem ze swoim ojcem mordercą. Oczywistym jest, że nie robi na mnie takiego wrażenia, jakie chciał wywołać Roman. Usłyszał to samo co w podstawówce – a mianowicie, że nigdy go nie zaakceptuję i wolę nawet zginąć, niż z nim być, bo taki mi dawał wybór. To zaszczucie przez Romana i jego przyjaciół doprowadziło do mojej amnezji.

O mało co nie popełniłam samobójstwa w wieku dziewiętnastu lat, tak zostałam zaszczuta przez opowieści o tym, że niby miałabym być w ciąży. Po rozmowie z moją matką, którą schizofrenicy oraz Andrzej nakarmili kłamstwami o Romanie i mnie wybiegłam z domu, aby się zabić. Ale wróciłam, bo postanowiłam być twarda. Gdy wróciłam do domu, moja mama – która wiedziała, co schizofrenik może zrobić z człowiekiem – była w takim złym stanie, że bałam się, że sama się zabije. Niestety osoby, które za to odpowiadały, nadal utrzymały z nią kontakt i karmiły kłamstwami. Nie było szans na moją demoralizacje czy upadek. Granie w zespole z Michałem i Bartoszem naprawdę nie byłoby upadkiem moralnym, jak to przedstawiano, robiąc z Bartosza syna gangstera. Dopiero, gdy po jakimś czasie wyciągnęłam zaświadczenie o moim stanie cywilnym, moja mama zrozumiała, że opowieści o moim związku i tajemnych ślubie z Romanem pochodzą z jego urojeń. Prężyłam piekło związane z kłamstwami Romana. Mam w dupię karierę literacką tak naprawdę. Żałuję tylko, że nie mogłam w liceum kontynuować pracy z moim zespołem. Andrzej, stając po stronie wariatów, zniszczył mi wtedy życie. Chcę kariery muzycznej. Sidrela napiszę na złość kurwom z Opus Dei oraz Romanowi, któremu się bardzo teksty antyklerykalne nie podobały, to – jak większość schizofreników – maniak religijny, który „wie, czego chce Bóg”.

Roman i jego towarzystwo zniszczyli mi w życiu wszystko. Przy czym jego towarzystwo (a nie moje) to Andrzej, państwo Ch. a także Michał i jego rodzice. Cale grono niszczyło mnie w liceum (chociaż nie tylko wtedy, dopiero relatywnie niedawno część tych ludzi oprzytomniała, bo sięgnięło do źródeł i zrozumieli, że Roman jest synem mordercy, o którym mówiła moja mama).

Wśród rzeczy, które mi zniszczono, była Studniówka. Nie miałam na nią pary i nie chciałam na nią iść, ale moje koleżeństwo za moimi plecami zaprosiło Romana. Gdy tylko zobaczyłam swoją parę do Poloneza, uciekłam i skryłam się w toalecie. Przesiedziałam tam do końca pierwszego tańca.

Później nie było wiele lepiej, zrobiłam moim koleżankom i kolegom aferę, co skończyło się moim bardzo wczesnym, a samotnym, wyjściem z imprezy. Wbrew temu, co wariaci o mnie opowiadałam nie byłam ubrana w długą spódnicę, Były to bardzo szerokie spodnie, do których założyłam koszulę, bo zupełnie, ale zupełnie, nie chciałam się stroić na tę okoliczność. Tym bardziej, że nie mogłam z powodu kłamstw tego grona i ich intryg być z Bartoszem.

Nie odpowiadam za zdjęcia, jakie mi podstępem zrobiono z Romanem. Nigdy nie byliśmy parą i nigdy nie powinien być rozpieszczony i noszony na rękach przez przyjaciół i dalekich krewnych mojego taty z fandomu. Jest to skandal, co się stało i nigdy nie przestanę uważać w tej sytuacji Andrzeja za mojego osobistego wroga. Mam w dupie, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale musi mieć świadomość jednego – w życiu ani mnie, ani mojej mamie nie pomógł.

Jestem o mnie chodzi może spierdalać na Księżyc.

W związku z tym jedna prośba – nie mam z nikim kontaktu, bo ten gang ukradł nam na początku lat dziewięćdziesiątych wszystkie notatniki z telefonami, więc w tej sytuacji bardzo proszę nie liczcie na to, że Roman czy rodzina Renaty kiedykolwiek mnie z wami skontaktuje. Sami odezwijcie się do mnie (na dole strony jest guzik z napisem kontakt), a ja wam podam swój prywatny numer stacjonarnego telefonu). Gwarantuję, że go nie macie.

Ostrzegam też przed używaniem jakiegoś innego emaila niż z mojego bloga, bo ci schizofrenicy przyznali mi się do fałszowania mojej korespondencji. Nie dziwi to psychologów klinicznych, bo schizofrenicy mają zwyczaj tworzyć sobie pseudo „dowody” na to, że ich urojenia oraz celowe kłamstwa są prawdziwe. Są też – jak Roman i Renata – zawodowymi oszustami. Nie należy w nic, co mówią, wierzyć, tylko sięgać do źródeł i wszystkie ich stwierdzenia weryfikować.

Nie mam możliwości zdobyć urzędowego dokumentu z USC, który zaświadcza, że nigdy nie miałam dzieci, bo wydają tylko akty urodzenia i nie przesiewają bazy danych, aby udowadniać nieistnienie takiego aktu. Każdy prawnik wie, nie dowodzi się nieistnienia czegoś. Obowiązek dowodu spoczywa na ludziach mnie pomawiających, więc niech Roman w końcu przedstawi swoje „dowody” (czyli niesfałszowany akt urodzenia „Michaliny”). Przelewy od Andrzeja i „świadectwa” urobionych przez ten gang schizofreników ludzi się nie liczą. Na szczęście każdy ginekolog, badając mnie, zaświadczy, że nigdy nie rodziłam. Jestem na to za wąska i potrzebuję najmniejszego wziernika. One są dla osób, które nie rodziły. Mam także dokument na blogu z ubiegłego, który zaświadcza, że tak samo jak w 1990 roku nadal jestem panną. Wszystkie dane na tym dokumencie są dokładnie takie same.

Nie byłam i nie będę żoną Romana. Nie jestem cioteczną siostrą Renaty, bo jej matka Barbara nie jest moją ciotką. Moja mama miała tylko brata. Są to osoby, które naprawdę już powinny trafić do więzienia. Trafi też Andrzej, jeśli nie zmieni zeznań. Bo jego zeznania do tej pory pogrążyły go w takim stopniu, że bez pognania na Policję i zmiany zeznań ląduje z wielkim wrzaskiem i skandalem w więzieniu.

Roman jest gwałcicielem, a nie jakikolwiek z moich dawnych narzeczonych. Nie byli gwałcicielami Adam, Bret, czy Kristian. Byli świetnymi kochankami. Michałowi za to można zarzucić braki w Ars Amandi. Między innymi wywołane tym, że słuchał „rad” Romana (jako mojego „byłego”, który wie o wszystkim, co lubię – zaręczam, że ten człowiek nic nie wie o kobietach i seksie, miesiączkę nadal chyba jak w podstawówce uważa za oznakę skrobanki – ale jakby nie było skurwysyn doprowadził do naszego zerwania, jak sądzę celowo zrobił w chuja Michała). Michał naiwnie uważał, że nie cierpię gry wstępnej. W końcu został porzucony jako gwałciciel. Seks na sucho, gdy byłam wkurzona na Michała, pewnego razu skończył się tak, że moja ginekolog chciała mojego faceta wsadzić do więzienia. Przesłała obdukcję Policji. Ratowałam tego debila i przedstawiłam go na posterunku, jako całkowicie chorego psychicznie, bo Roman wciągnął go w swojej urojenia i zniszczył psychicznie. Ma idiota szczęście, że gwałt ściga się tylko na prośbę poszkodowanej, czy poszkodowanego.

