Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Myszy Dwie

W moich wspomnieniach pojawiają się dwie niewielkie blondynki, które jednocześnie atakowały mnie swoim jazgotem. Tworzyły wręcz istotę binarną, strasznie przejętą opowieściami schizofreników o mnie. Według tego, co pamiętam, były przyjaciółkami Anny, kiedy jeszcze próbowała studiować Anglistykę. Zaszczuły mnie wtedy, ale też później, gdy Anna w psychozie przychodziła do mnie do pracy i udawała, że w tym miejscu pracuje. Oczywiście, że została wyrzucona z pomocą Policji.

Dla Myszy Dwóch stanowię kwintesencję zła. Wierzą szczerze we wszystkie opowieści Anny, jej brata Romana oraz ich ojca, mojego porywacza. Cała ta trójka dostawia cyrk, jakich mało, ale ich działania są całkowicie typowe dla schizofreników, którzy cierpią na urojenia, że są kimś innym i zaczynają się podawać za osoby, którym zazdroszczą.

Ojciec Anny to człowiek, z którym były problemy, gdy jeszcze byłam w przedszkolu. Już wtedy zaczął cierpieć na poważne i niebezpieczne urojenia, a ja przestałam cieszyć się z bywania na fandomowych imprezach.

Myszy Dwie zaszczuły mnie w każdym miejscu, nie tylko Anglistyka robiła tylko to, co chciały te imbecylki, ale też fandom. Zaszczuły mnie też po skończeniu przeze mnie Anglistyki w środowisku nauczycieli. Twierdzą, że „mnie znają” oraz „znają moją rodzinę”. Z cała odpowiedzialnością powiem jedno – gówno wiedzą o mnie i o mojej rodzinie. Jeśli były w moim mieszkaniu, w którym squat urządziła sobie Anna i widziały listy Ravna do mnie, to nadal nic nie znaczy. Ostrzegam przed nimi, są do kurwy, które zniszczyły mnie i zaszczuwały mnie przez całe moje życie. Anna zajmuje moje mieszkanie nielegalnie.

Jeszcze innym problemem jest Michał. Już mój dziadek zdiagnozował go jako skrajnego tępego narcyza. Wiedział mój przodek, jak mogą się potoczyć wydarzenia w fandomie pod wpływem tych wariatów oraz tępych fanów, którzy nie chcieli go słuchać. Michał to idiota, który jak wiele innych osób, nic nie zrobił, aby mi pomóc. Tak się składa, że osoba, która prosi o pomoc, wie w jakiej formie jej potrzebuje i dlaczego prosi o konkretne rzeczy.

Anna ukradła mi wiele przedmiotów, w tym także wszystkie kalendarze i notatniki z telefonami. Prosiłam wiele razy o pomoc w stworzeniu nowej listy moich kontaktów, ale mój były odmówił, bo „Roman ma”. I chuj z nim, bo nie po to schizofrenik odcina swoją ofiarę od wszystkich i zaczyna ją reprezentować, aby ją z kimkolwiek kontaktować. Nie miałam możliwości nawet podejść do niektórych osób w czasie konwentów.

Wina fandomu w tym, co mnie spotkało, jest ewidentna. Mój dziadek ostrzegał, co się może dziać i miał dobre opinie o środowisku fantastów. Ja mam skrajnie odmienne zdanie. Zgodnie z wolą dziadka i swoim własnych osądem mówię spierdalajcie, bo tak się robi środowisku, w którym działają niebezpieczni enablerzy oraz morderca, który już zabił za życia mojego dziadka, czyli gdy jeszcze byłam w przedszkolu.

Nikt z mojej rodziny nie może się pojawić, ja też nie. Dzieci Michała zostały zaatakowane przez wariata nożem. Mam dosyć ludzi wmawiających mi, że ten niebezpieczny wariat to mój Tata. I ja i on zostaliśmy jeszcze za jego życia zaszczuci, przez ludzi, którzy wmawiali środowisku, że jest pedofilem. Opisałam w innym wpisie, jaka jest prawda, że nic z urojeń Renata nie zgadza się z rzeczywistością, że był zupełnie innym kraju już ta pizda tępa opowiada.

Wszyscy ludzie, którzy opowiadają o Marianie, że był „pedofilem” są moimi osobistymi wrogami. Wszyscy ludzie, którzy opowiadają, że moja Mama była „burdelmamą” są moimi osobistymi wrogami. Wszyscy ludzie, którzy mówią, że Roman jest moim „mężem” są moimi osobistymi wrogami. Biorąc pod uwagę wszystko, co się wydarzyło, napiszę bez kozery, że fandom zniszczył wszystkich z mojej rodziny, na którą rzuciły się nie tylko tępe Myszy Dwie, ale różni urzędnicy, pisarze, czy też pomniejsi fani. Jedyne, co mi pozostaje powiedzieć to „spierdalajcie”.

Avangarda się mnie pozbyła i potwierdziła to ustami swoich wysłanników u mnie w pracy. Co mogę powiedzieć? Nienawidzę was równie mocno!!!

Jako komentarz zostawię tylko klip z nieśmiertelnymi słowami Martina Riggsa:

Pasierb

Pewna idiotka, która uważa, że gej Roman nie chce się z nią ożenić, bo jest moim mężem, a ja mu nie daję rozwodu, postanowiła uwieść sobie mojego siostrzeńca na „pasierba”, bo uważała, że jest moim i Romana synem. Nie przyjmowała do wiadomości, że schizofrenik gej Roman używa mnie i dzieci mojej siostry jako przykrywki, bo się nie chce przyznać, do bycia gejem (taka jest podstawa jego urojeń, w których ja i dzieci mojej siostry gramy główne skrzypce). Oczywiście Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie jestem niczyją żoną, a już na pewno nie Romana.

