Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Kurwy

Tak się składa, że nie można wybrać sobie z kim się chodzi do podstawówki. Ja miałam tego pecha, że w mojej podstawówki oprócz ludzi z dobrych rodzin, którzy chodzili ze mną na dodatkowy angielski i na naukę pływania (wszystko organizowane przez szkołę), znajdowały się też dzieci z marginesu. I to takiego marginesu, że mówią o sobie Gang Mokotowski.

Przy czym są to gangsterzy najgłupszego sortu, posiadający najmniej szacunku w świecie przestępczym, czyli prostytutki i alfonsi. Dzieci gangsterów wymyśliły sobie, że mnie zaszczują i zmuszą do prostytucji. Zajmowali się też terrorem i wymuszeniami. Do tej pory uważają, że metodami przestępczymi (czyli zaszczuwaniem za niechęć do współpracy) tak zniszczą mi pamięć i wmówię nieprawdę, że posłusznie oddam im wszystko, co posiadam i pójdę do burdelu.

Niedoczekanie tych kurew. Ale nie dziwcie się, że krąży o mnie bardzo dużo fałszywych opowieści. Żadna z tych kurew czy alfonsów nie ma związków z moją rodziną, chociaż lubią tak opowiadać, aby mnie zniszczyć. To jest taki margines, że nikt się nie chce do nich przyznawać. A wszelkie dyplomy czy szkoły sobie całkowicie fałszywie przypisują.

Jedna z tych kurew przysięgła mi w czasie jednego konwentu, że doprowadzi do tego, że stracę pracę i będę się kurwić jak ona. Stąd też napady na mnie w mojej pracy. Szkoda, że tyle osób w fandomie się do nich dołączyło.

Nie dziwcie się więc, że ktoś taki jak ja, gdy zostaje namówiony na studiowanie równolegle psychologii, na początku wybiera psychologię społeczna i zostaje kryminologiem. Gang z mojej podstawówki, składający się z alfonsów i prostytutek przychodzi czasem na konwenty i zaszczuwa ludzi. Jedna z moich przyjaciółek padła ich ofiarą także, bo bardzo mało jest osób wykształconych i znających języki, które by chciały zostać prostytutkami. Niestety schizofrenik Ryszard ze swoim schizofrenicznym uporem widzi wszędzie – w każdej atrakcyjniejszej kobiecie – prostytutki. A oni latają za nim, myśląc, że rzeczywiście coś wie.

Gang schizofreników a także kurwy zrobili wszystko, aby mnie zniszczyć, kierując się jakimiś urojeniami lub zwykła zawiścią, jakie żywią prostytutki wobec kobiet, które nie muszą zajmować się tym zajęciem.

Większość ludzi w fandomie, którzy mówią, że są moimi przyjaciółmi, lub rodziną, nie są ze mną spokrewnieni, ani nie są moimi przyjaciółmi. Chociaż mam wielu przyjaciół w fandomie.

Gang z Mokotowa i ich próby zabicia mnie są przyczyną, dlaczego wiele osób nazywa mnie Mello. Do tego dochodzi też moja inteligencja. Do tej pory zabito mi psychikę, jeszcze żyję. chociaż próby zabicia mnie i doprowadzenia do samobójstwa pewnie jeszcze się powtórzą.

Pan polityk N.

Pan polityk N. mnie nie pobił, jak zwykle zrobił to Roman, bardzo groźny schizofrenik z mojej podstawówki, chociaż Roman zaczął tak mi wmawiać w nadziei, że jednak uda się mnie doprowadzić do takiego szaleństwa, że „przypomnę sobie”, że jest moim „mężem”. No i oczywiście chciał ukryć swoją rolę. Jak zwykle. Schizofrenicy zawsze zwalają na innych.

Ratuje mnie jak zwykle zaświadczenie o stanie cywilnym. Które widział Ryszard, ale łże, jak to on. Możecie sami sprawdzić, co jest na dokumencie, bo znajduje się na blogu. Od razu upewnijcie się, jakie jest moje miejsce urodzenia i jak nazywali się moi rodzice. Ich zdjęcia też są na blogu.

A pana polityka N. i tak nie lubię. Zaszczuł mnie, wierząc szczerze we wszystkie kłamstwa Ryszarda i jego gangu. Jest na tyle wredny, głupi i psychopatyczny, że uznał, że zgoda Romana, którego uważa za mojego właściciela (udowadniając, że nie zna przepisów o ubezwłasnowolnieniu) wystarcza, żeby mnie tak traktował, jak bezmyślne zwierzę, z którym może sobie zrobić zdjęcie za zgodą „opiekuna”.

Pan polityk N. nie jest moim przyjacielem, chociaż usiłuje za kogoś takiego uchodzić.