Weronika

Jeśli chodzi o głupotę kleru, to prasa znowu donosi. Tym razem Kościół rozpoczął akcję publicznego uwielbienia kogoś, kogo uważam za osobę, którą należałoby potępić.

Chodzi o panią Weronikę, która to pani, jak przypuszczam, nie jest do końca zdrowa psychicznie. A opieram to na następujących wydarzeniach – pani Weronika poszła do ginekologa, a po wizycie zaczęła rozpowiadać, że była intensywnie namawiana na aborcję. Z artykułu, do którego podałam powyżej link, nie wynika, aby była w ciąży, za to jasno wynika, że nic nie potwierdziło jej stwierdzeń, bo też nie znaleziono innych kobiet, które by poparły jej stwierdzenia, że też były namawiane do aborcji, jak twierdziła. Pani Weronika trafiła do więzienia za te pomówienia, bo nic w jej wytłumaczeniach nie miało sensu.

Chcecie wiedzieć, jakie jest moje zdanie? Kolejna, kurwa mać, schizofreniczka. I bardzo dobrze, że trafiła do więzienia za opowiadanie swoich urojeń, niedobrze, że została przez pana Nawrockiego ułaskawiona. Z przerażeniem wyobrażam sobie, jak szybko ułaskawiłby prześladujących mnie schizofreników.

Jeszcze gorszą rzeczą jest, że Kościół wykorzystuje kolejną domniemaną schizofreniczkę w swoich homiliach i stawia ją jako wzór „matki, która nie chciała zabić dziecka”. Naprawdę ta religijna organizacja kolejny raz się ośmieszyła. Naprawdę karygodny jest ich zwyczaj tulenia do piersi każdego schizofrenika czy schizofreniczki. Jestem szczególnie cięta, bo kilka osób związanych z Kościołem zniszczyło mi życie, bo próbowała mnie zmusić do przyjęcia jako mojego męża schizofrenika Romana, które żywiołowo nie cierpię od dzieciństwa. Niestety schizofrenicy potrafią być bardzo aktywni i docierać do osób na stanowiskach, które pomagają im zaszczuwać ich ofiary. Tylko że ja jestem tą ofiarą schizofrenika, która postanowiła nie dać się zniszczyć.

Powinnam była uciec z Polski i wyjechać z Piotrem na studia do USA. Niestety byłam wtedy w związku z Michałem, który owinął mnie sobie dookoła palca na tyle, że całkowicie nieświadoma tego, co mnie może czekać – miałam wtedy amnezję i nie pamiętałam też historii mojego taty i tego, że w środowisku grasują dzieci pedofila i mordercy, które chcą na mnie zemścić – odrzuciłam jego propozycję wyjazdu. Był to bardzo duży błąd.

Niestety ojciec Romana zasłużenie trafił do więzienia. Matka Romana chciała go leczyć po wysłuchaniu skarg na jego zachowanie w szkole i przed szkolą, gdzie na lodowisku mnie skopał razem ze swoim gangiem i nazywał kurwą. Odpowiedzią synalka było oskarżenie matki o romans z moim tatą. Ojciec Romana i sam Roman wypchnęli matkę za okno. Obaj są wielokrotnymi mordercami.

Mój tata ani dnia nie spędził w więzieniu i był krystalicznie uczciwym człowiekiem. To ojciec Romana zasłużenie spędził wiele lat w więzieniu i jest to miejsce, gdzie powinien trafić także Roman, który musi wiedzieć, że Policja ma wszystkie dokumenty i że prawidłowo był wywalany z mojego mieszkania przez policjantów, gdy jeszcze żyła moja mama, bo nigdy nie byliśmy ze sobą związani. Moja mama nie powinna była być napadana przez niego i jego gang w naszym mieszkaniu. Nie potrafię nawet opisać jakie tortury fizyczne i psychiczne, w tym gwałt, musi znieść delikatna kobieta, której do mieszkania wdarł się taki przestępczy element.

Moja mama nawet przez dzień nie było prostytutką, tylko miała tego pecha, że między innymi Kościół rozpieścił to grono młodocianych przestępców z mojej podstawówki w takim stopniu, że nie tylko zabili wiele osób, ale też doprowadzili do prób samobójczych, także udanych. W ten sposób zabito mojego przyjaciela z Ameryki, Johna.

Nie chcę mieć nic wspólnego z nikim, kto tuli d piersi takich ludzi i umożliwia im działanie.

Smutek

Ja mam to szczęście, że moją polekową zaćmę (taką diagnozę dał mi jakiś czas temu prywatny okulista i wiemy, o co chodzi) daje się operować. Ktoś z mojej rodziny ma większego pecha. Nadżerki na rogówce uniemożliwiają przeszczep. Do tego duża krótkowzroczność spowodowała rozwarstwienie siatkówki w wewnętrznym rejonie.

Nie zapominajmy też o coraz gorzej funkcjonujących nerkach.

I mam taką refleksję – to strasznie nie fair po tym wszystkim, co moja rodzina musiała znieść z łapsk atakujących nas schizofreników oraz ich enablerów. Już moja babcia ze strony mamy miała schizofrenicznego wielbiciela, który zabił jej prawdziwego ukochanego. Miała to szczęście, że zakochał się w niej Arab, który przejeżdżał przez Polskę. Został, bo inaczej nie mógł. Oczywiście, że stałby kolejną ofiarą schizofrenicznego mordercy, ale dziadek dał radę obronić się przed napastnikiem. Odrzucił go tak silnie, że wariat walną głową przypadkowo w jakiś kamień. Szczęśliwie zdechł na miejscu, bo sobie rozbił czaszkę. Dziadek z dużymi obrażeniami trafił do szpitala. Prawie się wykrwawił. Więc nic dziwnego, że moja babcia się w nim czym prędzej zakochała. Przede wszystkim był tym facetem, który przeżył, a babcia już myślała, że zawsze będzie sama. Rodzina była dla niej dużym szczęściem, bo nie spodziewała się, że będzie ją miała. Zaręczyli się, gdy jeszcze był w szpitalu.

Nie powinno być dla takich schizofreników litości. W kaftan bezpieczeństwa i dawać przemocą leki, czego obecnie nawet w szpitalu psychiatrycznym nie wolno zrobić. Pacjent zawsze musi się zgodzić. Moje zdanie jest takie, że należy wprowadzać takich diabłów w śpiączkę farmakologiczną, dawać leki antypsychotyczne przez dwa tygodnie wlewem dożylnym i dopiero wtedy sprawdzać, czy jest z kim rozmawiać.

O „moim” niebezpiecznym schizofreniku mordercy napisałam już sporo, ale moja siostra też miała swojego wariata, który ją nękał, gdy była studentką. Wykończył ją psychicznie na tyle, że cierpiała na bardzo silną nerwicę. Na całe szczęście prześladujący ją wariat został bardzo sprawnie zniechęcony do pojawiania się u niej na uczelni. Na całe szczęście studenci medycyny bardzo dobrze się zorganizowali i sami zaszczuli w końcu tego diabła, ratując koleżankę.

