Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Akcja informacyjna

Dwa razy w swoim życiu wyciągałam zaświadczenie o stanie cywilnym. W żadnej z tych sytuacji nie zamierzałam zanieść takiego dokumentu do Urzędu Stanu Cywilnego, żeby się z kimś pobrać, za to służył mi do udowodnienia, że nie jestem żoną Romana. Tylko o to chodziło za każdym razem.

Ten schizofrenik prześladuje mnie swoimi urojeniami od dzieciństwa i zniszczył mi wszystko w swoim życiu. Gdzieś w roku 1990, zgodnie z radą psychologa i ogólnymi wytycznymi podstępowania w takich sytuacjach, rozpoczęłam akcję informacyjną, która miała na celu obronienie się przed schizofrenikiem Romanem. On i jego znajomi zaczęli opowiadać, że wyszłam za Romana, gdy miałam osiemnaście lat, bo byłam w ciąży. W wieku osiemnastu lat to ja jeszcze spotykałam się czasami z Piotrem i chodziliśmy na koncerty. Żadnego Romana, ciąży czy dziecka nie stwierdzono. Piotr mnie widział na tyle często, że wiedział, że nie byłam w ciąży.

Absolutnie nie zamierzam się ugiąć i nie wyjdę za Romana teraz, chociaż takie naciski na mnie wywierali schizofrenicy. Ani nie zapłacę im „okupu” za zostawienie mnie w spokoju. Wiem, że Roman uważa, że potrzebuje pieniędzy, aby ożenić się z Renatą. Oboje są biedni jak myszy kościelne, ale jedyne, co mogę powiedzieć, to że powinni się byli kurwa leczyć. Oboje pracują za jakieś grosze, biorą, jak to określił Roman, dodatkowe dni wolne (czyli jak rozumiem urlop bezpłatny), bo muszą się czymś zająć. Ten wolny dodatkowy czas podobno poświęcają na różne zadania dla Opus Dei.

Niestety wiele osób podtrzymywało urojenia Romana i nie udało się go namówić na leczenie na czas. Znam sposoby postępowania ze schizofrenikami i wiem, że gładzenie ich po główkach i przytakiwanie ich urojeniom nigdy im w niczym nie pomogło. Należy przekłuwać ich bańki urojeń. Potrzebna mi była na początku lat dziewięćdziesiątych pomoc otoczenia. Rozdawałam nawet ksero mojego zaświadczenia, aby ludzie wiedzieli, jaka jest prawda. Z tego, co mi powiedziano jedna z kopii ksero trafiła w ręce Romana, który uznał, że oznacza to zgodę na ślub. Zamiast zgasić jego urojenia, wpływ różnych głupich ludzi podkręcił mu psychozę tak bardzo, że rzucił się na mnie ze wszystkimi moimi znajomymi i zaczął terroryzować w celu doprowadzenia do ślubu. O mało wtedy nie zostałam zabita, długo jeszcze miałam sińce na szyi i byłam poddawana kolejnym szykanom oraz stałam się ofiarą kolejnych ataków. A wszystko dlatego, że sprawą ponownie postanowił „zaopiekować” się Nycz. Tak samo jak „zaopiekował” się sfałszowanym listem do Dyrektora Opus Dei. Tak jakby mało mu było obrażania mnie razem z wariatem Ryszardem i prób namówienia mnie na prostytucję, które miała miejsce parę lat wcześniej. Wmawiał mi wtedy, że nie jestem studentką, tylko miałam przychodzić „prostytuować” się na Uczelnię. Naprawdę ani ja, ani moja mama nigdy nie byłyśmy prostytutkami. Szczucie na mnie prawackich polityków z fandomu też mu nie wybaczę. Mówiłam, co to znaczy schizofrenia i że Ryszard jest chory psychicznie, ale postanowił mnie zniszczyć. Widział moją legitymację studencką i mój dowód osobisty wskazujący na zerowe pokrewieństwo z Ryszardem czy Barbarą. Postanowił jednak być chujem i zniszczyć jedną ze zdolniejszych studentek Uniwersytetu Warszawskiego. Nikt, a ja w szczególności, nie zasługiwał na tak uparte niszczenie, śledzenie we wszystkich środowiskach oraz zaszczuwanie kłamstwami. Te pomówienia muszą się skończyć.

Zostałam ponownie zgwałcona oralnie, bita i duszona za odmowę stawienia się w Urzędzie Stanu Cywilnego i wyjścia za Romana. Zrobili to ludzie, których nie chcę już w życiu oglądać. Boję się nawet myśleć, co ci schizofrenicy dalej mówili o mnie i co robili za moimi plecami. Ambicją Nycza do tej pory jest doprowadzenie do tego ślubu i dąży do tego z całym sadyzmem i okrucieństwem, a wszystkie opowieści wzięte prosto z psychozy tych ludzi są przez niego traktowane i puszczane dalej jakby były stuprocentowo prawdziwe. Jak rozumiem, wierzy, że „Bóg im to objawił” i nie wolno wątpić w to, co mówią – bo jako schizofrenicy mają być „święci”. A przynajmniej to jest wersja dla plebsu i prymitywnych zakonnic.

W życiu nie dojdzie do tego ślubu, już szybciej zabijemy Romana i jego brata w Arizonie, bo oczywiście poleci tam za nami i wedrze się w miejsce, gdzie go nie chcą widzieć i gdzie go nikt nie zapraszał. Powtórzę – ja nie chcę go widzieć w Arizonie, Bret nie chce go widzieć, a także Alice nie chce go widzieć. Powiedziałam mu też to wprost, że nikt go nie zaprasza do Arizony. Ciekawe, kto mu kupi bilet? Podejrzewam, że znam odpowiedź.

W podobnej sytuacji jest pewna znana w fandomie szlachcianka, która nigdy nie chciała i nigdy nie zechce wyjść za brata Romana, czyli Rafała. Ta szlachetnie urodzona panna też została przez ten gang schizofreników zaszlachtowana psychicznie i ledwo przeżyła ich ataki, bo chcą odziedziczyć majątek jej ojca. Takie akcje pod parasolem Kościoła muszą się skończyć.

Kościół trzyma takich schizofreników w uzależnieniu od siebie i chwali ich za „bogate życie duchowe”. Są literalnie szczuci na nieszczęśników, którzy podpadną jakieś zakonnicy czy księdzu. Każdy ksiądz czy zakonnica, którzy wchodzą na teren medycyny powinni dostawać od Państwa tak boleśnie po łapach, że przejdzie im chęć na diagnozowanie chorób psychicznych (szczególnie u zdrowych), czy odwodzenia ludzi chorych od leczenia. Nie wolno też wydawać nikogo przemocą za. mąż.

Księża też muszą nauczyć się, że nie wolno im wchodzić w gestie Policji, biegłych sądowych, czy doprowadzać do nielegalnych adopcji, wyznaczając „opiekunów z Kościoła” (których jedyna „opieka” polega na chęci przejęcia majątku), bo uznano, że moi rodzice są „nieodpowiedni”. Wcale ich nie straciłam we wczesnych dzieciństwie. Nie było żadnych podstaw, żeby mnie Kościół tak potraktował. Nie było też powodu, żeby Kościół wyznaczał mi męża.

Tak się składa, że znam z podręcznika sposoby i metody działania sekt. I tak wiele elementów się pokrywa, że aż muszę je wyliczyć po kolei.

Po pierwsze z sekty się nie odchodzi. Nie zapisywałam się do Opus Dei, ale i tak nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że jestem poganką i że nie chcę być w tej sekcie. Sam Nycz (o ile się nie mylę) odprawił nade mną nielegalne egzorcyzmy. Wystarczyło mu, że schizofrenik Ryszard się zgodził. Byłam cały czas przy tym terroryzowana i zastraszana. Prano mi też mózg. Studiowałam te techniki, więc wiem, co mi robiono. Więc nic dziwnego, że cierpiałam na bardzo poważne stany lękowe. Podejrzewam, że mało kto odniósł aż tak poważne rany psychiczne w starciu z Nyczem, ignorancją i sadyzmem Kościoła. Oczywiście sekta robi takie rzeczy licząc na mechanizmy traumy, które sprawiają, że sterroyzowamy człowiek nie pamięta aktów terroru, a za to zamienia się posłusznego drona, który pozbawiony własnej woli robi dokładnie, co polecił mu terrorysta.