Tak się składa, że schizofreniczna intryga Ryszarda i jego rodziny (która absolutnie nie jest moją rodziną) zakłada wmówienie wszystkim, że wyjechałam do Stanów i jestem szczęśliwa. A ja sama podobno jestem kimś, kto ma urojenia, że jestem, kim jestem. Mam być osobą, która nie ma związku z „mamą Yennefer” (czyli moją własną), od której miałam tylko wynajmować pokój. I podobno nielegalnie zajmuję własne mieszkanie.

Jest to totalna bzdura. Mieszkam we własnym mieszkaniu. A Ryszard w swoim schizofrenicznym dążeniu do przejęcia mojego majątku, zrobił wszystko, aby mnie unieszczęśliwić. Storpedował moje wszystkie szanse na małżeństwo i właśnie przez niego i Romana nie udało mi się wyjechać do Stanów. Tak samo z ich powodu nie przyjęłam propozycji intratnych zajęć w Polsce i zagranicą. Bo po prostu o nich nie wiedziałam. A schizofrenicy nielegalnie odrzucali różne propozycje w moim imieniu, będąc zupełnie dla mnie obcymi osobami. Za to jak to schizofrenicy przejęli wszystkie moje kontakty i ośmielali się mnie reprezentować, podając się za ludzi, którymi nie są. Wszystko zgodnie z podręcznikiem. Klasyka. Nigdy nie wybaczę ludziom, którzy dali im się tak podejść.

To że Ryszard rządzi Avangardą razem ze swoim gangiem to prawda. Ten klub musi przestać istnieć, bo na nic nie zasługują. A najlepiej do tego doprowadzić za pomocą bojkotu. Mam nadzieję, że za jakiś czas powstanie w Warszawie nowy klub o nowej nazwie.

Ludzie spokrewnieni ze mną, aby spokojnie żyć, musieli zrezygnować z konwentów i zaczęli konspirować tak, aby Ryszard i jego gang nic nie wiedzieli o nich. Szczególnie ukrywają miejsca pracy. Nie potrzebują, aby także im wjechał do pracy gang schizofreników i zniszczył życie. Moja siostrzenica przeżyła dokładnie to samo, co ja i ledwo przeżyła „interwencje” wariatów, którzy przekonywali ją, że jest córką Romana i moją. O mało współpracownicy mojej siostrzenicy nie zaszczuli jej z wynikiem śmiertelnym, „ratując” ją zgodnie z wytycznymi wariata. Cudem z tego wyszła. Na całe szczęście zawsze bardzo interesowałam się metodami psychologicznego wsparcia osób zaszczuwanych przez schizofreników. Bo tego potrzebowałam, żeby ochronić siebie i swoją mamę.

Klub, który rządzą tacy ludzie nie ma prawa istnieć. To szkodnicy i szubrawcy. Muszą ponieść konsekwencje. Także ten szlachcic, który wydał na mnie wyrok śmierci i nazwał chłopką, którą każdy może bezkarnie zgwałcić. Moi znajomi wiedzą, kim jest.

A jego córeńka także poniesie konsekwencje swoich działań, bo te wszystkie pomówienia są zagrożone bardzo wysokimi wyrokami w prawie karnym.

W życiu nie chciałam być w PiS, ta partia ma się ode mnie odpierdolić, bo jestem ateistyczną lewaczką jak moja mama, a mój tata już we Francji był kimś, kogo po angielsku nazywa się „Champagne socialist”.

Tak wiec kulą w płot, jeśli chcecie Marianowi Wieczorkowi przypisywać prawackie poglądy. Nigdy go nie poznaliście. A argument, że miałam blond włosy, gdy miałam dwa lata też jest kulą w płot. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że ściemniały mi włosy, tak samo zresztą jak mojej siostrzenicy. Wśród∂ różnych pamiątek, mam kosmyk włosów ścięty mi prze mamę, gdy się zorientowała, że mi włosy ciemnieją. Już Rewalu, gdy poznałam rodziców Adama i jego starszego brata, miałam już raczej ciemne włosy, a jeszcze byłam w wieku przedszkolnym. Jako córka mojego ojca nie mam obowiązku być blondynką.

To moja osobista sprawa, jaki chcę mieć kolor włosów. Chociaż bardzo często osoby, które jako dzieci były blondynami, wracają do tego koloru, tak jak ja zrobiłam w Chinach. Wróciłam z tego wyjazdu w 2002 z ciemniejszym złotym blondem i moi znajomi namawiają mnie, abym do tego koloru wróciła.

Nie ma nic wspólnego z upodobaniami mojego schizofrenicznego fałszywego „męża”.

