Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Ubezwłasnowolnienie

Jak się okazało, zostałam nielegalnie decyzją polityczną ubezwłasnowolniona na początku lat dziewięćdziesiątych. Jest to dziwne, bo wygrałam proces w Sądzie Opiekuńczym i wszelkie rządania schizofrenika zostały odrzucone.

Przy czym schizofrenik Roman zachowywał się jak typowy schizofrenik – czyli wmawiał mi chorobę psychiczną, bo nie potwierdzałam jego urojeń. Dla psychologa klinicznego to codzienność i standardowe zachowanie, tak typowe, że aż nudne.

W Polsce Bezprawia i Niesprawiedliwości, jak się okazuje, decyzje sądów nie mają znaczenia. Schizofrenik uznał, że i tak będzie twierdził, że wygrał i że jako mój „mąż” mnie ubezwłasnowolnił i zaczął nielegalnie reprezentować. Samo to nie byłoby problemem, ale Barabara uznała, że będzie mus sekundować. Bo przecież „wie” od schizofreniczki Renaty, że moje zaświadczenie o stanie cywilnym nie jest moje. Moja mama też została przez nich określona wszędzie jako „chora psychicznie”.

Oczywiście, Roman nie miał żadnego dokumentu potwierdzającego jego wersję decyzji Sądu Opiekuńczego. Ale dla enablerów nie było to problemem, wszak „wiedzieli, jaka jest prawda”, bo siostry Romana im potwierdziły. Enablerzy Romana postanowili działać bez dokumentów, zamiast wysłać Romana po kolejną kopię decyzji, którą by łatwo uzyskał, ale nie chciał tego robić, bo wiedział, że przegrał w Sądzie. Taka przegrana nie jest problemem dla schizofrenika, wszak wie, że „powinno być inaczej”.

Decyzja Sądu, jaką dostała moja mama, znajduje się w archiwum policyjnym wraz z zaświadczeniem o moim zdrowiu psychicznych i przedstawionym w Sądzie zaświadczeniem o moim stanie psychicznym. Nigdy nie byłam ubezwłasnowolniona.

Pomimo tego, że wygrałam w Sądzie, enablerzy doprowadzili do tego, że prominentny polityk zaręczył bankowi, że musi słuchać Romana i go zrobiono w ten sposób osobą decyzjną w sprawie mojego majątku. Przypomnę – mieszkanie kupiłam w towarzystwie ówczesnego narzeczonego, który został potem zabity. Pieniądze miałam z nagrania z nim piosenki Kokomo. Była to „nasza” piosenka z filmu, w czasie którego mi się oświadczył. Pieniądze, które potem wpływały na konto, pochodziły i pochodzą ze spadku po moim norweskich narzeczonym. Nigdy nie nie należały do Romana.

Próbowałyśmy z mamą coś zrozumieć z tej sytuacji, ale nie potrafiłyśmy. Okazało się, że obcy facet jest upoważniony do decydowania o moim koncie i nie mogę wyprosić nielegalnych mieszkańców z mojego mieszkania. Nie byłyśmy w stanie wypłacić jakichkolwiek pieniędzy. Była to tragedia, bo mama potrzebowała potem pieniędzy na prywatną operację oczu. Nie wiem, dlaczego miałabym osobę, której nawet nie pamiętałam (prześladujących schizofreników się wypiera) prosić o moje pieniądze. Bardzo mi przykro, że w tej sytuacji nikt nam nie pomógł, chociaż prosiłam różne osoby, które byłe mi winne przysługi o pomoc. Nie taką miałam z nimi umowę.

Zostałam potem zaszczuta do wystąpienia amnezji, która praktycznie dopiero teraz ustępuje. Przeżyłam chwilową poprawę, dzięki której udało mi się przesłać informację o tym, co się dzieje, jednemu z moich byłych, z którym się związałam zaraz po śmierci narzeczonego. Nocowałam u niego zaraz po pogrzebie. Jest to też Norweg. Dzięki jego interwencji udało się znacznie ograniczyć wysokość przelewu z Norwegii do poziomu, który wystarcza do utrzymania mojego mieszkania, którego wszystkie koszty są spłacane poleceniem zapłaty. Bank płaci sam na podstawie rachunków z firm.