Mój siostrzeniec dekady temu zobaczył tę idiotkę po raz pierwszy w życiu. Idiotka zaczęła mu wyznawać miłość i że zawsze będzie go kochać, a on ma ją kochać już zawsze, bo będzie żoną jego taty. Nie muszę chyba mówić, że mój szwagier nic nie wiedział o istnieniu takiej „kochanki” i „narzeczonej” w jednym. Nie byłoby może dużego problemu, gdyby idiotka nie wiła się przed dzieckiem, owijając je sobie dookoła palca i powalając seksapilem, bo nie potrafi nie uwodzić – głupie kobiety są uczone, że mają wszystko zdobywać takim przymilaniem się, bo to jest ich broń i wszyscy mają je kochać.

Idiotka nie wiedziała, że dla małego chłopca ma to zupełnie inny wydźwięk niż dla niej. Mali chłopcy dają się uwieść dorosłym kobietom. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że dzieci poddają się łatwo sugestiom i równie łatwo je programować. To co dla idiotki było poznaniem 'pasierba” dla małego chłopca stało się katastrofą. Z powodu tego uwiedzenia mały odrzucił miłość koleżanki, bo nie mógł zapomnieć o starszej idiotce. Doszedł do wniosku, że się w niej zakochał i że nie chce nikogo innego. Próby zmuszenia go, aby o idiotce zapomniał, doprowadziły do myśli samobójczych, więc rodzina odpuściła. A facet nadal jest sam.

Gdy byłam nastolatką w czasie konwentu przyłapałam na podobnej akcji wobec zupełnie obcego jej małego Norwega matkę idiotki. Dostała ta matka idiotki opierdol ode mnie, ale też wieki wcześniej od mojego dziadka Kurzępy, który był psychologiem (a nie hydraulikiem, jak wszystkim wmawiała schizofreniczka Renata, wykorzystując moją amnezję).

Mali chłopcy mają umiejętność zakochiwania się na zabój już, gdy mają kilka lat. Ja sama doliczyłam się czterech takich wielbicieli. Trzech było mniej więcej w moim wieku, a trzeci o osiem lat młodszy. Przysięgam, że nie byłam dla niego miła podczas spotkania naszych rodziców.

Dorosłe kobiety nie powinny uwodzić małych chłopców, bo ich seksapil zwodzi na manowce niedorosłych samców. Więc mam propozycję dla idiotki, która jak jej matka lubi psychicznie uwodzić dzieci. Albo zmusisz Romana do małżeństwa (ja nie przeszkadzam w tym i nigdy nie przeszkadzałam – kolejny raz zamieszczam swoje zaświadczenie o stanie cywilnym z ubiegłego roku), albo zbierzesz, co posiałaś i wychodzisz za „pasierba”, który nie może o tobie zapomnieć.

Byłabym w stanie przedstawić te dokumenty już dawno temu, gdyby Długopis nie postanowił się wtrącić i mnie zastraszyć, wmawiając mi, że wszystko, co mówią schizofrenicy, to prawda. Mam więc propozycję, zamiast mnie nękać, wystawcie jemu oraz Barbarze rachunek za krzywdy wszystkich osób, które zniszczyli jako enablerzy bardzo groźnego gangu schizofreników, którzy już za życia mojego dziadka mordowali ludzi. I to bezkarnie.

Ja się z takiego fandomu już dawno wypisałam.

Podobno wylecę z pracy, jeśli tak szczerze to wszystko opiszę. Więc czekam na to dyscyplinarne zwolnienie za prawdę. Jakoś nie myślę, że mój pracodawca interesuje się moimi prywatnymi sprawami. Już sama wcześniej poinformowałam o pomówieniach mnie o prostytucję, które wysuwają schizofrenicy. Wszyscy wiedzą, że to gówno prawda.

Ale byłam zastraszana nie tylko zwolnieniem z pracy. Długopis – sami wiecie jako kto – straszył mnie natychmiastowym uwięzieniem, jeśli nie oddam Renacie mojego mieszkania, czy nie przyznam się, że „jestem kurwą”. Miałam też plagiatorce uwolnić jej plagiat. Więc nie, ani nie jestem kurwą, nie uciekałam też jako dziecko schizofrenikowi, który twierdził, że jest moim ojcem, do „burdelu”, moja mama nie była „burdelmamą”, ani nie ukradłam jakichkolwiek pieniędzy. To zrobił Roman wraz z kilkoma politykami.

Prawda jest taka, że ojciec Romana i Anny porwał mnie, gdy byłam bardzo małym dzieckiem i w swoich urojeniach nazywał mój rodzinny dom „burdelem”. Na początku podstawówki porwał mnie drugi raz. A potem trzeci, gdy poroniłam po skopaniu przez jego syna. Byłam wtedy jedyny raz w ciąży.

Długopis oraz jego córka mogą mnie pocałować w dupę!!!

A plagiatorka nic nie dostanie ode mnie. Słusznie zablokowaliśmy tej zołzie publikacje jej plagiatu. Ostrzegałam, że ma nie brać ukradzionego mi konspektu. Andrzej widział ten konspekt i zna mnie od dziecka. Plagiatorka ma też ode mnie się odpierdolić. Już dawno straciła szansę, abym jej kiedykolwiek jej wybaczyła.

Ciekawe, czy tak wyglądał człowiek, który podawał się za mojego ojca i z którym Długopis rozmawiał? Poniżej zamieszczam portret mojego Taty. (Zdjęcia obojga Rodziców zresztą już wcześniej zamieściłam na blogu). Ostrzegałam, że z syndromu sztokholmskiego wychodzi się nawet kilkanaście lat. To były ostatnie lata, kiedy mogłam założyć rodzinę lub mieć dziecko. Bardzo wam kurwy z fandomu (bo się uważacie za fandom) nie dziękuję.

Bardzo nie dziękuję też za zapowiedź, że mam zablokowane granice. Trudno, jakoś będę sobie musiała dać radę w Polsce. Wykorzystam wszelkie możliwości prawne oraz każdy inny wybieg. Ale nie będę potępiać siebie, ani mojej mamy. Nie będę się przyznawać do nieistniejącej prostytucji. Nieważne jak bardzo zostanę fizycznie znieważona. Nie ugnę się!