Chłopka

Jak mi powiedział pan polityk N. nie mam w fandomie żadnych praw, jestem tylko chłopką, którą każdy może wyruchać i która, gdy się broni, to może dostać w mordę i ma przepraszać.

Sama już nie wiem, jak to skomentować. Proszę tylko moich krewnych i przyjaciół o bardziej kojarzących się ze szlachectwem nazwiskach, aby żeby wyjaśnieli kurwiszonowi Renacie przy politykach religijnej prawicy, kim jestem, i że okradanie mnie z tytułu czy konspektów nie będzie tolerowane.

I nie ma nikt prawa żądać dla kurwy Renaty mojego mieszkania, które odziedziczyłam legalnie po mojej własnej matce, Helenie. Nie nazywam się Nowak, a to że kurwa Renata wraz z rodzicami postawiła wykonać schizofreniczną zamianę miejsc i zrobić z Renaty skrzywdzoną norweską szlachciankę, a ze mnie wycierucha, to naprawdę nie moja wina.

Bardzo proszę wszystkich moich przyjaciół, aby ten gang wspierający schizofreników, szczególnie pana polika N., poinformowali, kim jestem i jakie mam prawa w fandomie. A jakich on już nie ma. Bo moim zdaniem nie zachowuje się, jak szlachcic i nie powinien za szlachcica za te ataki na mnie się uważać. Zostałam przez niego i jego gang zaszczuta w moim miejscu pracy. Zaskarbił obie jeszcze przy tym współpracę mojej Uczelni. Zostałam zakatowana tak dokładnie, jak sobie wymarzył sadystyczny psychopata N. Nic, co robił pod dyktando kurew udających psychologów w niczym nie przypomina „psychoterapii”. Dokonano wtedy jeszcze większych zniszczeń mojej psychiki i mojego życia niż na Anglistyce.

Ale bez względu na tortury psychiczne i sadyzm skurwysynów z religijnej prawicy czy Nycza w życiu nie zacznę Romana nazywać moim mężem, czy Renaty Yennefer. I żadna kurwa nie miała prawa kraść moich konspektów. Nikt nie miał prawa godzić się na tę kradzież w moim imieniu.

I będę zawsze walczyć o sprawiedliwość.

Absolutnie nie jestem na swoim miejscu. Kurwy z fandomu o to zadbały. Anna nie jest żadną wokalistką. Zapytajcie Adama. A Renata nie jest mną. Ale oczywiście z całą dumą przyjmuję wygnanie z fandomu z rąk Nycza czy polityka N. W tym momencie ktoś o mojej pozycji społecznej może powiedzieć tylko jedno – nie bywa się tam, gdzie są kurwy. Mam nadzieję, że inne osoby poinformowane przeze mnie o tej aferze podejmą podobną do mnie decyzję i się wycofają z aktywnego fandomowego życia, szczególnie mam na myśli konwenty Avangardy, która od zawsze czołga się przed schizofreniczką Renatą z mojej podstawówki.

A akt własności mojego mieszkania jak najbardziej jest w przygotowaniu w mojej spółdzielni. Gdy tylko dostanę ten dokument, umieszczę go na blogu. Kurwa Renata nie ma prawa domagać się zwrotu mojej własności.

Konto

Od schizofrenika, który wyciągał od ludzi pieniądze, udając mojego męża, usłyszałam, że oddałby, ale nie zna numeru mojego konta. Moją mamę też okradł na duże sumy pieniędzy, które niby miały być przeznaczone na nasz ślub. W życiu nie byłam z nim zaręczona, nigdy z nim się nie spotykałam, chociaż on i jego szajka tak okłamują ludzi. Nigdy też za niego nie wyjdę. Jestem panną, a na blogu jest moje zaświadczenie o stanie cywilnym.

Dla niego i innych złodziei zamieszczam poniżej kod QR do jednego z moich kont. (Cyferki, jeśli QR code za trudny: 28 1940 1076 6551 8239 0000 0000, wpłaty wspierających fanów też mile widziane <joke>). Ale jakoś nie spodziewam się, żeby mi oddał jakiekolwiek pieniądze. Chociaż i on i kurwa z Anglistyki dużo mi wiszą. Kurwa z Anglistyki powinna sobie sprawdzić, ile kosztowała torba Replay, którą dostałam od Piotra, a którą mi ukradła i też oddać te pieniądze. Ile kosztują New Rocki podałam orientacyjnie w poprzednim wpisie. Pomijam już inne rzeczy, które mi ta kurwa schizofreniczka kleptomanka ukradła. Ma też oddać mi mój pierścionek zaręczynowy. Zgłosiłam z narzeczonym tę kradzież Policji.