Nie jestem w stanie odzyskać kontroli nam moim kontem, nie potrafię też usunąc nielegalnych lokatorów z mojego mieszkania. Zniszczono mi całe życie pod dyktando groźnego schizofrenika. Nie dziwcie się, że dla mnie i moich norweskich krewnych Polska niewiele różni się od Somalii. Żadne prawo tu nie obowiązuje.

Edit: Przypomniałam sobie, że schizofrenik przyznał się do fałszerstwa. Szkoda, że Policja nie przeprowadziła prawidłowego śledztwa i nie naprawiła sytuacji, bo posiada prawidłowe dokumenty. A jeśli Policja zgubiła coś w swoim archiwum, to z całą pewnością detektyw może uzyskać kopie z archiwum Sądu Opiekuńczego. Fałszowanie dokumentów jest też czymś, co jest na liście typowych zagrań nieleczących się schizofreników, którzy koniecznie muszą udowodnić, że ich urojenia są prawdą.

Cała sprawa jest popisem takiego dyletanctwa i chujozy ze strony osób, które powinny mi pomóc, że spodziewam się porządnego audytu i wyciągnięcia konsekwencji wobec wszystkich winnych, także na Policji. Mam zamiar tępić wszystkie osoby, które mi nie pomogły. Nie jesteście moimi przyjaciółmi.

Dla przypomnienia (to NAPRAWDĘ mój dokument, a nie urojonej przyjaciółki Renaty, która ma być tą „prawdziwą Małgorzatą”, którą zna tylko Renata):

Screenshot

Arystokracja

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że nie jestem arystokratką. Biorąc pod uwagę, że arystokracja to osoby, które mają na drzewach genealogicznych rodzinę królewską, to jestem. Mój pradziadek był bratem norweskiego króla. Naprawdę nie jestem wiejską kurwą, to zajęcie zostawiam pannie Ch.

Znudziło mi się już tłumaczyć, skąd nazwisko Wieczorek. Moja babcia ze strony ojca zakochała się w Wieczorku. Wieszała się, gdy mój pradziadek nie dał zgody na ślub. Na całe szczęście była drobna i lekka, więc służba zdołała ją odciąć na czas. Zagroziła, że spróbuje się jeszcze raz zabić. Dopiero wtedy powiedziała ojcu o ciąży. Moja babcia i dziadek mieli liczne dzieci, bo się bardzo kochali. Przenieśli się do Francji, gdy mój Tata, który był najstarszy, miał rok. Tylko mój Tata wrócił do Polski, bo już miał dosyć prześladującej go schizofreniczki, która twierdziła, że jest jego żoną.

Wcześniej dziadek dostał polecenie zerwania więzów ze swoją rodziną, bo wchodził do arystokracji i został podnieniony do rangi szlachcica. Dlatego mówię, że nia mam krewnych o nazwisku Wieczorek w Polsce.

Wielu moich krewnych z Rodziny Norweskiej mieszka na całym świecie incognito i cyklicznie miewamy problemy z prześladującymi nas wariatami. Wariaci doprowadzili mojego Tatę do bankructwa we Francji. Mnie ukradli miliony oraz moją reputację. Moje ukochane mieszkanie też mi ukradli. Ukradziono mi też notesy z telefonami, a po odcięciu mnie od wszystkich i skłóceniu ze znajomymi, schizofrenicy zaczęli mnie wszędzie „reprezentować”, niszcząc mnie oraz moje interesy.

Żaden hrabia nie może uważać się za arystokrację, bo nie są spokrewnieni z jakąkolwiek rodziną królewską. Nie takie tytuły są przeznaczone dla ludzi z rodzin królewskich oraz dalszych krewnych. Bardzo proszę, aby panny Ch. nie nazywać „arystokratką”, bo nie jest nawet szlachcianką. Po szczegóły zapraszam do Klubu Szlacheckiego. Wyjaśnią, kto się wkurwił poza moimi najbliższymi krewnymi.