Screenshot

Agencja

Wbrew plotkom rozsiewanym przez schizofreników z mojej podstawówki nigdy nie miałam nic wspólnego z jakąkolwiek agencją towarzyską. Za to Anna, siostra Romana opowiadała mi, że jest najlepszą call girl w Warszawie. Oczywiście jako psycholog podejrzewam, że jako schizofreniczka przeżywała na głos swoje aktywne urojenia i miała złudzenie, że mówi unisono ze mną. Jako osoba pokrzywdzona mam dosyć tłumaczenia tych bydląt z jej rodziny (rodzeństwo Anna i Roman wcale nie są lepsi od swojego ojca, a mojego porywacza z dzieciństwa) poważną chorobą psychiczną i już zawsze będę o niej myśleć jako o kurwie zawodowej.

Anna też studiowała Anglistykę, chociaż udawało jej się utrzymać tylko dlatego, że fałszowała protokoły. Nigdy nie studiowała Psychologii. Jedyne co można o niej powiedzieć to, że nieźle zna angielski, ale to wszystko. Nie jest to jej zasługą, bo się przechwalała, że jeszcze będąc studentką, miała regularne korepetycje. Ta kurwa Anna nigdy w nic nie włożyła swojego własnego wysiłku. Dzięki swoim enablerom robiła w chuja wykładowców i wmawiała im, że pomylili jej ocenę z moją. Dzięki temu zupełnie coś innego, niż powinno, trafiało do komputera Instytutu Anglistyki. Wiem, że ocenę z Logiki sama sobie wpisała, bo dzięki Barbarze zatrudniła się jako pomoc w Sekretariacie. To są rzeczy, których przede mną nie kryje. Cały czas leciała na dobrej reputacji podczas gdy jej chora psychicznie rodzina oraz enablerzy zrobili ze mnie tępą i ograniczoną umysłowo kurwę z półświatka. Ale tylko na Anglistyce. Psychologia mnie znała jako geniusza.

Więc teraz szczerze powiem, o co chodziło z zatrudnieniem w „agencji”. Była to agencja wywiadu, w której pracowałam jako profiler – i to, jak twierdzą moi koledzy – najlepszy w historii ich firmy. Wiadomo, że ktoś pracujący w agencji wywiadu nie lubi się tym przechwalać, więc siedziałam cicho. Ale muszę powiedzieć prawdę, nikomu to nie zaszkodzi, bo profilerzy są agentami jawnymi. Wchodziłam frontowym wejściem i wszystkie obce agencje wywiadu dokładnie mnie sobie obfotografowały, bo tak są rozpracowywani pracownicy każdej agencji wywiadu. Agenci tajni są szmuglowani do budynku w taki sposób, że nikt ich nie widzi.

Anna czy Renata nigdy nie studiowały Psychologii. Ja oprócz Anglistyki studiowałam Psychologię i bardzo szybko zaczęłam jako geniusz kursy także podyplomowe. jeszcze zanim obroniłam pracę magisterką. Niestety ataki schizofreników oraz ich enablerów mi to uniemożliwiły, bo wywołali moją amnezję.

Specjalizowałam się w Kryminologii, bo mój pracodawca między innymi wysłał mnie do Instytutu Kryminologii UW. Ale wyjaśnię, w jaki sposób zatrudniłam się w agencji wywiadu. Wcześniej sama poprosiłam Dziekana o to, abym mogła zrobić kurs profilera. Ten przedmiot jest kobyłą i wielu studentów zawiesza studia i studiuje tylko do tego egzaminu, ale ja wszystko ciągnęłam dalej tak samo – czyli nie tylko Psychologię, ale też Anglistykę. Obłożenie podręcznikami było takie, jakby kurs profilera był oddzielnymi studiami. Zdałam rewelacyjnie i zgłosił się do mnie rekruter z agencji wywiadu. Sam taki egzamin wystarczy jako wszelkie kwalifikacje do zawodu profilera. Zawsze brakuje profilerów. Jest to specjalizacja psychologiczna, którą moim zdaniem można porównać do bycia mentatem z Diuny. (Zresztą autor Diuny napisał ją po pobycie na Bliskim Wschodzie i wedle plotek pracował tam właśnie jako agent wywiadu, więc podejrzewam, że mentat to jego fantazja oparta o wspomnienia z rozmów z profilerami. Agentom wywiadu Diuna się bardzo spodobała.)

Moi koledzy z agencji wywiadu zawsze bardzo chcieli, abym wróciła do pracy. Ja też, bo lubię pomagać ofiarom przestępców. Wbrew plotkom z fandomu nie są gangsterami. Wyglądają na osiłków, bo są byłymi gromowcami, czyli byli żołnierzami elitarnej jednostki komandosów i nadal utrzymują się w formie. Wiedzą, że straciłam pamięć z powodu zaszczucia przez schizofreników z mojej podstawówki. Kilka razy już dzięki nim i psycholog stawałam na nogach, niestety enablerzy schizofreników z mojej podstawówki, jak zwykle postanowili się mną „zaopiekować” i ponownie zniszczyli mi życie. Moi dawni koledzy z pracy to nie „gangsterzy z agencji towarzyskiej”, a ja nigdy nie byłam w burdelu i mnie to nie interesuje. Mam lepszy zawód, który nie robi ze mnie kogoś, kto traci wolność jak kura nioska trzymana w klatce, bo taka jest prawda o pracy prostytutek. Są własnością alfonsów i mają dokładnie tyle samo wolności co kury na fermie. Nikt nie wybiera tego zajęcia, tylko terrorem jest sprowadzany do roli współczesnego niewolnika. Ludzie z agencji wywiadu (bo to wywiad zajmuje się ściganiem przestępczości zorganizowanej) uwalniali właśnie takie kobiety.

Bardzo proszę, aby enablerzy schizofreników z mojej podstawówki oraz ich ojca w końcu się ode mnie odpierdolili, bo mam ich samych oraz ich kłamstw dosyć.