New Rocki

Tak się składa, że w latach dziewięćdziesiątych spotykałam się z Adamem. Podarował mi wtedy New Rocki, czyli masywne buciory, o jakich marzy każda metalówa. Niestety bardzo szybko pewna kurwa z Anglistyki zgłosiła się do mojej mamy z bajeczką, że Adam kupił je dla niej i u mojej mamy dla niej zostawił. Moja naiwna mama jej te buty oddała, tak jak wcześniej oddała moje ubrania schizofrenikowi Romanowi. Zniszczyło to relacje między mną a moją mamą, bo myślałam, że już wcześniej się nauczyła, że jestem niszczona przez gang schizofreników i że nikomu nie powinna wierzyć, ani bez konsultacji ze mną oddawać moich rzeczy.

Nie wiem, kogo wariatka i jej rodzina nazywają „kurwą z Anglistyki”, ale dla mnie jest to osoba, która ukradła mi New Rocki, i która potem twierdziła, że Adam kupił je dla niej i że się w niej kocha.

Kurwa z Anglistyki do tej pory usiłuje uchodzić za moją przyjaciółkę, ale z kurwami, przynajmniej tymi z charakteru, bo nie odnoszę się do ich zwyczajów seksualnych, się nie przyjaźnię.

Kurwa z Anglistyki zniszczyła mi wszystkie związki. Także ten z Piotrem, kiedy zaczęłam się z nim znowu po przyjacielsku – po się poparzyłam – spotykać, gdy byłam studentką. Dostała na jego widok spazmów z zawiści i zaczęła mnie (rozumiecie, mnie, czyli osobie, która znała go od przedszkola) tłumaczyć, że ja nie wiem, kim on jest, i że dla mnie to za wysokie progi i że on przychodzi dla niej. Tylko że ze mną rozmawiał i ze mną z Anglistyki wychodził. W końcu kurwa z Anglistyki zaczęła opowiadać, że jest z nim w ciąży i że jest jego prawdziwą miłością. Zniszczyła mi wtedy możliwość powrotu do Piotra. Myślę, że tłumaczy to, jak to się stało, że nie byliśmy razem z Piotrem, chociaż jako dzieci stanowiliśmy parę.

Tak samo było z każdym innym moim mężczyzną. Kurwa z Anglistyki robiła wszystko dokładnie, tak jak to robią schizofreniczki, więc jej nigdy nie uznam jej za kogoś zdrowego. Zawsze przeżywała moje związki z facetami tak intensywnie, że podawała się za ich „prawdziwą żonę”. A także opowiadała, że jest z nimi w ciąży. No nie dziwię się, że chciała mnie wrobić w najgłupszego faceta w fandomie, a mnie odbić wszystkich facetów facetów. Tak wściekłej suki w życiu nie spotkałam. I ma wierną naśladowczynię w fandomie.

I mam w dupie zapewnienia złodziei, że New Rocki odkupią (tym bardziej schizofrenik Roman oferował się, że odkupi mi je za moje własne pieniądze, bo przecież swoich nie ma). Nie stać mnie na wszystko, ale jeszcze te 500 złotych na wyprzedaży (bez zniżki kosztują około 1000) mogę wydać na kultowe dla metali buty.

I moje nowe New Rocki, które sobie sama kupiłam (i w nich poszłam na niesławną sztukę teatralną o Vargu), są na zdjęciu. Kurwa nie musi ich odkupywać. Nauczyłam się polegać tylko na sobie i tylko wierzyć w rzeczy, które sama sobie kupię i także uważać, że moje pieniądze to środki, które znajdują się na moim własnym koncie, a nie w urojeniach czy obietnicach wariatów.

Nie po to wariaci kradną, żeby swojej ofierze , którą okradają, udając jej bliskich, przekazać jakieś pieniądze. Z reguły schizofrenicy to oszuści, którzy po wyłudzeniu pieniędzy zaczynają je rozdawać innym ludziom, którzy nie wiedzą, z kim ją do czynienia, skutecznie udając multimilionerów i osoby z wyższych sfer.

Zakochany schizofrenik

Jednym z typowych schematów prosto z podręcznika psychoterapeuty jest zakochany schizofrenik. Człowiek taki niestety przeżywa bardzo silne urojenia, w których jest mężem lub żoną swojego obiektu obsesji i przekonuje swoje otoczenie o prawdziwości swoich twierdzeń.

Potrafi zaszczuwać swoją ofiarę aż do jej śmierci. Przenika do każdego środowiska i miejsca pracy i szuka pomocy u kolegów i koleżanek ofiary jego urojeń. Rozgłasza swoją wersję, według której jego ofiara jest chora psychicznie, bo nie potwierdza jego urojeń, a przy okazji schizofrenik rzutuje na nią swoje własne problemy psychiczne.