Rodzina królewska kreśli swoje drzewo genealogiczne do prawnuków rodzeństwa Króla. A Roman nie jest Mountbatten-Widsor. Nadal się śmieję z naiwności osób, które wierzą, że ten schizofrenik posiada taki książęcy tytuł.

Sąd Opiekuńczy

Jakoś tak na początku lat dziewięćdziesiątych gang schizofreników z mojej podstawówki, doktor B. oraz Barbara postanowili mnie sądownie ubezwłasnowolnić. Sromotnie przegrali. Roman mi powiedział, że Barbara kłamie na temat wyniku posiedzenia, bo „uważa, że powinno tak być”, że zostałam wtedy ubezwłasnowolniona, bo jej zdaniem „sfałszowałam dokumenty”. Żaden dokument, jakim dysponuję nie został sfałszowany.

Reprezentowała mnie wtedy moja mama, lekarz neurolog, która poprosiła Policję o przygotowanie materiałów na temat osób, które mnie prześladowały. Miała też ze sobą moje zaświadczenie o stanie cywilnym z 1990 roku. Składałyśmy liczne skargi i dostarczałyśmy dokumenty, które świadczyły, że jestem niesłusznie zaszczuwana przez schizofrenika, który nigdy nie powinien mieć aż tylu enablerów i nigdy nie był moim mężem. Ja byłam wykończona psychicznie i zastraszona, dlatego nie pojawiłam się w Sądzie. Nikt nie chciał mi dodawać stresów.

Nikt nie ma prawa mi wmawiać, że wtedy przegrałam i zostałam ubezwłasnowolniona. To nie jest prawda, że nie zgodziłam się z wyrokiem Sądu. Nie było takiego wyroku. Wiem, że sama amnezja nie wystarczy, aby kogoś ubezwłasnowolnić, bo człowiek pozostaje racjonalny nawet przy braku pamięci. Ucieka przed osobami, które go skrzywdziły. Bardzo często jest za amnezję odpowiedzialny schizofrenik, który chce kontrolować życie swojej ofiary właśnie przez ubezwłasnowolnienie jej. Ofiara jest oskarżana o chorobę psychiczną, bo nie potwierdza urojeń schizofrenika.

Moi prześladowcy obiecali mi, że jeszcze raz zwrócą się do Sądu Opiekuńczego, aby mnie ubezwłasnowolnić. Chcą to zrobić, bo nie zamiarzam przepisać swojego mieszkania obcej osobie, jaką jest schizofrenik Roman. Moi prześladowcy uważają, że nie mam prawa do swoich pieniedzy w Norwegii. Te pieniądze też chcą mi ukraść. Rozumiem, że schizofrenicy są kleptomanami, ale są, kurwa, granice tego, do czego wolno im się posuwać. Roman nie jest moim mężem. Dzieci, które wskazuje jako swoje, to dzieci mojej siostry. Znają swojego ojca oraz swoją matkę. Nie ma tutaj żadnych pomyłek, ale bardzo chętnie poddamy się testom DNA w czasie procesu sądowego.

Schizofrenik Roman ukradł mi miliony, zniszczył życie osobiste i zawodowe, zniszczył zdrowie psychiczne i fizyczne. Ukradł mi wszystko, co było dla mnie ważne. Ale nie zostanie moim mężem. Nie ma prawa do niczego. Mieszkania są na mnie, bo są moją własnością. Konto jest na mnie, bo spływają na nie moje pieniądze.

Zakatowali mnie prawie na śmierć enablerzy Romana, szczególnie doktor B. oraz państwo Ch. z córką. Dołączały się do nich liczne inne osoby. Kilka razy podnosiłam się z maty. Jedyne, czego chcę od życia to zobaczyć, jak enablerzy Romana i jego sióstr dostają wyroki skazujące.