Fałszywy ojciec

Gdy byłam dzieckiem porwał mnie z ulicy schizofrenik i zabrał do swojego mieszkania. Byłam na tyle mała, że złapał mnie pod pachę i zaniósł mnie, gdzie chciał. Tak rozpoczęło się kilka dni, które stały się dla mnie piekłem. Byłam bita i wyzywana, bo nie chciałam go nazywać ojcem. Bardzo szybko przekonałam się, że mam przed sobą osobę chorą psychicznie z urojeniami, w których odgrywałam rolę jego nieposłusznej córki.

Próbowałam z nim rozmawiać i tłumaczyć, że przecież zawsze mieszkałam z Heleną i Marianem, i że to są moi rodzice. Wściekły odpowiedział kolejnymi urojeniami, wedle których przebywałam w „burdelu” i że byłam „kurwą”, bo nie chciałam potwierdzić jego słów. I że jego mieszkanie jest moim prawdziwym domem. Podając się za mojego jak najbardziej biologicznego ojca, jednocześnie powiedział mi, że mam wyjść za jego syna. Oczywiście, że nie chciałam. Fakt, że mój porywacz

Ten człowiek i jego dzieci prześladują mnie do tej pory. Te dzieci to Roman i Anna. Nie mam z nimi nic wspólnego i chcę mieć z nimi nic wspólnego. Ich przyjaciółka Renata, która jest tak samo chora, jak oni, nie jest ze mną spokrewniona. Niestety badacze wiedzą, że większość schizofreników się nie leczy i że w każdej podstawówce są chore psychicznie dzieci, które doprowadzają do zaszczucia swoich kolegów czy koleżanek. To spotkało także mnie po tym porwaniu, bo niestety dzieci porywacza znały mnie ze szkoły. Tam mnie też widział mój porywacz.

W mieszkaniu porywacza byłam więziona parę dni i torturowana psychicznie i fizycznie, dostawałam lanie kijem, który trzymał przy drzwiach. Bardzo szybko zorientowałam się, że nie mam możliwości porozumienia. Sytuacja eskalowała tak szybko, że bałam się, że mnie zabije, jeśli nie zacznę z nim pogrywać. Zaczęłam mówić to, co chciał usłyszeć, dzięki czemu uzyskałam możliwość chodzenia swobodnie po mieszkaniu, a mój porywacz wyszedł z mieszkania, zostały tylko jego chore psychicznie dzieci.

Jako osoba dorosła dowiedziałam się z podręczników, że osoby, które zostały jak ja porwane przez wariata, są zabijane w ciągu tygodnia, bo nie chcą się dostosować. Małe dzieci dają się przerobić i wchodzą w nową rodzinę w takiej sytuacji, ale ja bym do końca mu zaprzeczała, gdyby nie to, że wyczułam realną groźbę śmierci. Gdy opisywałam później tę sytuację policyjnemu profilarowi na posterunku, usłyszałam, że powinnam zostać profilerem i studiować psychologię, bo już jako dziecko wszystko dobrze zrozumiałam. Wtedy postanowiłam to zrobić. I nawet jeśli straciłam później pamięć po zaszczuciu w szkole to znajomy moich rodziców, profesor psychiatra, jedyna osoba, która może nazywać się „moim psychiatrą”, o tym pamiętał i mną odpowiednio kierował, dzięki niemu zaczęłam równolegle drugie studia.

Dzięki kłamstwom zyskałam trochę wolności i udało mi się wyślizgnąć z mieszkania. Wzięłam za sobą kij, którym mnie bito. Bałam się zjechać windą, bo uważałam ją za pułapkę, bo wyjść z niej mogłam wprost na powracającego porywacza. Zbiegając po schodach usłyszałam, że ktoś rzeczywiście wsiadł do windy. Biegłam bardzo szybko po wydostaniu się z budynku. Gdy tylko zobaczyłam budkę telefoniczną, zabarykadowałam się w niej, blokując drzwi kijem. Wykręciłam numer 997 – na całe szczęście telefon policyjny tak samo jak dzisiaj był darmowy i można było z takimi numerami rozmawiać za darmo. Podałam numer budki telefonicznej i że nie wiem, gdzie jestem. Poprosiłam o przysłanie radiowozu po mnie, bo zostałam porwana i byłam więziona. Po jakimś czasie przyjechał radiowóz i zostałam zgodnie z życzeniem zawieziona na komisariat, który znajdował się blisko mojego mieszkania na Puławskiej. Stamtąd odebrali mnie moi prawdziwi rodzice. Tata był przerażony, że spotkało mnie to, co jego we Francji – czyli przyczepili się do mnie schizofrenicy, którzy od tamtej pory zaszczuwali mnie swoimi urojeniami i niszczyli życie.

Jedyne, co mogę zrobić, to przed nimi ostrzegać. Przy czym proszę pamiętać o jednym. Enablerzy, którzy łamią prawo – a wiele takich postaci zaplątało się w tę historię, to nie tylko Ryszard i Barbara – idą z reguły do więzienia, wiedzę o tym profilerzy, wiedzą o tym agenci i policjanci.

Nie opłaca się

Jeszcze przed pandemią rozmawiałam z pewnym Rosjaninem o potencjalnym rozbiorze Ukrainy. (Oczywiście, że przekazałam, co mi powiedział, Policji, która takie rzeczy przesyła, jak już wcześniej wspomniałam, gdzie trzeba.) Z jakiś powodów mówiący perfekt po polsku Rosjanin uważał, że jest to pomysł, który powinien podobać się Polakom. Miałam przeciwne zdanie. Nie przemówiły do mnie żadne z jego argumentów. Uważam, że toczenie wojen o zasoby jest nielogiczne. Bardziej opłaca się kupować zboże od Ukrainy, ale możliwe że przemawia przeze mnie niezrealizowana bizneswomen, a nie żołnierz.

Nie trafia do mnie argument o ukraińskiej żyznej ziemi. Prowadzenie o nią wojen jest czymś strasznym i bezzasadnym ekonomicznie. Wojny są destrukcyjne dla rolnictwa. Nie tylko giną plony, które mogłyby zostać zebrane, ale też zabijani są rolnicy, którzy stają się żołnierzami. Latami pola pozostają niezasiane i zwiększa się na nich liczba niewybuchów lub niebezpiecznych odpadów wojennych, które zatruwają ziemię. Nawet po nastaniu pokoju produkcja rolna nie wraca do wcześniejszego poziomu. Dodajmy do tego partyzantkę oraz niepokoje społeczne, które byłyby pewne po zaprowadzeniu rosyjskiej władzy na danym terenie. Nie jest to coś, co jest pożądane. Niewolnicy są też kiepskimi pracownikami.