Spotkało mnie to też. WIele osób było święcie przekonanych, że bardzo dużo łączy mnie z Romanem i go popierali, a nawet szykowali nasz ślub ku mojemu przerażeniu. Absolutnie nic mnie z nim nie łączy, najwyżej jego psychoza. Nie jesteśmy małżeństwem, nie mamy dzieci. Nigdy nie chciałam z nim być. Razem z innymi schizofrenikami zniszczył mi całe życie oraz spowodował ocean cierpienia.

W odruchu rozpaczy zaczęliśmy z przyjaciółmi zastanawiać się, co można zrobić, aby go leczyć. Jest za głupi, aby sam się zdecydował na leczenie, pomimo powtarzanych nalegań i udziału biegłych sądowych w tych rozmowach. Jedyne, co mi przyszło do głowy, to wykonać pewną ekwilibrystykę i zwabić go do kraju, gdzie obowiązują inne przepisy i ofiara może takiego człowieka wyrokiem sądu skazać na pobyt w psychiatryku. Tak się składa, że ten pomysł wyciekł i Roman się o nim dowiedział. Uznał, że w kraju, który miałam na myśli, to on mnie wsadzi do psychiatryka, bo tam ważniejsi są mężczyźni.

No, ja myślę, że jednak ważniejsze będzie moje zaświadczenie o stanie cywilnym i brak zdiagnozowania mnie jako schizofreniczki. Jeszcze się nie spotkałam z taką jednostką chorobową, której kryterium by było, że ktoś „odczuwa niechęć do przyznania, że ktoś jest mężem”.

Alzheimera też nie mam. A na całym świecie obowiązują te same podręczniki psychologii, więc wiem, co biegli z innych krajów orzekną. Tym bardziej, że amnezja po zaszczuciu przez schizofrenika mi się cofa. Więc jestem w stanie się skutecznie bronić, po raz pierwszy od dłuższego czasu.

Nie, to nie on mnie będzie leczył. Najwyżej ucieknę do jakiegoś kraju, gdzie mnie nie znajdzie. Bo niestety nieleczący się schizofrenik wraca jak bumerang. I zawsze zrekrutuje sobie pomocników, którzy zaczną mnie od nowa terroryzować i przekonywać, że jego urojenia to prawda i muszę sobie „przypomnieć, że jest mężem”.

Tylko że dokumenty mówią, co innego. I chociaż schizofrenik obraca sobie wszystko w głowie i zniekształca. to istnieje jedna poznawalna prawda, którą podzielają moi najbliżsi krewni i nie ma znaczenia, kogo jeszcze schizofrenik wciągnie w swoje intrygi, czy zmowę przeciwko mnie.

Najwyżej na moim grobie napiszecie „tu leży wolny elf”.

Przestępczość

Jako psycholog społeczny specjalizowałam się w kryminologii. Więc zachowanie wielu osób zamieszanych w zaszczucie mnie skłoniło mnie do pewnych refleksji.

Jeden ze schizofreników zaczął bełkotać w pewnym momencie, że metale nie zawiadamiają Policji, tylko wszystko załatwiają we własnym gronie. Muszę zaprotestować. Samowystarczalność jeśli chodzi o śledztwo, „dochodzenie do prawdy”, czy też wymierzanie sprawiedliwości lub raczej „sprawiedliwości”, to cecha subkultury przestępczej, a nie metalowej. Co najwyżej gangi motocyklowe mogą tak działać, a nie 99 % uczciwych metali czy motocyklistów.

Bardzo zabawne i możliwe, że znaczące jest to, że schizofrenik Roman i inne zdemoralizowane osoby (samosądy dla psychologa są oznaką demoralizacji, bo łamią zasady społeczne) uważają, że nigdy o niczym nie należy informować Policji. Oczywiście jako uczciwa obywatelka, która nie pochodzi ze świata przestępczego, mam całkowicie odwrotne zdanie.

Przy czym osoby zaszczuwane przez schizofreników bardzo szybko i łatwo tracą pamięć, tak schizofrenicy potrafią zestresować swoje ofiary. Więc warto zadzwonić na telefon alarmowy w kilku celach. Takie napady są łamaniem przepisów i patrol ratuje osoby zaatakowane przez wariatów. A do tego warto zgłosić też treści wbijane do głowy, bo w przypadku syndromu sztokholmskiego psychoterapeuta musi wiedzieć, jak schizofrenik zaprogramował swoją ofiarę. W moim przypadku schizofrenicy zostali przy mnie przesłuchani przez psychoterapeutę. Tak więc biegli wiedzą, co mi zrobiono. Te rozmowy nie miały nic wspólnego z tym, że ja powinnam się leczyć. Próbowaliśmy też przekonać wariatów do leczenia, nie tylko zorientować się rozmiarach szkód, jaki mi wyrządzono. Niestety kolejne ataki do reszty mnie wykończyły, a przyczynił się do tego także udział moich durnych koleżanek.