Mam nadzieję, że w końcu ludzie zaczną szanować prawdę i legalne dokumenty. A prawda wygląda, kurwa mać, tak:

Screenshot

Sielskie życie

Nie należy płakać nad Romanem. Ma sielskie życie. Nie płaci nic za mieszkanie, które jest utrzymywane z mojego konta, na które wpływają pieniądze przelewane z mojego norweskiego konta. Posiadam w Norwegii środki, które dostałam w ramach spadku po zabitym w Warszawie narzeczonym. Tak więc wszystko, co Roman zarobi, może wydawać na siebie. Dorośli ludzie wiedzą, jak spore sumy pochłania utrzymanie mieszkania. A on ze swoimi siostrami nie płaci mi nic za wynajem mieszkania. Uważam, że i tak mają za dobrze. Powini ci ludzie już dawno się leczyć.

Mówimy o mieszkaniu, przypomnijmy, które Roman z siotrami zajmuje nielegalnie. Przez jego urojenia, potraktowane zbyt poważnie przez kler, Avangardę oraz polityków, straciłam dostęp do konta w banku, który został zmuszony polityczną decyzją do przyjęcia sfałszowanego upoważnienia. Wszyscy byli przekonani, że Roman to faktycznie mój mąż, który powienien mieć dostęp do pieniędzy, które są jego, a tylko „przypadkiem” znajdują się na moim koncie. Zostałaśmy z moją mamą tak zakatowane, że nie mogłyśmy walczyć sądownie z tą decyzją. Doznałam tak silnych urazów psychicznych, że straciłam pamięć. A wariaci oraz ludzie, którzy byli opłacani z ukradzionych mi pieniędzy dbali o to, aby ten stan się utrzymał.

Na całe szczęście moi znajomi metale, gdy dowiedzieli się, że taką psychologiczną amnezję można pokonać, zaczęli mi pomagać i zaczęłam z niej wychodzić. Gdy tylko się dowiedziałam, że na moje konto spływają pieniądze, za które Roman udaje milionera, zaczęłam działać. Siły zła także, więc moja decyzja o cofnięciu upoważnienia została znowu przez wysokiego polityka unieważniona. Rozwiązałam to tak, że na moje konto, do którego nie mam dostępu, wpływa suma, która wystarcza do utrzymania mieszkania, ale nie do odgrywania osób z wyższej sfery finansowej.

Roman nie jest norweskim arystokratą, mój Tata był. Pieniądze nigdy nie należały do Romana. Nigdy nie byłam jego żoną. Nie chcę te geja, miałam innych adoratorów. Posiadam dokumenty, które świadczą, że nigdy nie wyszłam za mąż i te naprawdę należą do mnie, a nie do urojonej przyjaciółki Renaty. Naprawdę Avangarda i Opus Dei zniszczyły mi życie, pomagająć schizofrenikom oraz idiotom, którzy postanowili nic nie weryfikować. Nic nie mam wspólnego ze zniszczonym życiem Krystyny. Z mojego punktu widzenia sama je sobie zniszczyła.

Żyję za swoją pensję, przy czym sama płacę za mieszkanie, które zostawiła mi mama w spadku. To mnie spotkała wielka niesprawiedliwość, bo nie mam dostępu do swoich pieniędzy. To mnie ukradziono mieszkanie i przybywają w nim osoby, które są dla mnie obce, grzebiąc w moich prywatnych przedmiotach i niszcząc wszystko, co było dla mnie święte. Mam nadzieję, że nadal nie mogą dostać się do mojego sejfu, mam tam naprawdę poufne dokumenty, które nie powinny trafić w niepowołane ręce. Od czasu ukradzenia mi kluczy, ani razu nie byłam w tamtym mieszkaniu.

Nie życzę sobie żadnych nacisków na mnie, które mają zmusić mnie do „zwrócenia” Romanowi pieniędzy. Ma też z siostrami opuścić moje mieszkanie. Po dobroci.

Jeśli tego nie zrobi, czego go pozew cywilny. Mam nadzieję, że żaden z polityków nie wpływał na Sąd w tej kwestii, tak jak wpłynął na bank i Policję, której związano ręce. Bo jak tłumaczyć brak pomocy dla mnie i mojej mamy?