Wojna dla biznesu jest czymś katastroficznym.

Wojna o zasoby jest czymś zrozumiałym dla żołnierzy, ale nie dla innych ludzi. Nie da się podbić całej planety, a różne potrzebne zasoby są do znalezienia w różnych częściach świata i żyzna ziemia jest z nich najmniej ważna, bo i tak współczesne intensywne rolnictwo opiera się na sztucznych nawozach i bez nich ziemia zostaje bardzo szybko wyjałowiona. Nawet najczarniejszy czarnoziem chuj strzeli bez nawozów. Płodozmian nie wystarczy.

Lepsza od wojny jest zawsze współpraca.

Współczesny przemysł ma kopalnie na całym świecie i za niewielkie pieniądze kupuje zasoby krajów o wiele biedniejszych. Produkcja też odbywa się w krajach trzeciego świata i kosztuje o wiele mniej niż w macierzystym oddziale firmy. Dla międzynarodowych korporacji, które często dysponują budżetem porównywalnym z budżetem małych państw, wojny też są niepotrzebne. Nie chcą porzucać swoich kopalń czy personelu w krajach zagrożonych wojną. Z tym, że Ukraina to nie jest zdestabilizowany kraj trzeciego świat i toczy wojnę obronną. A wojny obronne to coś, co jest zgodne z filozofią wojenną Polski. Nie mamy prawa toczyć wojny innej niż obronna. Zachęcanie Polaków do rozbioru Ukrainy, czym żyła jakiś czas temu część PiSu, jest czymś, co zawsze będzie skazane na niepowodzenie. Ja w takich planach widziałam odnowienie układu na wzór paktu Ribbentrop-Mołotow, przy czym nam przypadłaby rola Niemców. Nigdy nie chciałam, aby Trzecia Wojna Światowa zaczęła się w taki sposób. Znajomy Rosjanin stwierdził, że i tak czeka nas wojna tej skali. Że tego nie unikniemy. Przygotujmy się na najgorsze.

A mojemu znajomemu Rosjaninowi mogę powiedzieć tylko jedno – nie zmieniłam zdania i nie ma znaczenia indoktrynacja, jakiej przez chwilę podlegałam. Wojna się zawsze nie opłaca.

Renata i GRU

Tak się składa, że od podstawówki mam na karku schizofreników, którzy rozpowiadają masę bzdur na mój temat. Oprócz Romana, który ma urojenia, że jest moim mężem, groźną dla mnie wariatką jest Renata. Wbrew temu, co mówi, nie jest moją siostrą cioteczną, nasze pokrewieństwo to coś z jej urojeń.

Inne jej urojenie głosi, że chcę podjąć współpracę z GRU. W pewnym momencie zorientowałam się, że rozgłosiła to tak skutecznie, że dowiedziała się o tym Barbara, która bardzo zawsze chciała być politykiem i od podstawówki chce się mną „opiekować”, bo uwierzyła, że rozmawia z ludźmi z mojej rodziny i że potrzebuję jako osoba „zagrożona prostytucją” takiej „opieki”, która polegała na praniu mózgu i doprowadzania do takiego stanu, że traciłam pamięć i zaczynałam mówić takie rzeczy, że zgadzały się z urojeniami schizofreników. Z całą odpowiedzialnością muszę stwierdzić, że działania moich znajomych schizofreników oraz ich enablerów jak Barbara i Ryszard są o o wiele groźniejsze niż cokolwiek, co może spotkać na przykład psychologa współpracującego z wywiadem. Przy czym oczywiście i schizofrenicy, i wywiad potrafią ludzi zniszczyć, aby ich zmusić do współpracy. I moja opinia jest taka, że schizofrenicy są groźniejsi, bo agentów obcego wywiadu można deportować z zakazem wjazdu do kraju. Ze schizofrenikami nic się nie zrobi, bo chroni ich prawo, jako „chorych”.

Przy czym muszę zaznaczyć, że enablerzy są o wiele groźniejsi od samych schizofreników, bo używają swoich kontaktów oraz racjonalizują wszystko, co im powiedzą schizofrenicy. Do tego są o wiele bardziej wiarygodni niż schizofrenicy na przykład dla Policji. Enabler chroniący schizofrenika jest w stanie dotrzeć i działać w środowisku, w którym schizofrenik jest już skompromitowany oraz ręczyć za prawdomówność schizofrenika, bo wierzy już od dekad w jego słowa.

Wyrosłam w świecie, gdzie co krok niszczą mnie schizofrenicy oraz ich enablerzy. Już jako bardzo małe dziecko zwiedzałam poligon, bo mój wujek jest lekarzem wojskowym i czułam się tam bezpieczniejsza niż wśród głupich nauczycielek, które uwierzyły Renacie, że jestem „chora psychicznie” (bo nie potwierdzam słów schizofreników), czy że jestem (jak twierdzą schizofrenicy) „byłą prostytutką”.

Nie czuję się bezpiecznie w świecie, gdzie chora psychicznie Renata rozpowiada, że mój dziadek był Rosjaninem, a ja sama marzę, aby współpracować z GRU. Takie jej urojenia nie byłyby groźne, gdyby nie fakt, że od dzieciństwa zna Barbarę, która z dużym przekonaniem i jeszcze większą głupotą postanowiła zostać politykiem. Baba wybiera taką karierę, chociaż całkowicie nie potrafi przyjąć do wiadomości, że kontakty z obcymi dyplomatami należy zgłaszać służbom (i mam na myśli wywiad, a nie służących – jeżeli ktoś jest „w służbach” to nie znaczy, że jest pokojówką). Od samej Barbary usłyszałam, że przyjaźni się z rosyjskim attaché wojskowym, któremu bardzo lubiła przekazywać plotki. Nie dziwcie się więc, że GRU postanowiło dokonać próby rekrutacji waszej miłej autorki bloga. Przy czym agenci Rosji nie chcieli przyjąć do wiadomości, że wszystkie ich informacje na mój temat są błędne.