Przy czym „programowanie” wcale nie jest przesadnym słowem, jest pojęciem prosto z podręcznika. Niestety ofiary zaszczucia podporządkowują się terrorystom i zaczynają wypełniać ich polecenia. A przy utracie pamięci bardzo łatwo można wtłoczyć komuś do głowy fałszywe wspomnienia i przekonania. A także sprawić, że ofiara wypełnia zadania, bo kieruje nią lęk przed prześladowcą. Można kogoś w ten sposób zabić i schizofrenicy już mnie kilka razy próbowali w ten sposób zabić.

Obiecuję trzymać się z dala od ludzi, którzy mnie tak potraktowali.

Mam dosyć już barbarzyństwa z fandomu.

I przypominam – nie ma żadnych automatycznych przelewów po mojej śmierci. Nikt też nie przejmie mojego mieszkania. Jest całkowicie moją i wyłącznie moją własnością.

Schizofreniczka Anna i jej postępy w nauce

To. nieprawda, że uczyłam się angielskiego, mieszkając w Stanach. Za jakieś amerykańskie naleciałości odpowiada wyłącznie Bret i jego koledzy. Z nim jeździłam samochodem, więc części samochodu mam wbite do głowy zgodnie z wersją amerykańską angielskiego. Schizofreniczka Anna nie powinna tryumfować. Ciekawe, gdzie jest jej wiza dla narzeczonej, skoro uważa, że Bret był jej narzeczonym? Pewnie w dupie, bo moja została mi ukradziona razem z paszportem przez schizofrenika Romana.

Annę wywalono ze studiów, bo przestała brać leki. Bez leków – chociaż i z nimi była wyjątkowo tępą i wredną suką – zaczęła swoje intrygi. które sprawiły, że jak już wyleciała, to wiele osób odetchnęło z ulgą. Jak to często robią schizofrenicy zaczęła cierpieć na bardzo silne urojenia, według których „zdawałam za nią egzaminy” i moją winą miało być, że te egzaminy nie były zapisywane na jej koncie. Nikt nie mógł nic poradzić na to, że nie raczyła pokazywać się na jakichkolwiek egzaminach. Nie wiem, jak ta schizofreniczka wyobrażałaby sobie, że mam za nią zdać jakiś egzamin.

Ręczę, że Anna w moich oczach nie jest żadną szlachcianką, a Krystyna nie jest hrabianką. Z takimi tytułami łączy się odpowiedzialność oraz nakaz bycia wzorem, a nie odgrywanie królowych i zaszczuwanie ludzi przy demonstrowaniu skrajnego narcyzmu. Krystyna nie ma prawa rządzić fandomem. Uzurpuje to sobie bezprawnie i trzeba ją za to ukarać. Nie będzie mówić, kto jest kim, mając na poparcie swoich uprzedzeń tylko słowa schizofreników. Anna nie jest norweską szlachcianką. Jest jednym z największych szkodników w fandomie, także światowym.

O ile mi wiadomo, Anna nie ma żadnego dyplomu Anglistyki i prowadzi kursy, posługując się tym, czego się już nauczyła wcześniej. Podejrzewam, że obecnie jej zniszczony nieleczoną schizofrenią mózg mógł stracić umiejetność uczenia się. Ideałem by było ustawić tę tępą sukę na lekach i umożliwić jej ukończenie studiów, ale gang wiernych idiotek, które wierzą w jej wszystkie urojenia, wcale jej nie pomaga.

Anna, nie posiadając dyplomu, nie miała szansy zatrudnić się w SJO. Za to moje koleżanki widziały jej wyczyny durnej schizofreniczki z jej urojeniami, że u nas pracuje, pobieraniem nielegalnie kluczy i próbami wdzierania się do komisji egzaminacyjnych. Ale wierzę, że nie wszyscy doświadczają negatywnych skutków psychozy Anny. Niestety schizofrenicy odsłaniają się w pełni tylko przed swoimi ofiarami, bo to one celami bezsensownych i nielogicznych żądań takich idiotek, co się nie leczą. Ofiary takich schizofreniczek mają też wiedzę, jak bardzo od rzeczywistości się takie schizofreniczki oddaliły i jak bardzo bzdurne jest to, co opowiadają.

Mam już dosyć zaszczuwania mie całe życie i niszczenia mi wszystkiego po kolei. W życiu prywatnym czy zawodowym. Niech Anna się leczy – nie jest ani byłą Breta, ani byłą Kristiana (nie-Vikernesa), nie jest też skrzywdzoną wokalistką heavy metalową. Nigdy nie była też z Adamem. Metale dobrze wiedzą, jak bardzo jest chora i jak bardzo nie zasługuje na przypinkę. Niech sobie przypomni, kto wyrwał jej przypinkę z torby, którą mi ukradła.