Ale jak rozumiem, moja publiczna apostazja naprawia tutaj wszystkim światopogląd i nie będę musiała tych kutasów oglądać. Mam też nadzieję, że przejdzie im ochota ludzi przemocą „nawracać”.

Sekty przejmują majątki swoich członków. Od samego początku chodziło o to, aby pozbawić mnie majątku. Zgodnie z wolą moich „opiekunów’ miałam zostać zakonnicą, nie kształcić się i przekazać Ryszardowi i Barbarze wszystko, co posiadam. No, ewentualnie Roman mógłby mnie zabić po poślubieniu mnie i zostaniu politykiem, w czym miał mu – według jego marzeń – pomóc mój tata. Bo podobno „znał Urbana”.

Poprzedni akapit porusza też inną sprawę. Sekty wyznaczają swoim członkom małżonków i ogólnie mówią, z kim członkowie mają sypiać. Miałam wypisać za pieniądze z różnymi mężczyznami i przynosić ludziom o wyższej pozycji w sekcie pieniądze. i nie, nie przesłyszeliście się, nauka poznała sekty, których członkowie byli zmuszani do prostytucji. Tak wiec mnie akurat nie dziw. Dziwne jest, że Nycz postanowił wziąć w tym udział.

Sekty manipulują swoimi członkami. Wiele razy oszukiwana i członkowie seksty przedstawiali mi się jako inni ludzie. Przedstawiano mi też celowo zniekształcone i zakłamane fakty, aby wpłynąć na moje postępowanie.

Ostatni element, który mi na szybko przychodzi do głowy, to guru sekty, który zawsze jest schizofrenikiem i który ma specjalną „więź z Bogiem” i którego wolę należy wykonywać w stu procentach. W tej konkretnej sekcie to oczywiście Barbara, która „zna wszystkich” i która „wie wszystko”. I która rządzi nie tylko swoją rodziną, ale też sektą i wręcz całym Kościołem.

Kościół Rzymsko-Katolicki robi ze schizofreników świętych – to też fakt z podręcznika profilera. Więc jedyne, co można powiedzieć o Kościele, którego podstawą jest „posłuszeństwo wobec świętych” (a tego posłuszeństwa uczą katecheci na podstawie mitu o Abrahamie) to, że jest federacją sekt. Niczym więcej. Byt do zaorania.

Ludzie uciekajcie czym prędzej z Kościoła, to nie jest dobre towarzystwo. Oczywiście ta wersja, którą ja poznałam, to wersja dla plebsu. Prawdopodobnie osoby po KUL-u inaczej by były traktowane i pewnie inne odpowiedzi by usłyszały. Ale mogę się mylić i tylko przypadkiem większość ludzi nie wie, że dla Kościoła schizofrenicy to „święci”, bo schizofrenicy twierdzą, że „Bóg do nich mówi” i że „znają wolę Boga”. Schizofrenicy też robią kościelny show przy beatyfikacjach i pomagają przy awansie, bo ich pojawienie się przy kimś oznacza „przychylność Boga”, który zesłał „świętych”.

Faktem jest, że ludzie prości i niewykształceni popełniają na sobie wszystkie możliwe przestępstwa, stosują przemoc i terror, nie szanują praw człowieka, autonomii, czy zasad społecznych, ale napuszczanie na studentkę ateistkę jakiś prymitywnych, tępych zakonnic, żeby mnie zarąbały, a te też za mną ganiały po Uczelni, to już przesada. Tego też jest Kościół winien.

Nie jestem wariatką, ale rozumiem akcje podpalania kościołów. W życiu już wejdę do żadnego kościoła Rzymsko-Katolickiego. Moja siostra też nie.

Na sam koniec mogę powiedzieć tylko jedno. Szkoda, że nikt mi te kilkadziesiąt lat temu nie pomógł ogarnąć psychologicznie Romana i Renaty. Młodzi schizofrenicy dają się namówić na leczenie, starsi już tracą umiejętność autorefleksji i nie daje się ich namówić na leczenie. Poza tym Roman był zawsze za głupi, żeby podjąć prawidłową decyzję. Renata zresztą też. Jedyną szansą dla nich było wsadzić ich do psychiatryka wyrokiem sądu, ale to nie w naszym systemie prawnym. Głupota kleru i zakonnic też im nie pomogła. Kościół radośnie leciał za każdym ich urojeniem i zagryzał każdą wskazaną przez nich osobę.

Aga

Agę poznałam bardzo dawno temu, jeszcze zanim zaczęła się ubiegać o staż w telewizji. Przyszła na moją prelekcję w czasie konwentu i się przedstawiła, chwaląc moje opowiadanie z roku 1997. Bardzo się ucieszyłam i zdziwiłam, że ludzie to pamiętają.

Aga była wtedy jeszcze brzydkim, metalowym kaczątkiem. Po raz kolejny natknęłam się na nią w sklepie z ciuchami, gdy szukała czegoś, co może założyć, gdy będzie starała się o staż. Wyjęłam jej z rąk czysto-białą sukienkę, w którą chciała ubrać ją mama. Wytłumaczyłam, że biel jest zakazana w telewizji, bo „wypala piksele” – jak to mówią ludzie z branży.

Jeszcze później w czasie konwentu w Warszawie pomagałam jej wyszukiwać w internecie przecenione rzeczy, które mogłaby założyć w studio, bo potrzebowała mnóstwo nowych ubrań. Także zachęciłam do trenowania. A także wspierałam w karierze i wysłuchiwałam szlochów, gdy skończył jej się toner w drukarce niedługo przed zamknięciem sklepów, a musiała coś w pracy pokazać następnego dnia bardzo wcześnie. Na całe szczęście udało się ją uratować. Jestem dobra w rozwiązywaniu problemów.

Mogę to skwitować w jeden sposób tylko – tak samo jak w przypadku Andrzeja wcale nie muszę poznawać Agi, bo już ją od dawna znam. Nie pamiętałam jej, bo doprowadzono do mojej amnezji ze stresu i przeżywanej traumy. To wcale nie jest takie łatwe mierzyć się ze swoimi gwałcicielami oraz niedoszłym – bo byłam duszona do utraty przytomności – mordercą. Każdy w takich warunkach zaczyna tracić pamięć. Szczególnie, gdy schizofrenicy wmawiają chorobę psychiczną i atakują prawdziwe wspomnienia.

To nie jest tak, że Aga jest przyjaciółką Renaty i tylko ona ją zna.

Renata dla nas wszystkich jest nikim. Jest tępym, schizofrenicznym gównem z mojej podstawówki. Tak samo jak jej matka Barbara i jej narzeczony Roman. Bo, wiecie, ci dwoje mają zamiar się pobrać i mieć dzieci, gdy w końcu się „dorobią”, dziedzicząc fortunę po którejś ze swoich ofiar. Bo takie są schizofreniczne marzenia tych durniów. Są literalnie wprost wzięte z podręcznika profilera. Tutaj nie ma nic zaskakującego poza tym, jak wielu wyznawców i enablerów ten schizofreniczny gang sobie znalazł i wychował.

Nie muszę chyba wspominać, że swoją karierę w fandomie zawdzięczają wyłącznie Kościołowi.

Piotr

Piotra poznałam, gdy był jeszcze w przedszkolu. Nasi rodzice się znali, bo mój tata poznał ojca Piotra, gdy jeszcze był francuskim producentem odzieży. Dla wyższych sfer nie ma granic państwowych. Po atakach schizofreników, którzy zabili jego żonę i doprowadzili jego firmę do upadku, tata zamroził aktywa i uciekł do Polski. Tutaj walczył z amnezją oraz wmówionymi mu przez schizofreników rzeczami, przekonaniami oraz stanami lękowymi. Moja mama wierzyła, że proste życie pomoże mu lepiej się czuć. Niestety ofiary schizofreników po brutalnych atakach przeżywają piekło, a zaatakowali go też polscy schizofrenicy. Nie tylko stres po atakach na mnie powiększył jego problemy.