Polska ma mordę tępej kurwy z Opus Dei i morduje najzdolniejszych, bo rządzą schizofrenicy i zabobonne babska.

Ksiądz z Opus Dei

Od dzieciństwa mam na karku prześladującego mnie księdza z Opus Dei. Zacząło się od katechetki z czasów mojej podstawówki, która nie potrafiła sobie poradzić z moimi krytycznymi uwagami wobec „nauk” Kościoła. Podejrzewam, że była to wściekła lesba (nieakceptujące swojej orientacji lesbijki i geje w Kościele sprawiają problem od zawsze) wściekła się także dlatego, że nie chciałam być razem z nią w Kościele. Twierdziła, że piękne dzieci muszą iść do Kościoła, bo wtedy Bóg się cieszy, a ona wtedy będzie mogła mnie mieć „pod sobą” i pilnować mojego nowicjatu.

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, jaką bzdurą jest mi coś takiego proponować. Jestem ateistką, a także kryptoluteranką po pradziadku Norwegu. Stąd też nie do końca katolickie wychodzanie mnie jako dziecka.

Tępa suka, która uczyła mnie religii tak się na mnie wkurwiła, że wezwała na pomoc księdza z Opus Dei, który zaczął szukać kogoś, kto mu pomoże mnie „wychować”. Padło na idiotkę Barbarę oraz schizofreników z mojej podstawówki, z którymi nie mam nic wspólnego, a których schizofrenia została pokarniona przez psychopatę z Opus Dei.

Jak mi powiedział ten ksiądz, z reguły „obrażeni” katecheci wzywają kogoś takiego jak on na pomoc, a on rusza do szkoły, aby znaleźć sobie kogoś, kogo może wykorzystać przy zaszczuwaniu ofiary nienawiści kleru. Jak zwykle trafia na kogoś, kogo nazywa „świętymi” – czyli lokalnych schizofreników.

To ten ksiądz swoimi opowieściami o mnie zainspirował pedofilski napad na mnie ojca Romana i kilku osób. Przy czym to nadzorował. Patrzył, że rzeczywiście jego pomocnicy zmuszają mnie do ssania penisa. Był osobą, która szukała dla mnie „zastępczych rodziców” i wybrał, jak rozumiem schizofrenika ojca Romana oraz „kurwę” Barbarę. Nigdy nie rozmawiał z moimi prawdziwymi rodzicami, bo to nie interesowało.

Zawsze będę twierdzić, tak samo jak byłam dzieckiem, że nie ma niczego złego w antykoncepcji. Nie ma dzieci nie dlatego, że stosowałam antykoncepcję, ale dlatego, że ksiądz i Barbara zniszczyli mi swoimi kłamstwami i intrygami każdy związek. Nie zapominajmy też, że mój narzeczony, po którym odziedziczyłam majatek, który wariaci bezprawnie przejęli, został zabity w czasie warszawskiego konwentu i nadal go opłakuję.

Luteranie nie mają problemów z antykoncepcją i nie uważają, że antykoncepcja jest czymś, co stosują prostytutki. Nie zgadzam się z sugestią tego księdza, że nie mam dzieci, bo jestem karana za antykoncepcję i że mam za nią przepraszać Boga, idąc na służbę do Opus Dei. Nie musi mi tego ułatwiać, zaoferował, bo jestem poganką i już lata temu złożyłam formalną apostazję. Nie mam dzieci, bo ksiądz i Barbara swoimi złośliwymi plotkami i intrygami zniszczyli każdą moją szansę na założenia rodziny. Wiem, że ten ksiądz jest zadowolony, że nie mam dzieci, bo uważa, że takie osoby, jak ja niepowinny się rozmnażać, ale ja się z tym nigdy nie zgodzę. Takie osoby jak ten ksiądz w życiu nie powinny się wtrącać w wychowanie kogoś takiego jak ja.