No cóż przyjaciele Barbary dostali już zakaz wjazdu na teren Polski. A ja nadal nie jestem agentką obcego wywiadu. I nie zmienię na ten temat zdania, więc bardzo proszę, aby obce agencje się ode mnie odwaliły.

GRU

Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, jakie to absurdalne, ale miałam propozycję współpracy z obcym wywiadem. I to powtórną, bo już mnie coś takiego spotkało na początku lat dziewięćdziesiątych.

Podejrzewam, że stoi za tym Roman i jego opowieści o tym, że jestem „byłą prostytutką”. Jak usłyszałam, „pan z ambasady” chciał mnie komuś przedstawić i potem mówić, co mam robić. Bo podobno „ktoś ważny mi się przyglądał.” Niejeden wywiad podsuwał ludziom, których chciał urobić, różne inteligentne, a bardzo bezpruderyjne panie, więc pewnie „pan z ambasady” uznał, że chętnie tak dorobię. Obiecywał spory zarobek. Byłam przekonywana o celowości włączenia Polski w wojnę z Ukrainą na wiele lat zanim Rosja zaatakowała naszego wschodnego sąsiada. Usłyszałam też więcej rosyjskiej indoktrynacji.

Bardzo nie chciałam kariery Maty Hari. Oczywiście, że poinformowałam wywiad, dzwoniąc na numer 112 i streściłam naszą rozmowę, a także gdzie się dokładnie odbyła – w wielu miejscach są kamery. Dyspozytor pod tym numerem przekazuje informacje, gdzie trzeba. Innym nagabywanym przez obcy wywiad zalecam podobne postępowanie. Nie dajcie się nigdy.

I nawet jeśli ktoś przedstawia się jako nasz wywiad lub wywiad zaprzyjaźnionego kraju, też warto poinformować służby, wykorzystując Policję. Zasada jest taka, że wywiad zawsze przedstawia się jako ktoś inny. Pan z GRU w pewnym momencie mi wmawiał, że jest z krajów arabskich. Warto ciągnąć za język i dowiedzieć się, ile tylko się da i donieść jak najszybciej.

Zgłaszajcie wszystkie takie akcje i czekajcie, co się będzie działo. Jeśli trzeba, dostaniecie instrukcje, co robić i szpiedzy zostaną bardzo szybko wyłapani, a ludzie z poszportami dyplomatycznymi zostaną uznani za personae non gratae. Warto tak robić, nawet jeśli zaczną ściemniać, że są tylko docipnisiami, bo dowcipnisie zawsze powinni dostać po nosie. To jest jak z krzykiem „Bomba!” na lotnisku – takie żarty mają bardzo złe konsekwencje dla żartownisiów.

A mój rekruter wyleciał z Polski na zawsze, jak się dowiedziałam.

O tym jak Nycz mnie uleczył…

Czyli w ogóle. Bo tylko mnie zniszczył.

Zacznijmy od tego, że Nycz – jak to zwykle robią ludzie Kościoła – postanowił zająć się sprawą „pokutującej grzesznicy”, jak mu przedstawiła mnie schizofreniczka Renata. Pisałam już o tym, jakie miejsce w Kościele zajmują schizofrenicy – czyli są wykorzystywani, zniechęcani do leczenia oraz przerabiani na świętych, którzy mają swoją rolę w kościelnym biznesie i gusłach.

Nycz jest człowiekiem, który nęka mnie od podstawówki, bo uwierzył schizofrenikom, że jestem „kurwą” i postanowił mnie wykorzystać, bo schizofreniczki i Barbara opowiedziału mu o jakimś moim „cudownym nawróceniu” czy też „cudownym wyleczeniu z alkoholizmu”. A zaczął mnie nękać, gdy nawet jeszcze nie miałam dzięwieciu lat. Zaznaczę, że Roman, Renata oraz Anna są ode mnie znacznie starsi, tylko rzeczywiście te kurwy wydają masę pieniędzy na zachowanie urody. Ja nie.

Nycz autentycznie poddała mnie terrorowi i praniu mózgu, aby zmusić mnie do pójścia – jego zdaniem ponownie – do klasztoru. Moje prostesty nie zdały się na nic, swoje metody nazywał „uświęconymi tradycją metodami Kościoła”.

Z całą odpowiedzialnością za słowa powiem, co o tych metodach myślę. To są metody al-Kaidy, to są metody sekt. Tylko sekty i terroryści uważają, że im wolno niszczyć w taki sposób ludzką psychikę. Rozumiem lęk osób religijnych, gdy się mówi, że ktoś jest ateistą i ich związaną z tym agresję, bo wiem, że zostali w podobny sposób zastraszeni i nauczeni religijności, więc to niosą dalej. Tak się składa, że psychoterapeuci wiedzą, że księża potrafią człowieka zakatować aż umrze z wyczerpania podczas egzorcyzmów, bo ten nie potwierdza słów „świętej”, które podobno pochodzą od Boga, który odkrywa przed „świętą” coś, czego nie mogła wiedzieć. Oczywiście taka „święta” (czyli schizofreniczka) bredzi trzy po trzy – jak Renata o mnie czy kimkolwiek innym – ale to nie zniechęca katolickiego księdza, bo wie lepiej i uważa że ma prawo zastąpić Policję i wyroki sądów.

Nycz jest osobą, która – kierując się słowami wariatów z mojej podstawówki oraz swoimi metodami – postanowił zrobić mi pranie mózgu wmawiając fałszywe wersje różnych wydarzeń. Doznałam fenomenu, który psycholodzy nazywają fałszywymi wspomnieniami. Zrobił to anby mnie zniszczyć i postawić na swoim. Psychoterapeuci spotykają wiele takich osób, których kościelne metody „psychoterapii” wykończyły psychicznie i zrobiły z nich wraki ludzi, których życie i wolna wola zdaniem Kościoła było nic nie warte w staciu z samowolą kościelnego durnia.