Miałam zawsze wielu wielbicieli, nie tylko ze względu na (byłą już, powiedzmy sobie szczerze) urodę, ale też pochodzenie i inteligencję. Dla Andrzeja zawsze było oczywiste, że muszę poślubić albo Piotra, albo Adama. Ale niestety, jak zwykle dorośli nie powinni byli decydować za dzieci. Żadnego z nich tak naprawdę nigdy nie kochałam. Chciałam wyjść za Breta i mieć z nim dzieci. Niestety schizofrenicy mnie zaatakowali, doprowadzili do amnezji i okłamali moje otoczenie.

Przez Piotra zostałam wyrzucona z mojego zespołu z liceum. W pierwszej klasie byłam wokalistką i basistką szkolnego zespołu. Opiekował się nami nauczyciel muzyki. Zorganizowaliśmy koncert, na który zostali zaproszeni różni znajomi. Adam z bratem nagrali nas i powstał bootleg, którzy gdzieś tam krąży po świecie przekazywany sobie z rąk do rąk. Wyleciałam z zespołu, bo przyjęłam zaproszenia Piotra na randkę. Koledzy obrazili się na mnie, bo powinnam była umawiać się z kimś z nich. Oceniam to zachowania na bardzo nieprofesjonalne.

Dostali ode mnie zakaz nagrywania moich kompozycji i zespół przestał istnieć. Właśnie w ten sposób urwała się kariera reytaniackiego glam metalowego zespołu, który mógł być tak samo popularny jak Poison i zgarnąć z rynku bardzo dużo pieniędzy. Kolejne propozycje dla mnie pochodziły już od black metalowych zespołów.

W ten sposób Piotr mi zaszkodził po raz pierwszy.

Piotr miał tego pecha, że w relacjach ze mną uwidoczniały się jego wady. Przede wszystkim w wyższych sferach panuje podejście, że oprócz spraw zawodowych na wszystko jest czas i nie należy się niczym przejmować. Jest to coś, co mnie bardzo denerwuje, a moją mamę kosztowało życie. Niestety od bardzo dawna mamy takie problemy z gangiem schizofreników, że bardzo często trzeba działać bardzo szybko. Mnie wychowywała też moja mama, która jako lekarz wiedziała, że czasem trzeba bardzo się spieszyć.

Moja mama po operacji trzustki zaczęła mieć problemy kardiologiczne. Przy takiej operacji przestali jej podawać środki przeciwzakrzepowe. Jak zwykle po szpitalu krążył schizofrenik Ryszard, który jak zwykle robił z nas chore psychicznie i nakazywał lekarzom słuchać tylko siebie. Miałam za sobą bardzo nieprzyjemne rozmowy z lekarzami, którzy wątpili, że mama ma rozrusznik. Nie chcieli jej też zrobić angiografii, co przy problemach z sercem i zatorowości jest oczywistym badaniem. Mam za sobą lekturę podręcznika o typowych błędach lekarskich, bo i to muszą wiedzieć profilerzy. Piotr jak zwykle uznał, że na wszystko ma czas, więc odłożył w czasie realizację mojej prośby, żeby mamę na cito przenieść do jakiegoś prywatnego szpitala, żeby jej zrobili angiografię i zaczęli prawidłowo ratować. Oczywistym dla mnie było, że moja mama nie przeżyła właśnie z tego powodu, że nie zrobiono jej angiografii i nie usunięto jej na czas skrzepu.

Ryszard nigdy, przenigdy nie był przyjacielem mojej mamy. I na pewno nie kontaktowała się zanim po tym, jak psiknął jej sterydem w oczy na ulicy. Ten fakt jest ujęty w jej zeznaniach, które udało jej się złożyć na Policji. Warto takie rzeczy weryfikować, a nie nasyłać tak groźnego schizofrenika na niewinną kobietę leżącą w szpitalu.

Po śmierci mojej mamy autentycznie nie potrafiłam już w ogóle patrzeć na idiotę Piotra, chociaż proponował, żebym do niego wróciła, bo się dowiedział, że jestem sama. Nigdy się dla mnie nie rozwiódł z Agą, jak opowiadają schizofrenicy. Nigdy też niczego nie miała odziedziczyć po nim Renata, która ani chwili z nim nie była. Renata mnie bezzasadnie zakatowała mnie ze swoim gangiem, bo cierpiała na urojenia, że dostałam jakieś pieniądze. Wdową po Piotrze jest Aga, a nie ja. Powtórzę, nie ma żadnych pieniędzy, które powinnam Renacie „oddać”, bo po Piotrze nic nie dostałam. To niej był mój mąż. To był ktoś, kto mnie zawiódł, ginąc w wypadku na jeziorze. Po weekendzie miał się zająć czymś, co mogło uratować mnie przed kolejnymi atakami schizofreników, ale jak zwykle odłożył na później. I oczywistym jest, że nie mógł do tego powrócić. Bo już nie żył. Oczywiste jest też, że nie było żadnego testamentu. W ogóle się nie zabezpieczał i nie zapinał pasów. No bo po co? A prowadził zawsze bardzo szybko.

Chcę zakończyć czymś pozytywnym. Pośpieszna angiografia uratowała za to życie mojej starszej siostrze, która też zaczęła cierpieć na zatorowość. Lekarze wyjęli skrzep, który już zbliżał się do serca. Moja siostra później za moją radą zaczęła trenować aqua aerobic. Po jakimś czasie zaczęła jak moja mama cierpieć na problemy z sercem. Znając sposoby postępowania Ryszarda, poszła na ostry dyżur bez informowania nikogo. Tak lepiej robić, bo Ryszard i jego gang inny schizofreników oraz enablerów mogą mieć szpicli wszędzie, a z dużą łatwością urabiają lekarzy i wpływają na ich postępowanie.

Moja siostra przy pierwszych problemach z sercem chciała zrezygnować z treningów, ale zabroniłam i kazałam jej skonsultować się z utytułowanym kardiologiem. Zrobił jej dodatkowe badania i nakazał treningi. Problemy z sercem się cofnęły, zamiast pogłębić. Serce to też mięsień i odruch „dbania o niego” przez bezruch prowadzi do większych problemów, bo staje się słabszy.

Trzeba trenować.

Kristian

Mój znajomy Norweg Krystian nie jest Vikernesem, chociaż takie plotki o nim rozpowszechniają fandomowi wariaci oraz Nycz. Varg Vikernes jest nielubiany i pokazywano mi go palcem przed koncertem, bo pojawił się wtedy w Polsce. Faktycznie zrobił złe wrażenia na mnie. Z Vargiem nigdy nie współpracowałam, mój Kristian za to był członkiem metalowego zespołu, który absolutnie nie nazywał się Burzum i którego wokalistką miałam zostać. Ale faktycznie był to zespół black metalowy. Tyle mieli wspólnego z Burzum. W odróżnieniu od Burzum mój norweski zespół nie nagrał żadnej płyty, ale i tak zagrał w Progresji, gdzie ich poznałam. Składał się z kolegów ze szkoły. To wokalista tego zespołu został zabity nożem w czasie norweskiego konwentu. Spotykałam się z nim w tamtym okresie, przyjeżdżał do Polski i bardzo to przeżyłam.

Kristian, o którym mówię, jest moim dalekim krewnym. Mój pradziadek i jego prababcia byli rodzeństwem. Bardzo szybko do tego doszedł po imieniu i nazwisku mojego taty. Wiadome było jego rodzinie, że tata mieszka w Polsce, niestety musiałam poinformować Kristiana, że tata nie żyje od 1985 roku. Szkoda tylko, że umówiony producent jego zespołu uwierzył Barbarze i Ryszardowi, że są moimi rodzicami i że mam urojenia, że jestem wokalistką metalową. Zniszczył mnie razem ze schizofrenikami, którzy nękają mnie od dzieciństwa i sabotują wszystko, co robię i wszędzie znajdują sobie sojuszników. Ten norweski producent został przeze mnie zwolniony po wielkiej awanturze, bo działał na szkodę zespołu i bardzo dużo od niego wtedy zależało. Ironią jest, że dla pracy w tym zespole rzuciłam Piotra, gdy skończył osiemnaście lat i odmówiłam wyjechania z nim później na studia do Stanów. Nigdy już do siebie nie wróciliśmy, pomimo starań Piotra.