Wiem, że ten sam ksiądz został wygoniony ze szkoły dzieci mojego byłego, Michała. Zwiazek z Michałem rozpadł mi się lata temu z powodu intryg kleru i zrobienia z niego kogoś na podobieństwo Patricii Hearst, nieświadomie wykonywał skrypt włożony mu do głowy przez tego terrorystę. Jego psycholog pomógł mu się z tym uporać. Mogę z cała odpowiedzialnością powiedzieć, że ten ksiądz zniszczył cały warszawski fandom.

Ksiądz pojawił się w szkole dzieci Michała, które po pradziadku Norwegu – jakby powiedział ksiądz z Opus Dei – są „zagrożone luteranizmem”. Podpuściłam je na tyle, że zaczęły przesłuchiwać katechetką. Oczywiście, że nie spodobało im się (Michał jest lekarzem pierwszego kontaktu) robienie ze schizofreników „świętych”, co pojawiło się przy omawianiu mitu o Abrahamie i Izaaku. Reagowały dokładnie tak samo jak ja w dzieciństwie. Mama tych dzieci jest ginekologiem, więc można się domyśleć, jakie mają zdanie na temat antykoncepcji. Okazało się to być takim zapalnym punktem, ze ponownie Opus Dei postanowiło jakieś dzieci „wychowywać”, bo są „zagrożone prostytucją” lub „zagrożone byciem w sekcie metali”. W opowieściach księdza Michał stał się oczywiście „gangsterem”, a jego żona „prostytutką”.

Takie rzeczy nie mogą dziać się w państwie prawa. Nie może być zgody, aby fanatycy religijni zasczuwali bez wyroku każdą osobę, która im sie narazi, przy poklasku współpracujących z nim polityków. Ksiądz tak samo jak w moim przypadku postanowił te dzieci zniszczyć i już przez całe życie pilnować, aby nie zaznały szczęścia, tylko pokutowały. Ksiądz został wywalony ze szkoły przez rodziców, którzy za moją radą wzięli dni wolne i na niego się zaczaili. Dzieci były w tak złym stanie, że wymagały psychoterapii oraz długiej rekonwalescencji po traumie, jaka je spotkała. Były między innymi zastraszane, że zostaną zgwałcone, jeśli nie „pójdą do Kościoła” i nie potwierdzą oskarżeń stawianych rodzicom. Ta rodzina miała szczęście, że mnie zna, a ja mam doświadczenie z „wychowywaniem” przez Opus Dei.

Ksiądz ponownie szczuł inne dzieci ze szkoły na swoje małe ofiary. Stworzył wokół dzieci Michała taką atmosferę, że trzeba było też naprawić ich sytuację społeczną, bo próbował z nich zrobić wyrzutków. Traktowane były przez nauczycieli jak dzieci osób z marginesu społecznego, ktore powinny trafić do szkoły specjalnej. Wyrok Opus Dei w tej sytuacji był taki sam, jaki ja usłyszałam – wróg Kościoła nie ma prawa nic osiągnąć w życiu. Dzieci musiały doprowadzić do zwolnienia jednej z nauczycielek, aby coś zaczęło się poprawiać. Mnie ratowały koleżanki i koledzy z klasy.

Tak właśnie Kościół karze krnąbrne dzieci, bo wielu członków Kościoła uważa, że są lokalną administracją oraz sądem. A także najwyższą władzą. Bardzo aktywnie mszczą się za różne obrazy.

Nie dziwcie się, że ksiądz, który walczy z fantasy i metalem od lat jest człowiekiem w fandomie znienawidzonym. Odpowiada za to, że chociaż zaczynałam w liceum jako glam metalowa wokalistka, nie śpiewam i mam spierdolone życie. To on odpowiada za to, że wyhodowałam sobie black metalowe serce i stałam się zaciekłym wrogiem katolicyzmu we wszystkich jego przejawach. Ten czlowiek zniszczył i doprowadził do śmierci wielu osób, posługując się schizofrenikami, których inspirował do przeżywania kolejnych urojeń oraz działań.