O gangu schizofreników z Francji, który wykończył mojego tatę w takim stopniu, że uciekł przed wariatami do komunistycznej Polski, już napisałam wcześniej na blogu. Francuska wariatka też miała urojenia, że jest związana z nim węzłem małżeńskim. Zniszczyła mu wszystko, co tylko się dało we Francji. Dokładnie tak jak Roman mnie w Polsce. Roman sięgnął też po moje siostrzenice i siostrzeńca, bo ma urojenia, że to są jego dzieci, które ma ze mną. Najciekawsze jest, że w przypadku takich urojeń nie oferuje żadnych zaległych alimentów, ale oczekuje, że będzie od tych urojonych „dzieci” ciągnął kasę, bo muszą mu wyrównać jego stopą życiową. Niestety ten wariat nie ma świadomości, że nie każdy szlachcic śpi nad skarbcem wypełnionym po brzegi złotem. Większość nie.

Niech ten oszust w końcu zdechnie. Wiem, że przejął – przynajmniej raz na moich oczach – pieniądze, które mi chciał dać w kopercie daleki krewny. Złapał kopertę, z okrzykiem, że on to weźmie. Takie oszustwo wyjątkowo łatwo mu popełnić, bo przekonał całe środowisko, że jest moim mężem i że cierpię amnezję z powodu tego, że mnie zgwałcił jakiś mityczny metal. Za każdym razem inny. A Roman będzie się mną „opiekował”. Przy czym jego rodzaj „opieki” oznaczałby uwięzienie, zupełnie jak w Boxing Helena.

Nienawidzę tego skurwysyna od dzieciństwa. O mało co nie doprowadził do samobójstwa mojej siostrzenicy, bo też zaczął ją „leczyć” dokładnie tak, jak to robią schizofrenicy – czyli totalnym terrorem, który kończy się zniszczeniem psychiki, a gdy kolejna ofiara nie potwierdziła jego urojeń, zaczął ją przekonywać, że musi popełnić samobójstwo. Roman próbował mnie też tak potraktować i.w ostaniej chwili moi przyjaciele sprowadzili prawdziwego psychoterapeutę, który mnie odwiódł od samobójstwa.

Nie spodziewajcie się mnie tam, gdzie bywa Roman. Moja siostra była ratowana przez kolegów, ja niestety musiałam patrzeć, jak schizofrenicy wszystkich moich kolegów poszczuli z pomocą swoich kłamstw na mnie. Mam tego dosyć, dlatego zamierzam tych enablerów wariatów w końcu wsadzić do więzienia. Bo enablerzy zawsze w końcu idą siedzieć, bo nie mają nigdy prawa do wtrącania się w rzeczy, o których nic nie wiedzą. A zniszczenia, jakich dokonali w moim życiu razem z gangiem schizofreników z mojej podstawówki są tak olbrzymie, że brak mi słów.

Dzieci schizofrenicznego mordercy, który zabił swoją żonę, zemściły się na mnie za to, że wsadziłam im ojca do więzienia, zresztą zgodnie z tym, co mi wcześniej obiecali.

A schizofreniczka, która jest siostrą Romana, w życiu nie rozmawiała z nikim z Burzum. Wiem, bo porosiłam już dawno temu Adama o weryfikację. Więc tym bardziej nie jest ich „skrzywdzoną wokalistką”. Nie jest też byłą Breta, chociaż ukradła mi pierścionek zaręczynowy. Bret kupił mi inny, ale poprosiłam, żeby go trzymał, bo się bałam kolejnego ataku schizofreniczki i jej gangu. Nie chciałam kolejnej błyskotki stracić.

W literaturze przedmiotu wprost pisze się o tym, że schizofrenicy tworzą wokół siebie gangi, które zaczynają chronić schizofreników oraz pomagają im w realizacji chorych celów. I nie ma znaczenia, jak bardzo członkowie gangu schizofrenika są przekonani, że robią dobrze, bo i tak są po prostu przestępcami, jeśli łamią prawo. A zaszczuwanie niewinnych osób jest łamaniem prawa. Szczególnie jeśli się odbywa w pracy. Ja nikogo nie zaszczułam i nie miałam za co przepraszać. Przypisywane mi słowa padły z ust schizofreników, a nie z moich.

Głosy

Jak mi się przyznał Roman, wyrzucał regularnie głosy do nominacji na nagrodę Zajdla, które dostawały moje opowiadania. Zajmowała się tym też jego siostra jak i ich przyjaciółka Renata. Radośnie też kreowali gwiazdy, czyli dopisywali lubianym przez siebie ludziom głosy. Tłumaczy to dlaczego wiele osób przestało dostawać nominacje, a także tłumaczy pewne wątpliwe nominacje. To nie jest tak, że sami autorzy na siebie głosowali. Wprowadzenie obostrzeń mających zapewnić, że każdy człowiek głosuje tylko raz nie ma sensu, kiedy liczeniem głosów zajmuje się gang schizofreników z mojej podstawówki.

Roman poinformował mnie o tych manipulacjach przy nagrodzie Zajdla, właśnie po to, aby udowodnić mi, że może w fandomie wszystko. Bo tworzy i niszczy gwiazdy, więc powinnam się go słuchać, bo bez niego nic nie osiągnę. Nie miejcie złudzeń, to nie autorzy głosowali na siebie, to Roman i jego szajka dopisywali głosy i wyrzucali z puli nielubianych pisarzy. Temu maniakowi religijnemu szczególnie nie spodobał się antyklerykalny Sidrel z opowiadań o sidhach i smokach, gdzie tymi złymi są wyznawcy Szalonego Boga.

Powiem szczerze jedno – wolę być stara, brzydka i gruba, ale bez Romana i nie potrzebuję polsku schizofrenika, którego nienawidzę od dzieciństwa. Kolejne opowiadanie o Sidrelu piszę dla pieniędzy, a nie dlatego, aby ktokolwiek na nie głosował. Mam nadzieję, że po prostu ukaże się w miesięczniku, w którym pojawiły się poprzednie dwa.

Roman wbrew temu, co mówi, nie tylko nie jest moim mężem, ale jest synem człowieka, którego wsadziłam do więzienia za morderstwo. Jest to powód, dlaczego ten gang się na mnie mści. Roman prześladował mnie w podstawówce tak intensywnie, że po interwencjach moich rodziców jego zdrowa psychicznie matka postanowiła go leczyć. Ale synalek już został wychowany przez swojego tatusia i odmawiał współpracy. A ojciec Romana, jak to często robią schizofrenicy, którym mówi się wprost, że są chorzy, wkurwiony na żonę na oczach dzieci wypchnął ją za okno.

Usłyszałam o tym w szkole i poinformowałam tatę i Policję. Jak zwykle w takich sytuacjach, psychiatrzy orzekli, że gość jest niepoczytalny, ale profiler czyli mój tata, bo mój stary był z wykształcenia także profilerem, złożył swój protest. Nie trzeba pracować w tym zawodzie, aby taki protest był skuteczny. Wystarczy być na oficjalnej liście profilerów, a to daje zdany egzamin po bardzo trudnym kursie. Policja może poprosić o konsultację każdą osobę z tej listy. Jeżeli się zastanawiacie, jak to się stało, że genialni smarkacze z anime Death Note rządzą japońską policją, to wyjaśnienie teraz już powinno być jasne. Po prostu zrobili odpowiednie kursy i jako profilerzy konsultują i prowadzą śledztwo. Wszyscy profilerzy mają uprawnienia do prowadzenia śledztwa, a także przesłuchują wybrane osoby. Nie muszą być na etacie, wystarczy że zdali egzamin. I jest wiele osób, które nie mieszkając w Japonii, mówią płynnie po japońsku, jak jeden z moich byłych i konsultanci z Death Note, którzy są z pochodzenia Amerykanami.