Ryszard, Barbara oraz były już niesławny producent naszej nienagranej płyty odpowiadają za zaszczucie mnie, moją amnezję i wmawianie mi, że spotykałam się z Vikernesem. Jest to całkowita nieprawda, bo mój były, czyli Kristian, pochodzi z wyższych sfer i jego tata jest bogatym biznesmenem. Mój były oraz Vikernes nie mają nic wspólnego. Mój Kristian już bardziej przypomina Piotra, ale jest inteligentniejszy. I też miał swoje doświadczenia ze schizofrenikami, tak jak jego były lider zespołu, który został przez schizofrenika zabity. Po tym wydarzeniu zespół zniknął z konwentów w Norwegii.

Zespół jest norweski i mamy zasadę, że nawet jeśli członkowie zespołu mają inne narodowości i mieszkają w innym kraju, to muszą mieć prawo nazywać się po przodkach Norwegami. Zabawne jest też, że po przejrzeniu genealogii wszystkich moich byłych wiem, że nigdy nie spotykałam się z kimś, kto nie byłby Norwegiem. Bardzo ciekawy zbieg okoliczności. Ale jeśli to świadczy, że jestem nazistką, to trudno.

Durnie, durnie, durnie…

Rodzina mojego taty wyjechała do Francji, gdy miał dwanaście miesięcy. Jak już opisałam wcześniej, jego arystokratyczna mama popełniła mezalians, ale była bardzo zadowolona ze swojego małżeństwa.

Mój tata był we Francji producentem odzieży, a jego muzą młoda francuska aktorka, którą poślubił. To dzięki niej, a raczej opowieściom mojego taty o niej, wiem sporo o aktorstwie. Od dzieciństwa mój tata – zupełnie tak samo jak ja – miał jednak problemy z gangiem schizofreników. W jego przypadku ojciec babska, które twierdziło, że jego żoną, zabił jego żonę w ciąży, a mojego tatę tak wykończył psychicznie, że ten sterroryzowany potwierdził pewien przelew, bo nie rozumiał, co robi. W ten sposób mój tata stracił majątek.

Mój tata przeszedł takie pranie mózgu i był atakowany przez ludzi, którzy powinni mu byli pomóc, a którzy nie potrafili zrozumieć, kto jest naprawdę jest przestępcą. Został doprowadzony do samobójstwa, a jego firma do upadku. Na całe szczęście jego przyjaciel znalazł go na czas i mój tata obudził się w szpitalu.

Tata był nadal prześladowany przez gang schizofreników, dla których był zagrożeniem, bo przejęli pieniądze w sposób przestępczy, co z łatwością dałoby się zaskarżyć i odkręcić. Mój tata chyba jednak o tym nie wiedział. Został tak poturbowany przez schizofreników, którzy wmawiali mu, że jest kimś innym niż jest, że w końcu w panice uciekł z Francji. Wylądował w Warszawie praktycznie bez środków do życia, wziął gazetę i zaczął zastanawiać się, co mógłby robić. W ten sposób trafił do szkoły milicji w Szczytnie. Dzięki niej miał zapewniony byt. Jego zmarła żona była lewaczką, więc odnalazł się w komunistycznym kraju, bo czuł, że robi coś, co ona by chciała, żeby robił.

W Polsce zaczął się czuć lepiej, ale nadal był kimś poranionym psychicznie i po praniu mózgu. Na całe spotkał moją mamę i ponownie się zakochał, chociaż wydawało mu się, że nie jest to możliwe. Moja mama była osobą, która rozumiała przez co przeszedł we Francji, bo z opowieści swojej matki znała historię jej pierwszego ukochanego, który został zabity przez wariata. Jeśli myślicie, że takie ataki są rzadkie, to się mylicie. Każdy chociaż raz w życiu będzie zaatakowany przez schizofrenika. To jest pandemia. Tak mówią dane statystyczne.

Mój tata spłodził wyjątkowo zdolne dzieci. Ale ja również zostałam zaatakowana przez gang schizofreników, którzy oszukiwał wszystkich i zwalał to, co robili na innych. Mój tata nie był profilerem, ale ratował mnie policyjny profiler. Tata miał podejście do tego, co mnie spotkało na zasadzie, że piorun nie trafia dwa razy w to samo drzewo. Jeśli chodzi o takie trafianie, to moja siostrzenica jest czwartym pokoleniem zaatakowanym przez nie związanych ze sobą pokrewieństwem schizofreników. Do tego dzieci mojej siostry były również atakowane przez gang schizofreników, który wpadł na mój trop w podstawówce.

W starciach ze schizofrenikami ludzi albo giną, albo uciekają i zamieszkują w innym kraju. W momencie, gdy schizofrenicy dostają wsparcie od rodziny swoich ofiar, nie udaje się ich namówić na leczenie. Prześladujący mnie gang w większości składa sieć. ludzi tak starych, że ze względu na zniszczenia mózgu stracili umiejętność autorefleksji i nie zgodzą się na leczenie. Do tego przez moją amnezję wydaje im się, że wygrywają. W moim dzieciństwie zwalili to, co zrobili, na mitycznych metali, teraz też chcą też wszystko zwalić na Adama i Breta. Ale pomimo prania mózgu, nie będę pisać na blogu tego, co sobie zażyczyli, nawet jeśli poszczuli na mnie koleżanki i kolegę, którzy stali się ich agentami i postanowili zakatować mnie, jeśli tylko zaczynam mówić coś, co nie pasuje do wersji schizofreników, którzy przedstawiają się jako ludzie z wyższych sfer.

O mało co nie wróciłam do Breta na lotnisku w Toronto, gdy mi się oświadczył. Bardzo źle się stało, że wiele osób łączyło mnie wtedy z Adamem. Wiem, że taki związek jest marzeniem na przykład Andrzeja czy Paula. W Kanadzie zostałam podtrzymana, bo Paul – który też znalazł się tam przypadkiem – zaczął się wydzierać, że Adam umrze, jeśli wyjdę za Breta. Prawda jest taka, że powinnam była zostać w Kanadzie i przejechać z Bretem do Stanów, a nie wracać do Polski, w której bez przeszkód działa i zniszczył mnie gang schizofreników. To są ludzie, którzy – szczególnie w czasie konwentów – robią zawsze, co chcą i potrafią zakatować każdego.

A co do tego, że Adam miał podobno umrzeć, jeśli z im zerwę, to powiem tak. Jakoś przeżył, bo z nim zerwałam, gdy Bret pojawił się w Polsce i odnalazł mnie na konwencie. Adam miał jeszcze wiele romansów, również bardzo medialnych i jakoś sobie – jak to mówią – nie krzywdował. Za to ja byłam tak zakatowana psychicznie i odcięta od wszystkich, że tylko wegetowałam, uciekając z coraz to nowego miejsca pracy, w którym nie zlokalizował gang schizofreników, ale – kurwa – nie dostana ode mnie nawet grosza. Więc bardzo proszę mi nie mówić, z kim mam być, bo takie podejście zniszczyło mi to życie. Za to Bret został okłamany, a ja zakatowana przez schizofreników. Każda osoba, która wzięła w tym udział, jest osobą której nie chcę znać.

Gang schizofreników z mojej podstawówki przekonał Breta, że nie ma szansy, żebym do niego wróciła i że powinien się ożenić z kimś innym. Obecnie jest szczęśliwym małżonkiem i ojcem cudnych dzieci. Ja nie jestem z nikim związana i nie mam dzieci i już nie urodzę żadnego dziecka. Wizja tego, że miałabym po tym wszystkim wiązać się z Adamem mnie wkurwia. To jest już znienawidzony były, który mi zniszczył życie, bo informacje o mnie czerpał tylko od Romana. Tak samo mnie wkurwia życzenie Breta, że mam mieć kolorowe życie i rzucić się w romanse z każdym z moich wielbicieli po kolei. Bo on coś takiego przeżył. Byłam szczęśliwą narzeczoną, która planowała zaraz po ślubie zacząć rodzić dzieci. Niestety gang schizofreników zakatował mie tak, że straciłam pamięć, a Breta okłamał. Potem byłam narzeczoną Kristiana i tak samo zostaliśmy zrobieni w chuja. Za co absolutnie nie dziękuję środowisku Anglistyki oraz warszawskim fanom fantastyki. Nigdy mnie nie zobaczycie w Warszawie na konwencie.