Mam też dosyć wszystkich jej kradzieży. Szczególnie tych, których dokonała udając przed moją mamą moją przyjaciółkę. Przychodziła za moimi plecami do mojego mieszkania i po rozmowie z moją matką (podczas której strasznie ją dezinformowała, czym też mnie i moją mamę niszczyła), wychodziła z moimi rzeczami, które przylepiły się jej do łap. Ta kobieta to zło wcielone.

Mam już dosyć tej schizofreniczki-kleptomanki, która ma urojenia, że wszystko do niej należy. Gdy tylko na coś spojrzy, to zaczyna mieć urojenia, że jest jej własnością. Najzabawniejsze jest, że kiedy zaczęłam planować kupno HomePods Apple’a, zaczęła rozpowiadać, że Siri w tym sprzęcie jest zaprogramowana na jej glos, bo były w mieszkaniu (które podobno jej ukradłam). Gówno prawda. Kupiłam te głośniki niedawno, jeszcze spłacam raty. Gwarantuje, że wcześniej ich w moim mieszkaniu nie było i reagują tylko na mój głos. Mam ciuchy, które kupowałam w sklepach internetowych. Z duża satysfakcja pokażę tej idiotce, najlepiej przy wszystkich, konta w aplikacjach z kupionymi przeze mnie rzeczami. Które są tylko i wyłącznie moje. Może w końcu znowu zacznie się leczyć, a nie doprowadzać do kolejnej zmowy środowiska przeciwko mnie.

Mam dosyć takiego fandomu i tego, że nikt mnie nie bronił. Nawet przyjaciele mojego ojca, Mariana, brali udział w zmowie przeciwko mnie i jakoś nie interesowało ich nigdy moje zdanie.

Wilki nie ludzie.

Przeraża mnie stan szlachty w fandomie, dla której źródłem informacji o szlachcicach i szlachciankach są schizofrenicy, a nie księgi z drzewami genealogicznymi. Szlachta ma obowiązek wszystko sprawdzać. Schizofrenicy tacy, jak Renata, Anna czy Roman to niestety codzienność i wszystko trzeba weryfikować.

Mój krewny, do którego drzewa genealogicznego należę, obiecał, że sam się do Anny zgłosi i dokładnie wyjaśni, kto jest kim.

Niech się tępa dziwka w końcu ode mnie odpierdoli i zacznie leczyć, bo szkoda jej mózgu.

Szkoda, że posłuchała Nycza i przestała brać leki. Kolejny schizofrenik, którego zniszczył Kościół, bo „nie wolno blokować ducha”.

Ja pierdolę.

„Bo Barbara mu powiedziała…”

Według tego, co mi Michał powiedział, kopia konspektów, które u niego zostawiłam wraz z listem zakazującym prodarowywania ich komukolwiek, jest nienaruszona i na całe szczęście nadal jest w jego posiadaniu. Zamierzam je wykorzystać, bo miał to być mój debiut wstrzymany przez ataki na mnie i moją amnezję. Zamierzam doprowadzić świat – na ile się da oczywiście – do takiej postaci, jaką by przyjął bez ataków schizofreników na mnie. A beztalencie nic ode mnie nie dostanie, bo nie można korzystać z owoców przestępstwa, jest to zasada prawnicza. Oświadczenie Michała, że on nadal posiada swoją kopię, oznacza, że konspekty wypłynęły od Andrzeja.

W życiu nie spodziewałam się takiej zdrady i to ze strony kogoś, kogo mój tata uważał za przyjaciela. Człowiek zignorował wszystkie moje prośby i zaprzeczenia. I nadal chyba uważa Romana za mojego męża. Co gorsza, każda osoba, która poznała moich rodziców, słyszała ostrzeżenia przed tym groźnym schizofrenikiem z mojej podstawówki, który już wtedy miał urojenia, że był moich chłopakiem. Jest to człowiek, który o mało co mnie nie zabił, tak samo jak Anna, która była prowodyrem pobicia mnie i skopania na przyszkolnym lodowisku. Wiem lepiej, kto mnie kopał, od ludzi winnych zmowy przeciwko mnie.

A właśnie, definicja zmowy przeciwko komuś. Sorry, not sorry, ale jeśli nic nie weryfikujesz u osoby najbardziej zainteresowanej i kompetentnej, a za to rozmawiasz na jej temat z ludźmi, których nie uważa za przyjaciół i wykonujesz ich polecenia, które szkodzą twojej – nie bójmy się tego słowa – ofierze, to jesteś winny zmowy.