Dla profilerów istnieje coś takiego jak stopnie niepoczytalności i kierują się różnymi zasadami, jak na przykład ta, że nie orzeka się niepoczytalności, jeśli czyjąś motywacją jest chęć zysku. A tak było w przypadku Romana i jego ojca. Roman przede wszystkim chce ode mnie pieniędzy i jest przekonany, że w końcu mnie zmusi do zapłacenia mu pieniędzy, za to że przestanie mnie zaszczuwać. Zresztą podobnymi motywami kieruje się Ryszard z rodziną. Wszyscy wrzeszczeli na mnie, domagając się „okupu” i uważają, że mam ich utrzymywać. Podobnie było w podstawówce, w ramach bullyinyu ci sami ludzie domagali się, abym oddawała im swoje kieszonkowe. Nie wiem, jak to się stało, że te zdemoralizowane dzieci, które udają moich krewnych oraz przyjaciół, nie poszły do poprawczaka. Profilerzy przyjmują, że w takich przypadkach powinno dojść do procesu, bo tylko podczas procesu można zmusić takich ludzi do obserwacji psychiatrycznej, chociaż w przypadku morderców, takich jak na przykład Breivik i ojciec Romana, psychiatrzy nie chcą orzekać, że jest niepoczytalny, chociaż sam zamachowca Breivik co jakiś czas próbuje się na swoją schizofrenię powołać i odzyskać wolność, ale jest zbyt groźny, żeby jakikolwiek lekarz go wypuścił.

W pewnym momencie rozpoczęły się w mediach spory o ośrodek w (o ile pamiętam) Garwolinie, gdzie przetrzymuje się najgroźniejszych psychopatycznych morderców. Prasa podnosiła, że niezgodne z prawem jest, aby tylko psychiatrzy bez sądu, przetrzymywali na podstawie swojej decyzji pacjentów. Ale życzę sobie, aby tak pozostało i aby Roman po wyroku tam się znalazł. Tak jak Breivik nie może już nigdy wyjść na wolność.

Napisałam już wcześniej, jak to się stało, że ojciec Michała namówił mnie na studiowanie także psychologii, ale mało osób wie, że Piotr sugerował mi założenie wydawnictwa, bo byłam świetna w zamawianiu u różnych ludzi tekstów. Poza tym chciał, abym robiła coś ciekawego. Namówił mnie, abym w ramach przygotowania do pracy w businessie wzięła zaoczne kursy z programu BBA bez robienia licencjatu. Był to program oczywiście płatny, za który Piotr zabulił. W ten sposób zaczęłam studia na trzecim wydziale. Na całe szczęście Michał, którego ojciec musiał chodzić piechotą, aby zrzucić sadełko, woził mnie wszędzie samochodem, abym zdążyła na zajęcia. Doczytywałam różne notatki w samochodzie, zupełnie olewając swoje oceny na Anglistyce i pisałam testy, tylko z tego, co pamiętałam z zajęć.

W pewnym momencie zobaczyłam ogłoszenie o płatnych kursach zawodowych organizowanych przez Instytut Kryminologii. Odbywały się wieczorem, jak to kursy dla pracujących, więc doszłam do wniosku, że dam radę wpasować je w swój grafik. Były bardzo interesujące. Piotr mi zapłacił też za te kursy, więc zaczęłam uczyć się jak być detektywem (po tym kursie mam prawo założyć agencję detektywistyczną) oraz profilerem. Wbrew temu, co myślą różni ludzie, profiler to nie jest psycholog, chociaż znajomość psychologii, szczególnie społecznej, przy tym pomaga. Zrobiłam też inne kursy z kryminologii, udowadniając, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Mój tata we Francji też zrobił kursy Business Administration, a w Polsce poszedł pracować w policji (chociaż wtedy jeszcze nazywała się milicją) i zrobił także zawodowe policyjne kursy. Także profilera.

Jak już powiedziałam, mój tata złożył protest w sprawie ojca Romana i facet zasłużenie poszedł siedzieć na 25 lat, bo taki protest sprawia, że prokurator występuje z pozwem karnym i nie obchodzi go, co napisali psychiatrzy, bo lekarze nie znają się na zdemoralizowanych i zakłamanych przestępcach. Niestety lekarze opierają wyłącznie się na tym, co mówi pacjent, a przestępcy bardzo często próbują zdobyć immunitet, symulując chorobę psychiczną.

Ojciec Romana poszedł do więzienia w latach siedemdziesiątych. Dwadzieścia pięć lat dawało mi dostatecznie dużo czasu, abym skończyła studia i zniknęła tak dokładnie, że schizofreniczny morderca by mnie nie znalazł. Bardzo nie dziękuję idiotom z prawicy, którzy wymyślili sobie, że opróżnią więzienia i przegłosowali amnestię. Wyszli wtedy przed czasem wszyscy najgorsi mordercy i zboczeńcy, jak ojciec Romana. Podejrzewam, że nie tylko mnie zniszczono wtedy życie, bo inne ofiary też nie były przygotowane na taki obrót wydarzeń. Ja miałam jeszcze dodatkowo tego pecha, że dzieci mordercy pognały za mną do fandomu, aby się dalej mścić.

Byłam ze środowiskiem fanów związana od dzieciństwa i nie rozumiała ani ja, ani moi przyjaciele, dlaczego miałabym uciec z tego środowiska. Chociaż najlogiczniejszym wyjściem byłoby rzucenie pisania i ukrycie się w innym środowisku, jak to zrobili to moi krewni, którzy nie chcą być napadani przez gang schizofreników z mojej podstawówki.

Wiele osób z fandomu wie, że mnie się chroni przed mordercą i zboczeńcem, który wyszedł przed czasem na wolność. Niewiele osób wie, że jego dzieci i przyjaciele udają członków mojej rodziny oraz przyjaciół. Nie mam z nimi nic wspólnego, za to oni z dziką radością, zajmowali się tym samym, co ojciec Romana – czyli oszustwami na wielką skalę. Zaszczuli też wiele osób, które przeszkadzały im w „interesach”. Bo oni w fandomie „pracują”, ciągnąc pod różnymi pozorami forsę od moich zamożnych przyjaciół oraz bardzo dalekich krewnych, którzy stali się także zamożni. Oczywiście ten gang oszustów upewnił się wcześniej, że moja mama i ja nie będziemy mieć kontaktu z tymi ludźmi i nie będziemy mogły ich ochronić przed oszustwami. Bardzo sprawnie zostałyśmy skłóceni ze wszystkimi, bo ci wierząc osobom z mojej podstawówki, zaczęli brutalnie, a niepotrzebnie, ingerować w moje osobiste wybory, Także te dotyczące nie tylko życia osobistego, jak i życia zawodowego. Ukradziono też nam wszystkie notesy i kalendarze z telefonami oraz adresami. Pomimo moich próśb nikt mnie i mojej mamie nie pomógł w odzyskaniu kontaktu z ludźmi, z którymi przyjaźnił się w fandomie mój ojciec. Nie mam też kontaktu z krewnymi.

Gang z mojej podstawówki zniszczył mi wszystko, co można tylko człowiekowi zniszczyć. Zniszczono mnie też jako kobietę, bo facet w mojej sytuacji zawsze jeszcze spłodzi dziecko. Mam nadzieję, że nic więcej nie będzie się działo wbrew mojej woli w moim życiu i nikt, szczególnie Andrzej, nie będzie mi niczego sabotował.