Niestety z powodu wieku już nie wrócę do tego, co miało miejsce kiedyś. Szczęście rodzinne to coś, co gang schizofreników zniszczył mi obok mojej kariery w metalu, czy innych rzeczy, które mogłam robić w życiu. Moja kariera nauczycielska jest czymś, czego nigdy nie planowałam i jest dla mnie odpowiednikiem pracy w MacDonaldzie. Całkowite nie pasuje do mojego wykształcenia, bo Anglistykę robiłam, tylko dlatego, że już ją zaczęłam i traktowałam hobbistycznie.

Terapię osób, którym zniszczono w życiu, wszystko prowadzi się w taki sposób, że uczy się je, że mają prawo zachowywać się, jakby miały po dwadzieścia lat. Prześladujący mnie gang schizofreników za to chce zrealizować swoje urojenia i sprawić, że będę zachowywać się wręcz przeciwnie. Ale nie będę nosić długich czarnych czy szarych sukien i pokutować w kościele jako była „prostytutka” ani mówić, że Renata jest była Piotra.

Chociaż nie mam siły ponownie walczyć i odzyskiwać formę fizyczną czy psychiczną, po tym jak mnie ponownie zakatowano i „leczono” z „anoreksji” tylko dlatego, że schizofrenicy poczuli się zagrożeni moim powrotem do formy i tym, że mogłabym wrócić do Piotra. No ale Piotr nie żyje, Bret jest żonaty, a Adama nie cierpię.

I tak wygląda moje życie. Nie ma w nim nikogo z gangu schizofreników czy warszawskiej Avangardy. A mojej koleżanki P. nie zamierzam pytać o Romana, bo nie chcę go znać. Chociaż po latach prania mózgu (co schizofrenicy nazywali terapią) Roman spodziewa się, że uda się mnie złamać i zmusić do „powrotu” do niego. A ma to mi umożliwić nawiązanie kontaktu z panię P. i pytanie o Romana. Ale nie zamierzam tego robić. Roman jest bardzo groźnym schizofrenikiem z mojej podstawówki, tak samo jak Renata. Nigdy nie byłam z nim związana i zamierzam sądownie zamordować każdą osobą, która mu pomagała mnie niszczyć.

Na całe szczęście Straż Akademicka już przy poprzednich atakach została doskonale przetrenowana i wie, że ma reagować na moje prośby o usuwanie osób, które mnie zniszczyły z budynku. I nie ma znaczenia, czy są to politycy, czy ktokolwiek inny.

Problemy

Wiele osób ma trudności ze zrozumieniem na czym polega problem z Ryszardem i jego rodziną. Po pierwsze wszyscy z nich są schizofrenikami, ale tego nie widać na pierwszy rzut oka i ludzie popełniają błędy w ocenie, czy można im ufać. Schizofrenika tak naprawdę diagnozuje poprawnie tylko jego ofiara, przed którą się odsłania ze swoimi urojeniami i nierealnymi zarzutami, czy żądaniami. Schizofrenik pozostaje potem spokojny, a jego ofiara wpada w panikę i mówi rzeczy, które nie mieszczą się ludziom w głowach, tym bardziej że znają oskarżaną o schizofrenię, czy przestępczość, osobę i wcale nie uważają jej za chorą psychicznie. Co gorsza schizofrenik swojej ofierze dorobił już wcześniej mordę osoby chorej psychicznie i niebezpiecznej, którą się „opiekuje”. Bo z reguły zaczyna infiltrować środowisko ofiary i je urabiać na długo zanim zaatakuje. Zawsze atak jest poprzedzony okresem zbierania informacji.

Są to wiadomości nie z psychologii klinicznej i nie z podręcznika psychiatrii, ale wprost z podręcznika profilera. Profilerzy także zajmują się przestępstwami popełnianymi przez osoby chore psychicznie i akurat ta część mnie interesowała zawsze z powodów osobistych. Musiałam przed Ryszardem ochronić wiele osób.

Miałam pecha wpaść w łapska wariatów z Opus Dei w dzieciństwie. Z punktu widzenia mojej rodziny problemem były chore psychicznie dzieci z mojej podstawówki oraz ich dorośli. Mój tata nie wiedział, że w innych sytuacjach te same osoby wydawały się ludziom całkowicie zdrowe psychicznie. Moja rodzina nie zorientowała się także, że dramatyczne wydarzenia z mojej podstawówki i prześladowanie mnie przez schizofreników doprowadziły do amnezji i nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy to są ci ludzie, którzy mnie skrzywdzili. (Teraz z cała odpowiedzialnością mówię, że tak. Tym bardziej, że mnie torturowali psychicznie przypominając, co mi zrobili. Takie rzeczy to tylko wariaci robią.) Za to podobne pytania sprawiały, że czułam się atakowana, więc coraz bardziej się w sobie zamykałam. Doprowadziło to w końcu do mojej próby samobójczej. Jednocześnie – nawet jeśli nie potrafiłam tego uzasadnić – wiedziałam, że nie należy Ryszardowi czy Barbarze ufać i nie wolno przyjmować na przykład środków medycznych, na których nie ma żadnych napisów, ani innych „kordiałów”. Ale moje ostrzeżenia były ignorowane. Moi rodzice myśleli, że z powodu traumy jestem przesadnie ostrożna i że należy mnie „nauczyć znowu ufać ludziom”. Nie wiedzieli, że Ryszard jest ojcem dziecka, które fałszywie oskarżyło mojego tatę o gwałt. Na całe szczęście mój tata był wtedy w Londynie. Przez tą samą schizofreniczną idiotkę byłam oskarżana o zaszczucie kogoś z wynikiem śmiertelnym w czasie lata 2002. Na całe szczęście nie było mnie w Polsce od końca czerwca do początku września. Spędziłam ten czas w Chinach, a zdjęcia moich wiz są do znalezienia na blogu.

Dodatkowo ta sama schizofreniczka opowiadała, że mój tata mnie zgwałcił i że usłyszała to ode mnie. Nie poprawiło to mojej sytuacji w domu, bo ci schizofrenicy już wcześniej oskarżali mnie przed rodzicami o demoralizację i uratował mnie dopiero policyjny profiler i zaczął diagnostykę tej upiornej rodziny z piekła. Profiler typuje także osoby chore psychiczne, nie tylko sprawców przestępstw. I myślę, że rozpoznaje schizofreników lepiej od psychiatrów. Moja rodzina – właśnie na prośbę profilera – przestała się wtedy z rodziną Ryszarda tak intensywnie kontaktować.

Ale nie udało się mojego taty ocalić przed Ryszardem. Nie wiedział, że to ten facet jest schizofrenikiem z opowieści profilera. Mój tata został zabity w taki sam sposób, jak ojciec mojego znajomego. Dostawał jako nieszkodliwe ziołowe środki, które miały zwiększać odporność, czy też odmładzać, w formie kapsułek ze środkiem zwiększającym krzepliwość krwi. Ginekolodzy wypisują je w dużych ilościach kobietom, które intensywnie miesiączkują. Wiem, bo sama coś takiego dostawałam. Ryszard ściera napis na blistrze acetonem i sprzedaje swoim ofiarom jako „pochodzące od księży” leki roślinne. Moi znajomi sprawdzili blistry pod lampą UV, dzięki której można zobaczyć ślady startego napisu i upewniliśmy się, że moje podejrzenia są trafne. Jednocześnie Ryszard – nadal schemat zgadza się idealnie z podręcznikiem profilera – utrzymuje kontakt z rodziną swojej ofiary, odwiedza ją w szpitalu i odwodzi lekarzy od leczenia, twierdząc, że pacjent nie ma zawału serca, czy też innej zatorowości i chce się rano wypisać. Problemy zostały oczywiście wywołane przez przedawkowanie niebezpiecznego środka, nie są naturalne. A pozbawiony odpowiedniej pomocy pacjent umiera. Mój tata został cofnięty z sali przedoperacyjnej. Jako dorosła wiem, że zawsze miałam rację co do Ryszarda i jego rodziny. Takie szpitalne morderstwo popełniane przez schizofrenika też jest czymś prosto z podręcznika profilera.