Nie życzę sobie, aby taki kościelny psychopata mówił mi, że moje życie jest nic nie warte i że mam zabić. Nie życzę sobie przechodzić przez kolejne fale fałszych wspomnień, które ten psychopata mi wbił do głowy terrorem i swoją nikczemnością, bo chciał, aby potwierdziła urojenia jego schizofreniczek (aka „świętych”). Zaatakował kobietę, która lata temu przez pobicie psychola, którego nienawidzi od dziecka, straciła ciążę, z której cieszyła jak nikt inny. Dowiedziałam się też od Nycza, że „cieszy się, że straciłam tę ciążę, bo była gangstera.”

Żądam wyrzucenia tego skurwysyna i jego schizofreników z fandomu. Nie powinien ten skurwysyn mi wmawiać, że usunęłam ciąże tak zaawandowaną, że było widać przez powłoki główkę poruszającego się dziecka. Torturował mnie psychicznie w ten sposób z dużym zadowoleniem z siebie. Twierdził, że „mam się do tego w końcu przyznać.” Miałam też „przyznać się do prostytucji”, bo wszystkie moje koleżanki „już wiedzą”. Czyli wiem już, kto odpowiada za problemy w pracy kilku moich znajomych. Kościelni debile oraz schizofrenicy. Nie zamierzam kłamać, aby kilku debili mogła zachować pracę. To Nycz nie powinien mnie pomawiać i nakłaniać innych do zaszczuwania mnie.

Jeśli chcecie wiedzieć, co powoduje amnezję z przyczyn psychologicznych to właśnie takie akcje Kościoła sprzymierzonego ze schizofrneikami. Myślę, że świat czekał na taką wpadkę Kościoła. Czas ich wygonić z cywilizowanego świata.

Żądam zemsty i krwi, bo ten psychopata niszczy mnie tak od dziecka i nie było mądrego, który by mu wytłumaczył kim jestem i co się stało z moim życiem. Nycz, Barbara i jeszcze kilka osób zniszczyli mi cale aktywne życie – od podstawówki do chwili obecnej. W swoim miejscu pracy wpadłam w taką pułapkę, że mogłam się wydostać, więc Nycz zniszczył mnie jak nigdy wcześniej, odbierająć mi ostatnie szanse na medale oraz założenie rodziny. Nie mam dzieci, nie mam rodziny. Jest to wina Nycza oraz inncyh osób z Avangardy.

Opowieść o tym, jak matka Michała straciła życie podobno nie jest prawdą, ale pochodzi z pranie mózgu oraz inscenizacji, w które wiele osób zostało wciągniętych. Miało mi to podobno uzmysłowić jak absurdalne są moje obiekcje picia wina domowego.

Odpowiem tak – chuj wam w dupę! Nie wezmę od Krystyny nic, żadnego wina, bo jej, kurwa, nie lubię i wiem, że jest złodziejką i psychopatką. Ma ta zdzira w końcu wyjść za Romana. Weźcie go za rękę i zaprowadźcie do USC. Nie potrzebucie odwiedzać żadnego innego urzędu. Zobaczycie, że w końcu Kryśka dopnie swego, ale mojego majątku i tytułu ta „kurwa” Romana nie dostanie. Zobaczycie, że nigdy jej nie przeszkadzałam, tylko Roman nie śpieszył się do ożenku z Krystyną.

To, co mnie spotkało, to typowy numer Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Zaatakują każdego, kogo będą mogli, jeśli wydaje im się, że mogą zrobić to bezkarnie.

Nie wezmę od Krystyny żadnego wina. I mam nadzieję, że inni ludzie też nie wezmą. Ta idiotka przyjaźni się z takimi schizofrenikami, że radzę nic od niej nie brać.

I na dowód moja apostazja oraz zaświadczenie o stanie cywilnym. Ze szczególnym brakiem pozdrowień dla Nycza oraz Barbary. Którzy tak zapamiętali się w niszczeniu mnie, że zniszczyli mi całe aktywne życie, bo już jestem ktok od emerytury.

I „przepraszam” nie wystarczy. Chcę anihilacji Kościoła oraz Avangardy. Polska to kraj skurwysynów. Będę się już cieszyć tylko myślą o zemście.

Screenshot

Chuj bombki strzelił

Wina za moje zniszczone przez schizofreników życie spoczywa w dużej mierze na barkach nieżyjącej już matki Michała, której nic nigdy się nie dawało wytłumaczyć. Jego rodzice i moi znali się od naszego dzieciństwa, poznali się w czasie przesłuchania do roli. Chodziłam wcześniej na kursy aktorstwa dla dzieci, moi rodzice w ten sposób spełnili wolę dziadka, którą wyraził przed śmiercią. Miałam zostać aktorką.

Moje koleżeństwo z podstawówki to gang schizofreników, którzy rozpowiadali już wtedy swoje urojenia na mój temat. Wcale nie byłam prostytutką, to oni w swojej schizofrenii organizowali swoje napady na mnie i próby zmuszenia mnie do prostytucji, aby udowodnić prawdziwość swoich urojeń. Przy czym opowiadali, jak to mnie „ratują”. Z perspektywy starego schizofrenika, który miał urojenia, że jest moim ojcem, pewnie to tak wyglądało. Ale tylko z jego perspektywy. Jego tępym, zjebanym enablerom nie dziękuję.

Matka Michała pokochała ten gang, zupełnie nie zdająć sobie sprawy, co robią o mnie i co robią za moimi plecami. Przed nią udawali najlepszych przyjaciół, swoje winy zwalając na inne osoby. Nie miała świadomości, jak groźny jest ojciec Romana z jego urojeniami na mój temat. Ten człowiek nie jest moim ojcem, a jego syn Roman nie jest mężem. (Przy okazji, nie przedstawię Krystynie nikogo z moich znajomych czy rodziny, ma za niego kurwa w końcu wyjść i zobaczyć na własnej skórze, jaki to czlowiek. Nie chcę jej w swoim otoczeniu, nie po tym co mnie spotkało i co spotkało już nieżyjących moich przyjaciół, a schizofrenicy nie kryli swojego udziału w ich śmierci.)