Tak jak powiedziałam Romanowi w podstawówce, nawet jeśli będę miała osiemdziesiąt lat i będą sama, to i tak nie zgodzę się za niego wyjść. Wiem, co on i jego ojciec zrobili z matką Romana. Żadna zdrowo myśląca kobieta za kogoś takiego nie wyjdzie. Do tego naprawdę podczas każdej z rozmów z Romanem upewniałam się, że jest kimś, z kim nie mogłam być, bo nic o mnie wie oraz jest debilem. Do tego psycholodzy wiedzą, że idzie się za osobą z amnezją, bo jej emocje pokazują na ukrytą w jej umyśle wiedzę, kto ją rzeczywiście skrzywdził, więc respektuje się jej prośby, aby usuwać kogoś takiego jak Roman oraz jego środowisko. Niestety kilka osób z Avangardy uparło się, że będą mnie leczyć z tej amnezji, bo powinnam sobie przypomnieć, że „jestem żoną Romana” i oskarżyć mojego niewinnego ojca oraz równie niewinnego Adama. No niestety to wszystko to tylko urojenia mściwych schizofreników.

Chuj wam w dupę!!!

Akurat powyższy schemat to typowy schemat, w jaki wpada ofiara schizofrenika (czy też zawodowego oszusta), który po doprowadzeniu swojej ofiary do amnezji (do czego przyczyniły się w moim przypadku konfrontacje z mordercą i gwałcicielem dzieci, czyli ojcem Romana oraz nim samym. a także z ich enablerami, którzy czasem są jeszcze gorsi od chorych psychicznie prześladowców) dalej podając się fałszywie za jej bliskiego, kontroluje ją w całości i doprowadza do samobójstwa.

Ale na całe szczęście nie udało im się mnie zabić w tej sposób, więc z dziką satysfakcją wskazuję na gwałciciela i mordercę. Mój tata nigdy nie miął problemów z prawem. To był ojciec Romana. Barbara i Ryszard też sobie narobili problemów, mszcząc się na mnie za schizofrenię swojej córki.

Mam nadzieję, że wyjaśniłam pewne sprawy już na zawsze. Avangarda naprawdę chroni nie tych ludzi, których powinna. To ja mam powody do bycia obrażoną ( i jestem), a nie Renata. Na pewno mój tata tej wariatki nie zgwałcił. Nie zamierzam więc za mojego tatę przepraszać Renaty. Naprawdę nigdy się na mojego tatę tej lafiryndzie nie skarżyłam. Nie jest pedofilem Unikam Renaty od zawsze. Nie jest moją krewną, ja nikogo takiego tępego nie mam w swojej rodzinie, która składa się z samych geniuszy.

Ten wpis ma już skończyć zaszczuwanie mnie przez dzieci mordercy oraz gwałciciela dzieci. Na całe szczęście ojciec Romana zszedł na zawał, gdy już mi zapowiedział, że mnie zabije. Nikt z mojej rodziny po nim nie płacze. Ja też nie. Żałuję tylko, że nie zdechł w więzieniu przed generalną amnestią, która miała miejsce, gdy już zostałam studentką. Plany były takie, że zdążę skończyć studia, zanim wyjdzie i się ukryję. Wszyscy moi krewni byli przez niego i jego gang schizofreników atakowani. Do tej pory nie pokazujemy się w warszawskim fandomie. Kilka prób pojawienia się, czy wpłynięcia na Avangardę, aby gwarantowała nam bezpieczeństwo, nic nie dało, bo sprawę przechwytywali moi schizofreniczni „krewni”, z którymi nie mam nic wspólnego, bo nie jestem z nimi spokrewniona, a którzy mszczą się „za Renatę, bo mam przepraszać za ojca” na podstawie jej urojeń. Niech ona przeprasza za Ryszarda i jego urojenia, że był moim ojcem chrzestnym. Mam zdjęcie jako noworodek z moimi prawdziwymi rodzicami chrzestnymi i nie jest to nikt z rodziny Ryszarda. Nie jest to także zdjęcie mnie z Romanam i „naszym dzieckiem”. Na zdjęciu jestem ja jako małe bobo, oraz moi rodzice chrzestni czyli Anna W. oraz Waldemar K.

Nie wiem, co tym cholerom z prawicy przyszło do głowy, gdy przegłosowali opróżnienie więzień. Najgroźniejsi przestępcy powinni odbyć karę do końca. Ale pewnie politycy chcieli zapewnić sobie głosy świata przestępczego, więc stworzyli nam Polskę, którą rządzą gangi, i w której nie da się żyć, bo prominentni politycy łaszą się do groźnych kiboli nazywając ich – jeśli dobrze pamiętam – „solą naszej ziemi”. Mamy też kiboli-polityków bez jakiejkolwiek kindersztuby, czy znajomosci prawa.

Ostatni gasi światło.

Cukrzyca

Jedną z irytujących rzeczy, jakie wygadują o mnie schizofrenicy z mojej podstawówki, jest urojona przez nich cukrzyca, na którą podobną cierpię. Jak wyglądają moje wyniki, widać na powyższym zdjęciu. Badanie wykonano jeszcze w kwietniu. Bieżącego roku.

Wynik 79 jest jak najbardziej prawidłowym wynikiem. Zadbałam także o to, aby było widać widełki i jak można zobaczyć, o cukrzycy można mówić dopiero od wyniku 126 wzwyż. Moje wyniki glukozy we krwi przez całe życie zawsze wyglądały podobnie. Po prostu nie mam tego genu, więc nie mam też cukrzycy.

Mam dosyć Romana, Renaty ich rodzin oraz enablerów, którzy łażą za mną od podstawówki, rozpowszechniając wszystkie urojenia tego schizofrenicznego gangu na mój temat. Zniszczyliście życie nie tylko mnie, ale też moim krewnym, nie mówiąc o przyjaciołach.

Mam wezwanie do fantomowych psychiatrów – zacznijcie w końcu namawiać na leczenie właściwe osoby. Moje życie, a także innych osób, miało być bajką. Zmieniliście je w piekło. Nikt wam nie dziękuje i bardzo proszę, odpierdolcie się ode mnie, moich krewnych oraz moich zwierząt. Żaden kot nigdy nie ucierpiał z mojej ręki, tak samo jak żaden pies. Za to wy wydajecie się czerpać sadystyczną radość z niszczenia ludzi. Bo tym jest pranie mózgu i terror. Pól godziny terroru może kogoś doprowadzić do śmierci samobójczej, a na to narażacie ludzi, których zmuszacie do rozmów ze schizofrenikami, którzy nigdy nie mieli racji. Ale za to mordują ludzi, którzy nie chcą potwierdzić ich urojeń.

Tacy schizofrenicy to realne niebezpieczeństwo, moim zdaniem największe niebezpieczeństwo współczesnego świata, bo nie tylko kasują najzdolniejszych z każdego pokolenia, bo tacy budzą ich zawiść i urojenia, ale też schizofrenicy wpływają na klimat polityczny i społeczny, więc nie należy ich zachęcać. Wszelkie idee, które sączą ludziom do uszu, są chore i szkodliwe.

Głupi pan B.

Znany w warszawskim fandomie pan B. podaje się za mojego psychiatrę. Jest to idiota, który tylko twierdzi, że jest moim psychiatrą. Co więcej uważa też, że Roman jest moim „mężem”, a Renata „siostrą”. Uważa, że rozmawiał z moimi „rodzicami” – znaczy się zastępczymi, czyli tak dokładniej rozmawiał dokładnie z ludźmi, którzy są dla mnie nikim. Tak się składa, że Barbara i Ryszard są wariatami, którzy gnębią moją rodzinę od czasów mojej podstawówki. Pojawili się mojej szkole, twierdząc, że są moimi „nowymi rodzicami”. Ludzie całkowicie ze mną nie spokrewnieni zaczęli cierpieć na bardzo silne urojenia na mój temat i wciągnęli w to kilka osób z Avangardy już wtedy.