Wielu osobom, które kupowały te „ziółka” od Ryszarda zaleciłam – ponieważ na wizytę do lekarza bez infekcji czeka się kilka dni – branie aspiryny oraz upicie się w celu zmniejszenia krzepliwości krwi. Pewien znany w fandomie lekarz (bo zawsze staram się o konsultację) poparł moje zalecenia.

Ludzie często ze mną rozmawiają właśnie z powodu mojego wszechstronnego wykształcenia. Wiem bardzo dużo praktycznie o wszystkim. Uratowałam także innego swojego znajomego po tym, gdy Ryszard zaczął jemu z kolei sprzedawać swój „cudowny” środek. Zgodnie z moją sugestią znajomy wziął aspirynę i zaczął pić. Po kilku godzinach pojawił się u niego zator w mózgu. Na całe szczęście okazał się być niewielki, bo aspiryna i alkohol zadziałały. Dodatkowo go wcześniej uczuliłam, że przy pierwszych objawach dyskomfortu ma gnać do szpitala. Jego lekarz był tak przerażony, że dał mu do domu środki rozrzedzające krew. Pacjent znowu zaczął ze mną rozmawiać i teraz dla odmiany przestraszyło mnie, że dostaje coś, co rozrzedza krew. Oczywiście po tych środkach dostał niewielkiego wylewu do mózgu. Znowu – zgodnie z moim poleceniam – pognał czym prędzej do szpitala przy pierwszym dyskomforcie. Były sportowiec był tak załamany, że już się praktycznie żegnał z życiem, przestał biegać i utył. Wysłałam go do specjalisty medycyny sportu i geriatry. Zrobiono mu dokładną angiografię i okazało się, ze nie ma żadnych zagrożeń. Nowi lekarze zabronili mu brać jakiekolwiek leki, oprócz przyjmowanej stale insuliny. Obecnie znowu biega, wygląda jak milion dolarów i czuje się świetnie.

Bardzo proszę nic nie brać bez zalecenia lekarzy. Może to kosztować życie, nawet zioła mogą zaszkodzić. Szczególnie jeśli to zioła tylko z nazwy. W Stanach był przypadek człowieka, który do opakowań aspiryny (czy czegoś takiego) dodawał pastylki bardzo groźnej trucizny. Chorzy psychicznie mordercy są wszędzie.

Moi znajomi oraz rodzina traktują mnie jak swojego prywatnego profilera medycznego, bo w czasie studiów przyswoiłam sobie także podstawowy podręcznik błędów medycznych. Kontroluję dla nich pracę lekarzy i przypominam o wszystkich badaniach przesiewowych, a także wiem, o czym z reguły często zapominają medycy, a co jest błędem w sztuce. Na przykład moja siostrzenica musiała w szpitalu upomnieć się o to serum, czy też antidotum, które podaje się kobietom, aby uniknąć w przyszłości konfliktu serologicznego. Niepodanie go jest bardzo częstym błędem. Moja rodzina i rodzina Adama coś o tym wie.

To, że mój tata pokazywał się w czasie konwentów z Ryszardem i jego rodziną, nie jest dowodem na to, że ta rodzina jest zdrowa psychicznie i składa się z aniołów. Wolę nie pisać i nie bywać w miejscach, gdzie mogę się na nich natknąć. Wolę spokój. Wolę życie od śmierci. No, ale większość ludzi to radośni idioci spod znaku „ale przecież takie rzeczy się nie zdarzają” lub „mamy czas.” Albo też „wszyscy cię kochają”. Mam do nich bardzo dużo żalu, bo zostawili mnie na pastwę schizofreników oraz enablerów. Piotr też był takim idiotą i lekceważył moje prośby, niestety.

Te skurwysyny zniszczyły mi w życiu swoimi kłamstwami oraz intrygami praktycznie wszystko, a teczki z opiniami biegłych mają bardzo opasłe. Kłamią na mój temat oraz kłamią na temat moich znajomych. Robili sobie ze mną zdjęcia przemocą lub podstępem. Nic nas nie łączy. Nie chcę być z nimi kojarzona.

Nie chcę się kontaktować z nikim z rodziny Ryszarda. Tak samo wolę nie utrzymywać relacji z ludźmi, którzy utrzymują z nimi kontakty. Są ostatnimi naiwniakami. Zawsze miałam, co do nich rację, a profilerzy wiedzą, że ofierze się wierzy i idzie za nią, szczególnie jeśli cierpi na amnezję. Inaczej z amnezji nie wyjdzie. A profilerzy bardzo dużo wiedzą o amnezji i syndromie sztokholmskim (którego przyczynami są terror, zastraszanie i inne przestępstwa), a także jak ratować ofiary schizofreników. Moja mama bardzo boleśnie przekonała się, kim rzeczywiście jest Ryszard i winiła mojego tatę za nasze nieszczęścia, bo nie powinien być aż tak łatwowierny po swoich przeżyciach we Francji z innym gangiem schizofreników. Dobrzy profilerzy od razu zorientowaliby się, co się dzieje. Ale jak zwykle za każdym razem Dzielnicowi nie wiedzieli, że są to sprawy dla profilerów.

Ofiary schizofreników zawsze muszą drzeć ryja, że to co ich spotyka, to sprawa dla profilera. Kontakt z profilerem potrafi też wyciągnąć z traumy i to lepiej od psychoterapii, bo ofiara dostaje konkretną pomoc, wsparcie i zrozumienie. Może ta informacja przyda się innym osobom, na które poluje Ryszard. Po tych zniszczeniach w moim życiu dla mnie już jest praktycznie za późno, ale może inni uratują dla siebie więcej ode mnie.

Spierdalam z Polski tak szybko, jak się da. W życiu sobie nie wyobrażam chodzenia po tych samych ulicach co Ryszard, Barbara, Roman czy Renata. Nie mówiąc już o innych krewnych Barbary. Spotkało mnie tu zbyt dużo zła, żeby się do tego nie zniechęciła. Mam dosyć wariatów niszczących mi życie i oskarżających ludzi o nieistniejące gwałty, czy zaszczucia. Mam dosyć darcia się na mnie i domagania „okupu”.

Wiem, że Adam jest niewinny. Bret też. Łapy precz od nich. Andrzej jest debilem również, jeśli uwierzył schizofrenikom, że Adam czy Bret są winni mojej amnezji czy próby samobójczej. Nie brali udziału w wydarzeniach w mojej szkole podstawowej, był tam Ryszard i jego przyjaciel, ojciec Romana. A schizofrenicy nękają swoje ofiary, aż do ich samobójczych śmierci. Nie potrzeba dodawać do tego równania innych osób. Moi znajomi metale mi pomogli. Każda osoba, która wspiera Ryszarda czy Romana, jest na mojej shit-list i nie chcę tych osób oglądać.

Liczę chociaż na spokojną i pełną satysfakcji starość wolną od tej cholernej schizofrenicznej rodziny. Bo szczęścia już się nie spodziewam. Bardzo proszę, po raz ostatni, odpierdolić się ode mnie.

Lustrzane odbicie

Największym kłamstwem, jakie opowiedział o mnie gang Romana i Renaty, jest że istnieją dwie Małgorzaty Wieczorek, a ja jestem tą fałszywą, bo ta prawdziwa już dawno wyjechała do Stanów. A ja mam być tą nieprawdziwą Małgorzatą, która zastraszyła i sterroryzowała prawdziwą Yennefer i to niby ja mam być powodem, dlaczego nie pojawia się na warszawskich konwentach. Więc trzeba było mnie zniszczyć, bo to podobno przeze mnie Avangarda nie dostała możliwości zrobienia Worldconu.