I jedyne, co mogę powiedzieć, przy tym braku kontaktu i przeprosin, że z kilkoma osobami będę się widzieć już tylko w Sądzie w czasie rozprawy cywilnej. Na inne działania jest już za późno.

Barbara jest bardzo groźną schizofreniczką, a dobre maniery i zasady społeczne nakazują weryfikowanie wszystkiego u najbardziej zainteresowanych, a nie działanie na podstawie plotek i urojeń wariatki.

Dochodzenie do prawdy

Tak się składa, że zostałam zakatowana psychicznie w ramach czegoś, co księża nazywają „dochodzeniem do prawdy”. Bo rozumiecie, po zakatowaniu i egzorcyzmach powinnam zacząć zdaniem kleru „mówić prawdę” czyli potwierdzać słowa schizofreniczek. Moja amnezja, która wynikła ze strachu i przerażenia, został okrzyknięta zwycięstwem i „wyleczeniem z urojeń”. Chociaż za mało potwierdziłam moim prześladowcom, więc mieli ochotę zorganizować mi wyjazdowe egzorcyzmy, podobne do tych, w czasie których wielokrotnie zgwałcono przyjaciółkę mamy Michała i doprowadzono do jej śmierci. Kościół Rzymsko-Katolicki powinien zostać zdelegalizowany, bo to wylęgarnia samych patologii i powodem jest ich kult „świętych”, czyli według większości osób z kleru „sedno wiary katolickiej”.

Bardzo mi jest przykro powiedzieć, ale urojenia leczą tylko leki. To co mnie spotkało było bestialstwem i nie mam sił wymieniać wszystkich przestępstw, jakie na mnie popełniono. Celowe wywoływanie syndromu sztokholmskiego i mordowanie mi psychiki oraz sabotowanie wszystkich planów zawodowych i osobistych, tylko dlatego, że zadowolić schizofreników jest czymś za co kler już dawno trafić do więzienia. I podobnie kilka osób, które zbyt aktywnie opowiedziały się po stronie schizofreników oraz Opus Dei.

Nie mogę milczeć, bo tylko aktywne opowiadanie prawdy sprawi, że uznana zostanę za osobę pomówioną i niewinną. Bo rozumiecie – cynicznie wywołany syndrom sztokholmski, w czasie którego zaczyna się potwierdzać nieprawdę, to „dojście do prawdy”, a jak usłyszałam, terror i zaszczucie to regularne i typowe metody, jakimi posługuje się Kościół.

Wariatka Barbara nie ma prawa mówić w moim imieniu. Nigdy nie miała.

Nie zabiłam sama siebie i nie udaję kogoś, kim nie jestem, a i takie zarzuty już słyszałam. Tak się składa, że K. i jej gang zrobili cancelling całego mojego życia, nie tylko zawodowego ale też prywatnego i nie mam obowiązku pomagać tej plagiatorce.

Wszystko, co jest moje, musi do mnie wrócić i nie interesuje mnie, ile pracy włożyła w swoje plagiaty. Nawet gdybym miała tego cyklu nie napisać, to osoby, które mnie skrzywdziły, nie mają prawa wykorzystywać moich pomysłów.

Przy czym jest to osoba, która okłamała Adama, robiąc ze mnie wariatkę i mężatkę i zniszczyła w ten sposób kolejny ważny dla mnie związek. Musi się pogodzić z tym, że Barbara nie może „dać jej Adama” (jak to określili wariaci), bo Adam nigdy nie był nią zainteresowany. A dla wszystkich ważniejsze jest zdanie Adama, który zna mnie od dziecka, a nie fandomowej wariatki.

Przy tym wszystkim, co zrobiła, nie mam innej możliwości, jak tylko wypowiedzieć zdzirze wojnę. Andrzej był i jest po mojej stronie, bo znał moich rodziców i mnie od dziecka. A także odwiedzał mnie, gdy jeszcze żyli rodzice, w naszym mieszkaniu przy Puławskiej. To jest, kurwa, moje mieszkanie, a nie schizofreniczki Anny. Adam też mnie odwiedzał w tym mieszkaniu, gdy byłam dzieckiem. Michał, gdy byłam studentką. I jeszcze kilka innych osób.

Jedyne, co mogę zaproponować K., to aby poszła w końcu się leczyć. Najlepiej w zamkniętej instytucji.

Może moi prześladowcy zechcą sami oddać swoje mieszkania Annie, skoro tak łatwo moim postanowili dysponować. Jeśli uważają, że jakieś mieszkanie jej się należy, to niech wyskakują z własnych. Niech K. odda swoje.

Do momentu, aż to zrobią, mogą się odpierdolić.