Skończyło się to tym, że zniszczono mi karierę sportową, życie osobiste oraz życie zawodowe, nawet w zawodzie nauczycielskim z powodu „opieki” tych wariatów oraz ich enablerów mam polokowane awanse, ponieważ rozpadłam psychicznie tak bardzo, że nie jestem w stanie wypełnić warunków, żeby awansować. Jednym słowem, moje życie to piekło. Czyste, żywię piekło. Mówię to szczerze, bo już wielokrotnie, gdy miałam założyć rodzinę lub robić coś ciekawego zawodowo, to uruchamiali się wariaci oraz ich wielbicie i niszczono mi wszystko, sabotując, co tylko się da. W życiu tym osobom nie podziękuję, bo włożyli mnóstwo wysiłku, alby upewniać prześladujących mnie wariatów, że robią dobrze i już zawsze będą chronieni.

Przeraża mnie, że wzięli w tym udział psychiatrzy. Tak się składa, że jestem z lekarskiej rodziny i już w dzieciństwie przeczytałam studencki podręcznik psychiatrii mojej siostry, więc wiem, na jakiej podstawie wolno diagnozować ludzi. Na pewno nie są to szlochy schizofreników oraz ich urojenia. Schizofrenicy z reguły mają zwyczaj pomawiać swojej ofiary o chorobę psychiczną i szczuć na nich psychiatrów i psychologów. Dlatego też wolno diagnozować tylko na podstawie tego, co mówi im diagnozowany człowiek i tylko w gabinecie, do którego sam z własnej woli przyszedł. Inaczej popełnia się bardzo duży błąd medyczny. Psycholodzy wiedzą, jak mnóstwo można popełnić błędów poznawczych i jak bardzo można się pomylić w ocenie. Istnieje też zakaz diagnozowania na podstawie tego, co mówią krewni (bo to oni mogą być problemem), więc tym bardziej nie diagnozuje się na podstawie wynurzeń ludzi, którzy są „krewnymi” tylko z urojenia.

Abslutnie bezczelny pan B. oraz jego głupia córka – tak samo jak państwo Ch. – prześladują mnie od dzieciństwa, wmawiając mi, że nie jestem osobą, za którą się podaję i że moje dane osobowe są sfałszowane. Wszyscy razem zniszczyli mi całe życie. Tak samo zniszczyli Krystynę, która nie powinna wierzyć, że mąż (szczególnie taki, który sobie tylko uroił, że jest mężem) może dysponować czyimś majątkiem czy własnością intelektualną. Żaden mąż czy też „mąż” nie jest właścicielem niewolnicy i nie może nią dysponować. Ale się nie dziwię takiemu podejściu Romana – jak mi powiedział – jego mama była prostytutką i to zajęcie przejęła potem jego siostra. Nie dziwi mnie więc, że ma pojęcie o relacjach międzyludzkich godne alfonsa.

A co do państwa B. mogę powiedzieć tylko jedno – napadli na kogoś, kto wciągnąć w latach dziewięćdziesiątych tak podręcznik błędów medycznych, więc jestem gotowa, aby wyłapywać błędy lekarzy prowadzić w takich sprawach śledztwo. Jeśli przedstawiam się jako profiler medyczny, to jest to prawda, bo wiem, jakie przepisy prawa o zawodzie lekarza zostały złamane podczas niszczenie mi życia na zamówienie schizofreników.

Za mną stoją dokumenty opublikowane na blogu. Nie jestem mężatką, a moi rodzice nie nazywają się Mariusz i Halina. Mój tata jest pomawiany o gwałt, za to gwałcicielami byli jak najbardziej ojciec Romana i jego kumpel Ryszard.

Z państwem B. – tak samo jak z kilkoma innymi przedstawicielami warszawskiego fandomu – zamierzam widzieć się już tylko w sądzie. Tym bardziej, że Ani Brzezińskiej nic złego, wbrew pomówieniom państwa B oraz wariatów, nie zrobiłam. Jest ofiarą pomówień tego gangu schizofreników, tak samo jak ja i też była przez nich atakowana. Sama widziałam ataki Ryszarda na nią.

Spotkania

O ile dobrze pamiętam, jeszcze przed rokiem 1990 uczestniczyłam w spotkaniach klubu fantastyki z Warszawy, który jeszcze wtedy oczywiście nie nazywał się Avangarda. A w każdym razie tak mi się wydaje. Było bardzo miło, bo zostałam powitana jako córka mojego taty, Mariana, który też uczestniczył w pracy klubu. Wciągnął mnie któryś ze starszych fanów, który go pamiętał. Ale oczywiście było miło tylko do czasu.

Gang schizofreników z mojej podstawówki (czyli między innymi Roman, który nie jest moim mężem oraz Renata, która nie jest moją siostrą cioteczną) zaczął od tamtego momentu zaszczuwanie mnie i wynajdowanie sobie kolejnych enablerów. Przez tych ludzi jestem zaszczuwana do obecnej chwili. I z tego, co się zorientowałam, nic się zmieniło, bo nadal – jak w roku 2000, za co już byłam niby przepraszana (chociaż tylko na pokaz, aby uspokoić ważnych fanów) – odrzucono mi prelekcję. Naprawdę nie jestem osobą, którą opisuje Renata i Roman, czy też ich bliscy. Nic, co mówią na mój temat, nie jest prawdą. Na blogu jest moja apostazja – więc widać, że nigdy nie byłam religijna. Wrzuciłam też zaświadczenie o stanie cywilnym, więc nie jestem „chorą psychicznie żoną Romana”, która niby jest „byłą kurwą”. Zdobyłam też dokument, który przedstawia moje prawo do lokalu, w którym mieszkam. Jak najbardziej legalnie odziedziczyłam je po mojej mamie, Helenie Wieczorek. Oczywiście wariaci twierdzą, że moi rodzice nazywali się Halina i Mariusz, ale to tylko świadczy o tym, jak bardzo mnie nie znają i jak bardzo nic nas nie łączy, szczególnie więzy rodzinne.

Jedyne, co mogę powiedzieć to, że fandom mnie nie chce. I że pozbył się mnie, tak jak pozbył się pewnego pisarza z Krakowa. Osoby, które przyjmują zaproszenia klubu, który nadal składa się z enablerów oraz samych schizofreników, naprawdę stoją po złej stronie barykady. Mojego znajomego pisarza oskarżała o gwałt pewnie ta sama wariatka, która twierdzi, że mój tata ją zgwałcił. Ten urojony gwałt został bardzo poważnie potraktowany przez moją rodzinę i mój tata złożył na Policji dokumenty, które dowiodły, że znajdował się w tamtym czasie za granicą. Nic mnie z tą „obrażoną” schizofreniczką nie łączy. Nie jest moją krewną, jest tylko imbecylem, który się nie leczy, a którego poznałam w podstawówce. Pech chciał, że doznała na moim punkcie takiej obsesji, że razem z rodziną za mną i moim tatą pośpieszyła do fandomu.

Jedyne co mogę powiedzieć to, że jako osoba wygnana przez schizofreników z fandomu, znajduję się w dobrym towarzystwie. A Avangarda śmierdzi i nie zamierzam przepraszać żadnej schizofreniczki w imieniu mojego ojca. Ja też nie mam, za co przepraszać.

I gówno mnie obchodzi fandom. Jedyne moje przesłanie jest takie – leczcie już, kurwa, tych schizofreników. Ale nie spodziewajcie się, że mnie kiedykolwiek zobaczycie w Warszawie.