Odpowiadam tak – owszem, zaprotestowałam, gdy mnie zapytano o Worldcon w Warszawie, bo nigdy nie mogłam czuć się bezpiecznie w czasie warszawskich konwentów, więc nagradzanie Avangardy organizacją Worldconu, na którym według tego, co mi powiedziano miałam być gościem, bo brałam po cichu udział w ciekawych projektach, wydawało mi się bezzasadne. Więc owszem, z pewnego punktu widzenia jestem przyczyną, dlaczego Warszawa nie ma Worldconu. Ale nie zniszczyłam sama siebie. To zrobili schizofrenicy z mojej podstawówki, szczególnie podszywającą się pode mnie Renata. Jeżeli o mnie chodzi, to Avangarda już nie musi robić u siebie porządku, bo i tak się na ich konwencie nigdy nie pojawię. Gówno mnie obchodzi, co się dzieje w tym klubie. I tak wiem, że rządzą tam schizofrenicy oraz plagiatorka.

Schizofrenicy z mojej podstawówki oraz ich rodzice opowiedzieli takie rzeczy o mnie w fandomie, że stałam się obiektem ataków praktycznie wszystkich, włącznie z politykami oraz durnymi fanami i beztalenciami udającymi pisarki, którzy z całym przekonaniem próbowali doprowadzić mnie do samobójstwa, aby zemścić się na mnie za „zniszczenie Yennefer”.

Wiem, że Andrzej próbowałam rozmawiać z różnymi działaczami, ale z powodu zaangażowania w sprawę idiotów oraz schizofreników z mojego punktu widzenia tylko pogorszył sprawę, bo idioci postanowili mnie zabić, a na pewno zabili moją psychikę. Podejrzewałam nawet, że Andrzej nic nie zrobił, ale mój krewny zapewnił mnie, że sytuacja wygląda inaczej. Oberwałam wtedy tak mocno, że idioci i schizofrenicy zniszczyli mi całe życie oraz wysiłki moich prawdziwych przyjaciół, dzięki których zaczęłam odzyskiwać pamięć. Zamiast tego Roman oraz Ryszard, nie mówiąc o Barbarze czy Renacie, doprowadzili do takiej amnezji jak nigdy wcześniej i zaczęli prać mi mózg, wmawiając wszystkie swoje urojenia na mój oraz swój temat. Tylko Bret potrafił odwieść mnie od decyzji o samobójstwie. W latach dziewięćdziesiątych uratował mnie w podobny sposób Kristian.

Niestety ataki na mnie doprowadziły do rozwinięcia syndromu sztokholmskiego, z którego wychodzi się nawet kilkanaście lat. Nie przewiduję możliwości poparcia Worldconu dla Warszawy po tym, co się stało. Nigdy, przenigdy Warszawa nie powinna dostać Worldconu po tym, co mi zrobiono, żeby „zasłużyć” na zorganizowanie tak dużego konwentu.

Renata nie jest moją przyjaciółką. Nigdy nie była. To tępa schizofreniczna kurwa, prawdziwa ukochana Romana. Razem postanowili się wzbogacić i uknuli intrygę, dzięki której zgodnie próbowali przejąć mój oraz Piotra majątek. Mają plany – z tego, co usłyszałam – po mojej śmierci i przejęciu pieniędzy się pobrać. Chociaż do tej pory Renata się wstrzymywała przed małżeństwem, aby wyjść za Piotra, który nienawidził tej schizofreniczki, która odgrywa teraz „wdowę po Piotrze” i próbuje sterroryzować ludzi na tyle, aby przekazali jej majątek Piotra. Ale pamiętajcie, schizofrenicy potrafią kochać tylko innych schizofreników, więc nie wchodzi się z nimi w związki, bo zabijają, aby odziedziczyć pieniądze. Szkoda, że ta dwójka od razu się nie pobrała, bo trzymają się razem od podstawówki. Dwa godne siebie „Gollumy”.

Mam już dosyć Polski i tego, że schizofrenicy robią tutaj, co chcą. Moi prawdziwi przyjaciele ratowali mnie już kilka razy, ale za każdym razem okazywało się, że słowa durnych schizofrenicznych kurew są ważniejsze od prawdy, a żadnemu idiocie nie chce się czegokolwiek weryfikować.

Nakładam klątwę na Avangardę i jej kurwy. Oraz na PiS.

Gwałty

Psychoterapeuci wiedzą, że większość kobiet jest gwałcona i z tego wynikają ich problemy, przede wszystkim to, że nie są szczęśliwe. Gwałtem jest zmuszanie, żeby jakaś kobieta była w związku z facetem tylko dlatego, że ten się zakochał. Ja w takiej sytuacji, cierpiąc na amnezję po ataku schizofreniczki Renaty, wylądowałam w związku z Michałem.

Seks jest fajną sprawą, więc jako dwudziestolatka byłam później bardzo z tego zadowolona, ale Michał nigdy nie był facetem, z którym chciałam spędzić życie. Nie kochałam go. Nasze cele były rozbieżne na tyle, że zaczęłam być super nieszczęśliwa. Mój psycholog zaczął ze mną pracować i zaczęłam odzyskiwać pamięć. Wróciłabym do Piotra, gdyby nie kolejne ataki i kłamstwa na temat samego Piotra.

Rzuciłam Michała w końcu po gwałcie i gdy zadzwonił kolega Breta, szlochając w jego imieniu. zgodziłam umówić się z moim przyszłym narzeczonym w kinie. Najzabawniejsze jest to, że na ten sam seans przyszedł Michał z mamą. Gdy Bret zobaczył mojego byłego, zaczął na cały głos dowiadywać się i komentować, co się stało, że się rozstaliśmy z Michałem. Podejrzewam, że widownia miała równie duży ubaw z tego, co działo się na sali, jak i z oglądania Rocky Horror Show.

A ja miałam duża satysfakcję obserwując, jak Michał dla odmiany płacze, słuchając moich odpowiedzi i tego, że zgodziłam się spotykać z Bretem regularnie.

W życiu nie byłam, kurwa, z Romanem. Ten schizofrenik łże wszystkim, tym bardziej, że jego prawdziwą ukochaną jest Renata. Schizofrenik zakochuje się tylko w innym schizofreniku. Ode mnie chce wyłącznie pieniędzy i wiem, że jak wszyscy tacy schizofrenicy planuje mnie zabić, jeśli tylko uda się mnie zmusić do związku z nim. Wiem, bo go przesłuchałam. A schizofrenicy robią zawsze to, co zapowiedzieli.

Kolejne fałszerstwo

Wszyscy mają dosyć schizofrenicznych intryg Barbary i jej córki Renaty. Jak już wspominałam wcześniej, Renata cierpi na urojenie, według którego jestem bardzo religijna, chcę iść do klasztoru, a także zostawić jej – i to jest tutaj najważniejsze – moje mieszkanie i pieniądze. Wymyśliła to sobie jeszcze w dzieciństwie. Cierpi przy okazji na złudzenia, że mnie jakoś nawróciła, a jeśli nie ona, to jej matka, Barbara.

Zresztą Barbara jest bardzo pewnym, zdaniem niektórych kościelnych dostojników, materiałem na świętą Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Odpowiadają za to jej przechwałki o różnych cudach, a przede wszystkim o moim „nawróceniu”, wyleczeniu mojego „alkoholizmu”. (Przy czym moi znajomi metale oskarżenia mnie o alkoholizm witają wybuchami gromkiego śmiechu, bo raczej promuję zdrowy tryb życia i dopiero chcą zobaczyć mnie pijaną). Podejrzewam, że wymieniane są jeszcze inne elementy „dokumentujące” według Kościoła „świętość” Barbary, ale nie jestem w stanie nadążyć za jej (Barbary) brakiem logiki.

Jakiś czas temu przeżyłam horror, bo próbowano mnie zmusić do potwierdzenia właśnie owej „świętości” Barbary. Zostałam sterroryzowana na korytarzu mojej pracy i zmuszona do rozmów z jakimiś fagasem z Watykanu przez telefon, który mi przystawiono do ucha. Zaliczam to do kolejnych szykan oraz łamania moich praw jako poganki przez Kościół Rzymsko-Katolicki.

