Jak już chyba wszyscy wiedzą, Roman, który udaje w fandomie (i nie tylko w fandomie) mojego męża, bardzo się interesuje moim ubraniem. Nie miało to tylko formy kultu cargo, czyli wyłudzenia od mojej mamy moich ubrań, pod pozorem, że Bret po nie przysłał, w nadziei że za ubraniami ja sama podążę i się w nim zakocham. Gwoli wyjaśnienia – mama pozwoliła mu zabrać te ubrania, bo końcu już kiedyś mieszkałam z facetem, a ponieważ Bret miał swoje warszawskie mieszkanie już od dawna, to trochę było dziwne, że nie mieszkamy razem. Póżniej już po ukradzeniu moich ciuchów pod pozorem – jak wspomniałam – przeprowadzenia mnie do Breta, gdy mnie nie było w domu, Roman wdarł się do mieszkania i przy mojej przerażonej mamie wywalił mi wszystko z szafy, obejrzał każdą sztukę odzieży i uciekł, zostawiając bałagan na podłodze, bo mama wezwała tym razem Policję. Nie wiem do tej pory, czego szukał, ale możliwe że chciał kolejną partię ubrań przejąć. A ledwo kupiłam sobie coś do noszenia na codzień, bo po wcześniejszej kradzieży praktycznie nic już nie miałam.
Moja rodzina wie, że mam z tym zakochanym schizofrenikiem problemy od dzieciństwa. Żadna ilośc prania mózgu nie jest w stanie mnie przekonać, że mam za niego wyjść, albo że kiedyś byliśmy razem. Tak samo nie mam zamiaru wychodzić za Michała, co jest kolejnym idee fix kogoś z otoczenia Opus Dei. Nigdy nie byłam w Michale zakochana i stąd wynikały. moje problemy z seksem. Niepotrzebnie byłam oskarżana o oziębłość, tym bardziej, że Michał sterowany przez schizofreników, którzy podawali się moich byłych, którzy niby wszystko o mnie wiedzą, kazali mu rezygnować z gry wstępnej, a problem z penetracją rozwiązali mu, nakazując używanie prezerwatyw, które są pokryte lubrykantem. Związek ratował mój psychoterapeuta i nawet udało się osiągnąć obopólną satysfakcję, ale skończyło się to tak, że Michał został nakłoniony do brutalnego gwałtu, Na jego usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że ten nieochrzczony ateista wpadł w łapska Opus Dei, które zrobiło mu takie pranie mózgu, że zachowywał się jak Patricia Hearst. Co znaczy, że robił straszne rzeczy (panna Hearst, dziedziczka fortuny Hearstów, dokonywała napadów na banki z grupą terrorystów i strzela do ludzi oraz posługiwała się imieniem – o ile dobrze pamiętam – Tanya, czego nikt nie mógł zrozumieć). Michał miał tak jak panna Hearst poczucie, że jest tylko pasażerem w swoim ciele, które wykonuje rzeczy poza jego kontrolą. Niestety, tak wygląda zaawansowany syndrom sztokholmski. Ja w takim stanie weszłam pod tramwaj, czego nie chciałam, na całe szczęście opamiętałam się na widok miny motorniczego i skoczyłam do tyłu, uciekając śmierci. W taki sposób terroryści z Opus Dei próbowali mnie po raz kolejny zabić. Zgłosiłam to Policji.
Ale bez względu na to, co się będzie działo, bez względu też na kłamstwa rozpowszechniane o mnie oraz o moich wielbicielach, nie wyjdę za Romana. Jego upór i odmowa leczenia, zniszczyły mi całe życie, bo zgromadził wokół siebie stadko enablerów, którzy spijali mu każde jego urojenie z ust. Za nim dąży reszta jego rodziny z kolejnymi pokoleniami idiotów, którzy uważają się za „świętych” (co jest częstym schizofrenicznym urojeniem i nie powinno na nikim robić wrażenia).