Sidrel

Mój cykl opowiadań o Sidrelu, w którym opisuję dystopię fantasy nie jest plagiatem. Napisałam każde z tych dwóch opowiadań sama. Nie ukradłam żadnego pomysłu schizofreniczce Renacie, chociaż rozpowiedziała swoim wielbicielom z Avangardy.
Moje opowiadania powstały jako odpowiedź na zaszczucie mnie przez maniaków religijnych i schizofreników w jednym, którzy przypisują mi staż albo w burdelu albo w klasztorze. Prawda jest taka, że niebieskim ani kurwą ani zakonnicą, ale kobietą, której zniszczono życie.

Tak się składa, że psycholodzy społeczni badają także takie zjawiska jak bulying, którego padam ofiarą od podstawówki. Wiadomo, że w powodem rzucenia się tłuszczy na niewinną ofiarę są urojenia bardzo aktywnych schizofreników. Ofiara nawet często nie wie, kim są jej prześladowcy.

Tak bardzo nie chce mieć nic wspólnego z prześladowcami, że ucieka przed nimi po usłyszeniu pierwszych bzdur na swój temat. Moi prześladowcy przeszli do mojej do fandomu z mojej podstawówki i znaleźli sobie ludzi, którzy się przejęli ich urojeniami, więc postanowili mnie przyciąć i nie dopuścić dobrego, abym cokolwiek mogła zrobić w życiu. Cześć tych ludzi jak na przykład Nycz już mnie przeprosiła, ale schizofrenicy, szczególnie gdy udowodni im się, że opowiadają bzdury, wybuchają psychozą wielkości Mont Everest.
Nie mam nic wspólnego ani z Romanem i jego rodziną, ani z Renatą i jej rodzicami czyli Barbarą i Ryszardem. Nie są to moi krewni, a Roman nie jest mężem. Nie posługuje się czyimiś pomysłami. To Renata ma urojenia, że utwory innych pisarzy zostały jej „ukradzione”. Tak samo ma urojenia, że jest pływaczką, która zniszczyłam. Schizofrenicy doznają takich urojeń na skutek zawiści i zaczynają dążyć do zniszczenia swojego obiektu obsesji. To są typowe akcje schizofreników. Zaświadczenie o stanie cywilnym, według którego jestem panną, należy tylko do mnie i nie zostało sfałszowane.
Niestety podłam ofiarą terroru schizofreników oraz ich wielbicieli i enablerów z fandomu, którzy napadli na mnie w moim miejscu pracy, tak samo jak wcześniej w czasie konwentów. Nie mam nic więcej do powiedzenia i nie zmienię zdania na temat Renaty. Jest wariatką, o której prawie nic nie wiedziałam i z którą się nie kontaktowałam. Z trudem ją sobie przypomniałam z podstawówki. Nie jest moja krewnią, a Roman nie jest moim mężem. Rodzice Renaty nie są moimi krewnymi także. To nie są moi „zastępczy rodzice”. Nie ukradłam nikomu dyplomu, a moja mama była neurologiem, szczutym przez ten sam gang.

Mam dosyć debili, którzy kolportują te wszystkie kłamstwa o mnie i którzy upralibyście mnie „leczyć” (czyli zniszczyć) , żeby tylko zrobić przyjemność wariatom. Macie o mnie zapomnieć, grzecznie proszę, i zamknąć mordy. Renata nie jest żadna skrzywdzona pisarką. Obraziliście mnie tak bardzo, że w życiu nie powiem nic dobrego o Avangardzie. Enablerzy Renaty i Romana jak najbardziej przestawiali się jako osoby reprezentujące ten klub. Przynieśli wstyd klubowi. Nie dziwcie się więc, że zawsze będę odradzać moim zagranicznym znajomym organizowanie dużych imprez w Warszawie.

Sabotaż

Całe moje życie jest sabotowane przez kilku schizofreników, którzy przypisują sobie różne rzeczy ze mną związane. Mam nadzieję w końcu urwać łeb ich kłamstwom.

Tak więc po kolei:

  • Nie mam męża (zaświadczenie o stanie cywilnym do znalezienia na blogu), więc tym bardziej schizofrenik Roman z mojej podstawówki, który dzięki temu, że Renata chodziła do tej samej podstawówki, co ja, trafił do fandomu. Nie mam z nim żadnych relacji, nic o mnie wie, więc jego rewelacje na mój temat są całkowicie oparte na urojeniach Renaty, jej rodziców, a także równie schizofrenicznej jego własnej siostry.
  • Nie jestem plagiatorką. Moje teksty są całkowicie mojego autorstwa, chociaż gang schizofreników, upiera się, że „ukradłam” je Renacie lub Annie siostrze Romana. Podejrzewam niestety, że rozpowszechniane przez nich urojenia wpłynęły na odbiór moich tekstów oraz mnie samej. Niestety schizofrenicy, kierując się zawiścią, bardzo często lubią podawać się za autorów nieswoich tekstó lub przyjaciół ludzi, którzy nie utrzymują z nimi żadnych kontaktów.
  • Nie mam żadnych dzieci, a trójka wskazywana przez idiotów oraz wariatów jako „moje dzieci i Romana” to są moje dwie siostrzenice oraz siostrzeniec, którzy wraz ze swoimi rodzicami pojawili się na konwencie.
  • Nie zamordowałam nigdy żadnego kota. Mordercą kotów jest Roman. Dawno temu wlazł do mojego mieszkania (moja mama nie potrafiła go powstrzymać) i wszedł do mojego mieszkania. Złapał moją kotkę i zaczął ją dusić. Zorientowałam się za późno co robi. Gdy rzucił bezwładne ciało na podłogę, zorientowałam się, że jest źle. Ze wrzaskiem wygoniłam Romana i zaczęłam robić kotu sztuczne oddychanie oraz masaż serca. Udało się jej przywrócić oddech, ale od tego momentu Melissa autentycznie bała się Romana, a także każdej osoby, którą widziała w jego towarzystwie, bo próbował przychodzić dalej i był wyrzucany z mojego mieszkania z pomocą patroli policyjnych. Zamieram dalej tak robić. Jeśli będę się dalej czuła zagrożona, kupię znowu psa..
  • Nie mam żadnej „cioci” Basi, bo moja mama nie miała siostry. Jej córka nie jest zatem moją „siostrą cioteczną”, Nie kontaktuję się z nią, więc nie ma szansy, aby moje teksty były przez tą idiotkę bez matury napisane. Wszystko, co ta pani z siebie wydobywa, to czysta schizofrenia, a nie teksty literackie.
  • Ani przypisywana mi fałszywie „siostra cioteczna” (czyli obca dla osoba), ani Anna (która ma być podobno moją „bratową”, czyli siostrą męża, którego nie mam, bo to urojenia Romana) nie są psychologami. Z tego, co wiem, żadna z nich nie ma nawet matury. Posiadają za to ukradzione mi rękopisy oraz notatki. Część notatek Roman wyłudził od mojego byłego. Żeby było zabawniej, były nie oddał mi moich rzeczy, gdy go o to poprosiłam, bo nie chciał się pogodzić z rozstaniem, ale na pierwsze żądanie oddał je randomowemu – z mojego punktu widzenia – schizofrenikowi. Skomentuję to tak – prawacy są debilami i zawsze uważałam, że powinno się być w stałym związku z ludźmi, którzy nie tylko prezentują podobny poziom, ale też mają podobne przekonania.
  • To nieprawda, że nie miałam powodzenia – miałam za to pecha, bo wszyscy moi ukochani koniecznie chcieli bywać na warszawskich konwentach oraz przyjaźnić się z – jak uważali – moimi „krewnymi” oraz „przyjaciółmi z Avangardy”, więc byli przez tych schizofreników okłamywani, co moich uczuć i stanu cywilnego. Ci ludzie zniszczyli mi całe życie i nie chcę ich oglądać. Nie mam w fandomie warszawskim żadnych krewnych. Nikt z tego gangu schizofreników nie ma prawa się przedstawiać jako mój „pierwszy chłopak z podstawówki” czy też mąż, albo inni krewni.
  • Mój tata nie był pedofilem i gwałcicielem, wręcz przeciwnie, powinno się krytycznie pod tym względem spojrzeć na rodzinę Renaty oraz Romana. Dodam ponownie, że mój tata był pomawiany o gwałt w weekend, kiedy był zagranicą.
  • Nigdy nie rozmawiałam i nie rozmawiam z Renatą, więc nie mogłam jej się skarżyć ani na mojego tatę, ani na moich przyjaciół, czy Adama. podobnie jeśli chodzi o Annę, siostrę Romana. Nigdy nie była osobą, której się zwierzałam. Moi przyjaciele oraz Adam zostali o gwałty pomówieni i zaszczuci, chociaż byli i są niewinnymi osobami.
  • Renata nie została źle potraktowana przez Piotra. Nie był człowiekiem, który „odebrał jej dziewictwo” i ją rzucił z mojego powodu. Ta opowieść Renaty pochodzi wprost z jej urojeń. Nie należy się jej żadne odszkodowanie. Nigdy nie była narzeczoną Piotra, więc jej ataki na Agnieszkę były bezpodstawne. Nikt nie jest jej winien pieniędzy i nie powinna dziedziczyć po Piotrze.
  • Renata nie jest „współwłaścicielką” moje mieszkania. Moja mama nie miała siostry, więc nie mogła żadnej „siostrzenicy” wymienić w swoich testamencie. Jestem jedyną dziedziczką mojej matki. Moja rodzona siostra została spłacona wcześniej.
  • Nie jest religijna. Już prędzej jestem luteranką niż katoliczką, ale najczęściej się określam jako ateistka i poganka. Nie mam zamiaru rozmawiać z jakimkolwiek zabobonnym imbecylem z Kościoła.
  • Nie wiem, jak komentować ploty typu „ty nie jesteś tą pisarką, bo ona jest blondynką, całkowicie czarna”, czy – bo ja wiem – zielona. Istnieją farby do włosów i miałam chyba każdy kolor włosów. Byłam i blondynką, i zdecydowaną brunetką, przy czym przy czarnych włosach moi znajomi widzieli, jak sztuczny jest to kolor i byłam namawiana na powróć do naturalnego brązu. Jestem kameleonem i lubię zmieniać wygląd. Ale zostałam namówiona, aby wrócić do mojego najbardziej kanonicznego wyglądu – czyli długich cieniowanych brązowych włosów. Tak się składa, że mój dziadek bardzo się cieszył, że obie z siostrą jesteśmy na tyle jasne, że nie widać po nas domieszki arabskiej krwi. Moja mama i on mieli problemy ze względu na wygląd i pochodzenie dziadka. Niestety moja jasna skóra nie wystarczyła i podłam ofiarą także zaszczucia na tle rasowym oraz próbom nawracania „żydowskiego” dziecka.
  • Nie zamierzam pomagać żadnemu fandomowemu hierarsze w jego pogoni za tronem papieskim. Nie pozwolę okłamywać ludzi na mój temat, czy mojej rodziny. Nie potwierdzę „świętości” jakiegokolwiek schizofrenika. Nie byłam nigdy religijna i już w dzieciństwie zerwałam z katolicyzmem. Nie byłam też nigdy w klasztorze, nawet na ślubie przyjaciółki. Z całym przekonaniem więc mogę powiedzieć, że moja noga nigdy nie stanęła na terenie jakiegokolwiek klasztoru.
  • Nie zamierzam też promować jakiegokolwiek „Chrystusa w fandomie”, chociaż padały takie żądania wobec mnie. Nie wiem nawet, co to znaczy, chociaż mam podejrzenia, że chodzi o zaszczuwanie pisarzy fantasy czy sf, którzy produkują utwory, które są zbyt mało prawackie czy też za bardzo antyklerykalne. Spotkało mnie to z powodu opowiadań o Sidrelu, który bardzo rozdrażnił kontrolujące fandom Opus Dei. Nie jestem plagiatorką, Oskarżenia o plagiaty pochodzą od schizofreników, którymi się posługuje Opus Dei. Podobnie wyglądają sprawy oskarżeń mnie, mojej mamy czy taty. Nie podobamy się Opus Dei i tyle. Chociaż nie zrobiliśmy nigdy nic złego, Opus Dei wydało na nas wyrok śmieci cywilnej.
  • I jeszcze na koniec – ani ja, ani moja mama nie byłyśmy prostytutkami, chociaż pewnej schizofreniczce się tak uroiło na tle nienawiści rasowej. Moja mama i ja miałyśmy niby być w ich oczach osobami „niższej rasy”, czyli nadać się w urojeniach osób bez matury i ogłady tylko do najstarszego zawodu. Właśnie z powodu mojego mieszanego pochodzenia Opus Dei już w moim p=dzieciństwie postanowiło dopilnować, żebym w życiu niczego nie osiągnęła. W czasie studiów miało to formę bojówek, które nie wpuszczały mnie na wykłady, „bo to nie dla mnie”. Ale pomimo tego mam świetnie wykształcenie i mam dyplom magistra, chociaż bojówkarze rozpuszczają ploty, jakobym nie miała matury nawet i uczyła w moim miejscu pracy bez dyplomu. Opus Dei wyznaczyło mi rolę popychadła, czyli „chorej psychicznie żony Romana, która nic nie napisała” i którą należy tylko przycinać i rzucać kłody pod nogi. Ale mimo nie dam się sprowadzić do posłusznej kurwy, która nz rozkaz Renaty i Romana obsługuje kogo tylko oni wyznaczą, podczas gdy oni będą kasować pieniądze. Coś takiego mi proponowali, właśnie kierując się rasą i uprzedzeniami, już w podstawówce. Powtórzyli też te swoje żądania także przed pandemią.
  • Nie jestem też tancerką brzucha i nie można mnie wynajmować na przyjęcia. Odpierdolcie się ode mnie i od mojego dziadka Egipcjanina.
  • Moja mama była szanowanym lekarzem neurologiem, podobnie jak moja rodzona siostra. Nikt z naszej rodziny nie zasługiwał, aby Opus Dei i wykorzystywani przez nich schizofrenicy nami pomiatali i zaszczuwali w kilku środowiskach. Mam prawo sę odgryźć i będę gryźć do krwi.

Mam prawo się bronić i przedstawiać dokumenty, które świadczą, że moi prześladowcy kłamią. Nigdy nie zamierzam potwierdzać kłamstw, które kursują w fandomie na mój temat oraz temat moich bliskich. Nigdy nie mogłam ani nie chciałam ich potwierdzać, ale gang schizofreników wraz z ich możnymi enablerami raz po raz napadł na mnie, poddawał praniu mózgu, terrorowi i doprowadzał do amnezji z przyczyn psychicznych. Mam taką alergię na Polskę oraz warszawski fandom, że w życiu nie będę pomagać Avangardzie w ściąganiu żadnych zagranicznych gości, uzyskiwaniu dotacji (tutaj sobie już prześwistali ostro u ludzi, którzy chcieli Worldconu w Warszawie). Nie zamierzam też pracować w klubie. Pomoc dla Avangardy skończyła się wraz ze śmiercią Piotra. Był ostatnim naiwniakiem, który pomagał ludziom, którzy go za plecami niszczyli.

Bardzo proszę o jedno, nie podchodźcie już do mnie. Nie mam z wami, czy jakimiś prawakami, nic wspólnego. Pierdol się PiSie.