Po moich odmowach potwierdzenia „świętości” Barbary oraz jej „cudów”, nastąpiła pewna wolta i okazało się, że Nycz jest bardzo zadowolony z jakiś niby moich e-maili. Jako żywo nie pisałam wtedy żadnych e-maili, szczególnie do Kurii, czy Nycza. (Owszem, napisałam potem e-maile do swojego Dzielnicowego i pewien anty-list, ale to już inna sprawa.)

Ciągnęłam przesłuchanie dalej i okazało się, że z nie mojego adresu e-mail wysłano pochwalny list na temat Barbary, który podpisano w moim imieniu, bo schizofreniczka „wiedziała”, co chcę napisać, bo taki ma dar – jak usłyszałam – że „wie”, co różne osoby chcą zrobić i z kim też chcą być. I bez zawahania realizuje swoje pomysły.

Jest to kolejne fałszerstwo po liście do Dyrektora Opus Dei, w którym podobno „potwierdziłam” wszystkie urojenia Barbary na temat mojej rodziny, a także ślubowałam pracę w zasadzie niewolniczą dla Opus Dei. Jeszcze w czasie studiów próbowano mnie zmusić do podpisania tego sfałszowanego listu, ale odmówiłam. Nie wiem, jak to się stało, że ludzie z Opus Dei ten list przyjęli, bo nie ja się pod nim podpisałam. Mój podpis musiał zostać sfałszowany. Jakiś czas temu, dowiedziawszy się o tym liście i że jest traktowany poważnie, a ja sama jestem zmuszana do przestrzegania sfałszowanych obietnic w nim zawartych, napisałam anty-list do Dyrektora Opus Dei, w którym tłumaczyłam, że poprzedni list to fałszerstwo i nie chcę, aby mnie kiedykolwiek więcej próbowano terrorem zmusić do przestrzegania obietnic z treści tego listu. Odręczny list został zeskanowany i wysłany na adres Kurii. Sprawa została przekazana też Policji.

Nie mam żadnego pojęcia, co któraś z tych schizofreniczek napisała w e-mailu, który nie pochodzi ode mnie, a potwierdza „świętość” Barbary. Ale mam nadzieję, że moja tak bardzo publiczna apostazja i demonstrowanie bezczelnego poganizmu sprawi, że sponad mojej głowy zostanie usunięte oskarżenie o „nawrócenie się”. Wiem, że moi znajomi ze swojej strony zaczęli opisywać Barbarę szczerze i z całym przekonaniem opowiadać o nieszczęściach i przekleństwach, jakie na wiele osób sprowadziła. Profesor przedstawił swoją diagnozę tej pani. Ja ze swojej strony wiem, że Kościół neguje istnienie chorób psychicznych, bo podobno istnieją tylko opętańcy oraz święci, a nie schizofrenicy, więc może to dużo nie pomóc. Ale zawsze warto spróbować, więc zachęcam do wysyłania podobnych „świadectw”.

Ja ze swojej strony mam do tego takie podejście, że nie interesuje mnie, co robią małpy w sutannach do momentu, aż zaczną mnie nękać. Więc muszę bardzo dokładnie i szczerze przedstawić swój punkt widzenia – za chuja nie napisałam żadnego z tych listów czy e-maili, jakie mi Nycz czy Opus Dei przypisuje. Wiem, że „odnalezienie świętej” (którą psychoterapeuci identyfikują jako schizofreniczkę) – delikatnie mówiąc – nie przeszkadza w karierze, więc nie dziwcie się mojemu wkurwieniu, gdy dowiedziałam się o awansie tego gościa na kardynała.

Już samo odmawianie leczenia chorób psychicznych może zdenerwować, ale wplątywanie mnie w takie hece to coś, czego nigdy nie wybaczę.

A jako ilustracja mój posążek Bogini. Bo tylko Ją postanowiłam sobie kupić, lekceważąc namowy i terror, który miał mnie „ponownie nawrócić” i zmusić do modlenia się do figury Matki Boskiej.

(Duże litery w ostatnim zwrocie to nie wyraz szacunku, ale stosowanie się do konwencji, która nakazuje przydomki i przezwiska właśnie w taki sposób pisać.)

Wariatka Krystyna

W czasie, kiedy spotykałam się z Adamem jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, pojawialiśmy się często w kawiarni, gdzie spotykali się warszawscy fani fantastyki. Bywał też Piotr zachwycony, że może mnie widzieć. Tak samo zachwycony był mój były Michał oraz jego ojciec, profesor psychiatrii. To on teraz diagnozuje różne osoby, a nie Renata czy Krystyna. Obie te panie mają pecha, że jest biegłym sądowym i zajmuje się tą sprawą. Wrzaski Renaty nic nie znaczą, bo ta pipa nie ma nawet matury. Za to jest – jak wszyscy schizofrenicy – bardzo aktywna i bardzo intensywnie przeżywa swoje urojenia.

Moi znajomi zaobserwowali sobie różne wydarzenia. Miedzy innymi Piotr był świadkiem, jak Krystyna wyzywała mnie od wariatek i udawała, że Adam się z nią umówił. Ma kobieta pecha, że Piotr napisał odręcznie swój pamiętnik i skan tego dokumentu zawędrował na Policję. Aga sama go wysłała. Piotr nienawidził Renaty, nawet przez chwilę nie byli parą. Tak samo jak ja nie byłam i nie jestem parą z jej specjalnym przyjacielem Romanem. Piotr nie miał wątpliwości, że Krystyna jest chora psychicznie. Ja sądzę, że gang schizofreników wychował ją na kogoś chorego psychicznie. Ale jej upór, żeby niczego nie weryfikować jest zatrważający. Fakt, że Ryszard podając się za przyjaciela mojego ojca rozmawia z Andrzejem, z którym straciłam kontakt po ukradzeniu nam notesu z telefonami, nic nie znaczy. Można porównać charaktery pisma. Mam książkę kucharską z dodatkowymi przepisami wetkniętych pomiędzy jej kartki. Są spisane ręką mojej mamy i mojego taty. Zobaczymy, kto wygra w sądzie. To jest nasz, ukradziony nam, notes.

A zaświadczenie o stanie cywilnym z roku 1990 nie należy do Renaty. Rozdawałam ksero na dowód, że nie jestem żoną Romana, bo już wtedy ratowałam się i prowadziłam akcję informacyjną. Nie wiem jak bardzo trzeba być tępą dziwką, żeby nie chcieć takich rzeczy zrozumieć. Wiem, że Renata bardzo by chciała być córką Heleny i Mariana, ale może o tym tylko śnić. Ryszard i Barbara to jej starzy i musi się z tym pogodzić. Tak samo jak z tym, że nic co należało do Piotra nie jest czymś, co jej się należy.

Na randki z Adamem bardzo często przychodziłam na wysokich obcasach. Wywołało to uwidocznienie psychozy Renaty, która znowu zaczęła opowiadać, że jestem chora psychicznie, bo nie „pamiętam”, że jestem zakonnicą. Śmiałam się z tego tak bardzo, że w psychozie podeszła do ojca Michała i zarządała, żeby mnie zamknąć w psychiatryku, bo „nie chcę być zakonnicą”.

Jest to tak zabawne, że brak mi słów. Walczę z imbecylami z Kościoła i Opus Dei od dziecka. Jestem bardzo dobrze znana wśród pogan, szczególnie wyznawców Wicca. Wszystkie zarzuty wobec mnie są tak kuriozalne, że nie dziwię się, że takie osoby jak Anna Brzezińska nie wiedziały, że powtarzają plotki o mnie – bo były tak zniekształcone przez urojenia schizofreniczek.

Mam prośbę do moich znajomych z fandomu. Bardzo proszę zacznijcie pokazywać takim osobom jak ten polityk, damski bokser, wielbicielowi Renaty, który mnie pobił oraz Krystyna, że mnie znacie. Bo wiem, że ona sama oraz jej krąg znajomych myślą, że jestem kimś zupełnie nieważnym, z kim nie należy się liczyć. Bardzo proszę powiedzcie jej, że mnie znacie i co myślicie o zachowaniu jej samej oraz jej enablerach.

Niech, kurwa, w końcu zacznie ta idiotka coś weryfikować.