Jakiś czas potem Adam, którego znam od dziecka, postanowił mi zrobić prezenty, bo ma za co być mi wdzięczny. Kupił mi kilka sztuk ubrań w moim obecnym rozmiarze, który jest większy od tego, jaki nosiłam na studiach. Między innymi zmiana rozmiaru jest powodem, dlaczego nie robi na mnie wrażenia przekonywanie mnie, że mam się związać z Romanem, bo „już ma moje ubrania”. Mój dzisiejszy pomiar jest dwa numery większy niż to, co kupowałam już stale w czasie studiów, więc rzeczy, które ma, w niczym mi nie są potrzebne. Zresztą chyba już odkupiłam sobie wszystko, co kiedyś miałam i straciłam. Rozmiar moich starych ubrań oznacza, że nie trzeba mnie było mnie „leczyć” z pomocą terroru na „anoreksję” pod dyktando wariatów, bo wcale tak bardzo nie schudłam. Człowiek tak potraktowany naprawdę zaczyna się przejadać i nie może nad tym zapanować. I to też jest jeden z powodów, dlaczego nie wróciłam do sportu. Kilka razy próbowałam wrócić do formy fizycznej, ale zawsze następował kolejny atak karzącej mnie sekty. Moje utycia nigdy nie były związane z ciążami, ale były spowodowane traumą i syndromem sztokholmskim.
Roman – już to wcześniej opisałam, ale powtórzę – wyłudził klucze od mamy Adama, bo postanowił i te kupione przez niego w prezencie ubrania przejąć. Na całe szczęście zderzył się z dwiema sukami, które wcale nie powitały go jak domownika. Również dla nich był całkowicie obcą osobą. Roman uciekł, za to Adam stanął przed rozwiązaniem zagadki, dlaczego jego białe psy mają zakrwawione pyski. Mieszkanie było zamknięta, a psy nie miały żadnych ran. Dopiero dokładniejsze śledztwo ujawniło, kto wyłudził klucze i skończyło na pośpiesznej wymianie zamków w drzwiach.
Ostatnio Roman znowu próbował się do mnie dobijać parę razy, ale wiem, że nie należy mu otwierać, bo chce się wprowadzić. Nie mam najmniejszego zamiaru na to pozwolić. Mam tak duże poczucie zagrożenia i nerwicę, że będę musiała się przeprowadzić gdziekolwiek. W sumie Adam ma już moje ubrania (które – w odróżnieniu od Romana – kupił, a nie ukradł), więc może mnie przyjmie na chwilę pod swój dach, zanim znajdę coś innego, albo wyjadę już na zawsze z Polski.
Przypomnę jedną psychoterapeutyczną zasadę. W przypadku amnezji z reguły „opiekuje się” swoją ofiarą i próbuje ją reprezentować właśnie schizofrenik, który tę amnezję wywołał swoim działaniem i prześladowaniem. Dlatego słucha się ofiary, jej emocji i pozwala się jej decydować za siebie. Amnezja nie jest powodem pozwalającym na ubezwłasnowolnienie człowieka, bo człowiek jest całkowicie racjonalny, więc próby takiego ubezwłasnowolnienia osoby z amnezją są olbrzymim przestępstwem wobec wszystkiego, także praw człowieka, bo nikt nie ma prawa decydować z kogoś, z kim ma być, czy nawet tylko rozmawiać. Więc nie łączy się przemocą osoby z amnezją ze schizofrenikiem, nawet jeśli uważa się go za multimiliardera oraz anioła. Bo nie, nie robi się tak i już.
Decyzja, aby postąpić inaczej, jest łamaniem podstawowych zasad społecznych. I nie uwierzę, że osoby z Kościoła, które zaplątały się w tę sprawę, czy jakieś moje koleżanki, nie znają tak podstawowych zasad postępowania z ludźmi. Ci wszyscy ludzie po prostu postanowili zostać przestępcami. Podejrzewam, że kierowali się jakimiś swoimi urojonymi zasadami, których nie podziela reszta społeczeństwa. Ale tak się składa, że mają równać do większości. A większość już dawno postanowiła, że takie postępowanie to przestępstwo.