To rodzina Romana dwa razy porywała mnie z ulicy, nie do burdelu, ale do swojego mieszkania, przekonując mnie, że tam mieszkałam od lat, albo oskarżając, że jestem prostytutką, bo potwierdzam ich urojeń.

Gdy prostetowałam przeciw utrzymywaniu znajomości z tą rodziną schizofreników, zostałam przez matką Michała pary razy zakatowana psychicznie, bo uwierzyła im, że „uratowali mnie przed jakimiś gangsterami” i oczekiwała, że będę wdzięczna i że będę się z nimi przyjaźnić – podczas, gdy tylko schizofrenicy stanowi dla mnie zagrożenia. Nie będę nigdy tym psycholom wdzięczna. Zakatowali mnie w podstawówce, zakatowali mnie wiele razy po tym.

Nie będę wdzięczna jakimkolwiek ani im ani ich enablerom. Mają trafić w końcu przed sąd i się ode mnie dopierdolić. Te osoby nigdy nie miały prawa mnie nigdy kontrolować. Mam być przed nimi chroniona i tylko przed nimi, nawet gdyby mieli się tu pojawić norwescy marines.

Nigdy nie zaufam polskim bankom i ludzie śledzący tę sprawę, wiedzą dlaczego. Zostałam okradziona z takiej kasy, jaka dla większości ludzi jest niewyobrażalna. Polska złamała w tej sprawie wszystkie prawa człowieka.

Ukradziono mi życie, które miało być bajką. Mówiłam zawsze prawdę. Ale ludzie postanowili wierzyć tylko kurwom schizofreniczkom z mojej podstawówki. A skurwysyn Andrzej ma się ode mnie odpierdolić. Nigdy mi w życiu nigdy nie pomógł. Niech się dziwi, że podobnie jak w przypadku Krystyny, nikt ze Stanów nie chce z nim rozmawiać. Znają sprawę sprawę ode mnie, a nie od wariata i wiedzą, jak wygląda rzeczywistość. Już wszystkie wasze pomówienia zostały ujawnione. Ani ja ani moja mama nie byłyśmy „prostytutkami”. Nigdy nie byłam w burdelu, ale może Krysia znajdzie sobie tam miejsce, bo zachowuje się jak kurwa, która próbuje walczyć o mężczyznę, opluwając i niszcząc „konkurentką” kłamstwami – chociaż tutaj nie ma żadnej konkurentki i mam nadzieję, że w końcu się pobierze z Romanem, bo o tym marzy od dziecka, chcę, aby spełniła swoje marzenia. Jakby co, został jej już tylko Roman. Facet planuje karierę polityczną, tylko nie dostał pozytywnego clearingu, ale podobno w Bierdonce się dobrze zarabia. Razem jakoś dadzą radę. Tylko musi się Kryśka pogodzić z tym, że nie ma podstaw, aby nazywała się „księżną”. Życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Wiem, że o nie o takie wyznania na moim blogu schizofrenicy zabiegali, ale nie będę dla nich kłamać i mam tylko nadzieję, że mnie nie zabiją za zaprzeczanie ich urojeniom, które uważąją „za prawdę” i swoje prawdziwe wspomnienia, o które walczą na śmierć i życie, zaszczuwając kolejne ofiary, które im pokazały, że znają wersję mojej rodziny, która przeszła zbyt dużo.

Z polskim fandomem nie będę rozmawiać inaczej niż w Sądzie Cywilnym, bo jak widać pisowska część fandomu zawaliła to „śledztwo”, do którego prowadzenia zresztą nie mieli uprawnień. Nie wyjdzie im na zdrowie wyręczanie Policji oraz sądów, czy też organizowanie linczów w mojej pracy.

A matkę Michała dopadła karma i zginęła z rąk schizofrenika, wypijając zatrute wino. Zawsze mówiłam, że nie lubię domowego wina, szczególnie takiego, które przechowuje Roman. Schizofrenik zabił ją, bo wysłała mój przekazany jej email. Zamiast zachować wszystko dla siebie, chciała „dać im możliwość odpowiedzi”. No to ją dostała. A miała moje ostrzeżenie w tym emailu i złekceważyła słowa kogoś, kto na temat schizofreników przeczytał chyba wszystkie pozycje z literatury przedmiotu w języku polskim i angielskim oprócz dawkowania leków, to już zostawiam psychiatrom). Schizofrenicy naprawdę zabijają, gdy podważy się ich urojenia, szczególnie te, które nie są świeże. Po skrystalizowaniu urojeń, schizofrenik broni ich kłami i pazurami. A widać na moich dokumentach i zdjęciach, jak bardzo nieprawdziwe są ich przekonania. Naprawdę nie rozmawiajcie z nimi sami, tylko mówcie, ze was to nie interesuje. I że mnie nie znacie. Nie macie opinii. Nie warto ryzykować życia. Ludzie muszą znać to ostrzeżenie.

A nawet jeśli się mylę w jakimś stopniu, to jest to bliższe prawdy niż to, co o mnie kurwy z Avangardy opowiadają. I dla przypomnienia, moje zaświadczenie o stanie cywilnym. Dokumenty nie kłamią. Moje koleżeństwo z podstawówki oraz ich krewni kłamią. Stworzyli sobie gang schizofreników i świetnie żyli z kradzieży i wyłudzeń.

Screenshot

Zrzut mieszkania

Zdarzyło się, że kiedyś kilka osób mi się wprosiło do mieszkania, żeby zobaczyć „wariant” – bo tak się złożyło, że jedna z moich znanych im przyjaciółek odziedziczyła mieszkanie w bloku, który został wybudowany według takiego samego projektu. Już w windzie u niej miałam dziwne uczucie deja vu, które wzrosło, gdy wysiadłam z windy na tym samym piętrze…

Potem było jeszcze zabawniej.

Dla wątpiących poniżej zrzut mojego mieszkania.