Wymówka

W czasie jednej z rozmów, jakie odbyłam z Romanem w towarzystwie profilera, usłyszałam, że Roman jako gej nie chciał nigdy mieć romansu z Krystyną. Gdy byliśmy w podstawówce, miał opowiadać o związku ze mną, aby wytłumaczyć, dlaczego nie może być z Krystyną, którą wyznaczyła mu Barbara. Spotkało się to z furią Barbary, która uznała, że znalazła „księcia” Romana dla Krystyny. I że ona doprowadzi do tego, że się pobiorą, bo on nie może być z kimś takim jak ja. W czasie tej rozmowy Roman prosił o ratunek, bo nie chciał aranżowanego związku z kobietą.

Doprowadzenie do tego związku i zniszczenie mnie stało się idee fix Barbary oraz Nycza. Przy okazji Roman, jak podejrzewam, został poddany terapii, która miała po kościelnemu wyleczyć go z „nieprawidłowej” orientacji i sprawić, żeby chciał mieć rodzinęi „odpowiednią” małżonkę.

Już samo to wystarczyłoby, aby nastąpiła katastrofa. Gdy dodamy do tego schizofrenię w rodzinie Romana mamy już prawdziwą Apokalipsę dla wszystkich zamieszanych w to dzieci, które wyrosły na nieszczęśliwych dorosłych. Trójka moich znajomych z podstawówki naprawdę miała szansę na leczenie, gdyby nie wtrąciła się idiotka z Opus Dei.

Odmawianie schizofrenikom leczenia to norma dla kleru. Zawsze skrzywdzą każdego schizofrenika, który wpadnie w ich ręce. Dla zabobonnych ludzi Kościoła schizofrenicy mają „bogate życie duchowe” oraz są wymarzonymi kandydatami na „świętych”, bo mają kontakt z „Wyższą Siłą”. Jest cała masa typowych schizofrenicznych urojeń, które temu służą, ale naprawdę we współczesnym świecie żaden chory psychicznie nie powinien być tak krzywdzony.

Jest to przerażające, że stałam się centrum tego wszystkie i ofiarą zarówno schizofreników oraz zabobonu kościelnego. Byłam egzorcyzmowana nielegalnie, bo moje słowa nie zgadzały się z tym, co biskupowi powiedziała schizofreniczka i chciano mnie zmusić do służby w Kościele, twierdząc, że marzę o tym od dziecka. Z tego też powodu Barbara nęka mnie i „wychowuje” całe moje życie. Była ispiratorką wielu działań w fandomie oraz u mnie w pracy.

Oczywiście Roman jest schizofrenikiem, więc trzeba podchodzić z pewną dozą nieufności do tego, co mówi. Tym bardziej, że jego schizofrenia skutkuje bardzo nieprzyjemnymi czynami. Ale wierzę mu, że Barbara także jego nęka i „wychowuje” całe życie.

Podejrzewam, że kleptomania trójki moich znajomych z podstawówki nie osiągnęłaby takich rozmiarów, gdyby nie kler i Barbara, która zachęcała ich do działań i brania wszystkiego, co z powodu choroby uważają za swoje. To ona wmieszała w swoje działania świat polityki i doprowadziła do łamania prawa, w tym także praw człowieka.

Mam nadzieję, ża każdy, kto usłyszy od Barbary, że jest moją „przyjaciółką” strzeli ją w japę i zadenoncjuje Policji. Bardzo o to proszę.

Wywiad

Nieprawdą jest, że udzieliłam wywiadu jakiemuś dziennikarzowi. Sprawa wygląda analogicznie do tej Adama. Ktoś, kto nie jest mną, podał dziennikarzowi numer telefonu, na który miał zadzwonić, aby ze mną porozmawiać, bo podobno chciałam udzielić wywiadu. Nie rozmawiał z osobą, która się pode mnie podszyła, twarzą w twarz, więc nie może mieć pewności z kim rozmawiał. Ja cały czas zaprzeczałam, że chcę tej publikacji, gdy o tym wspominały wariatki. Takie intrygi są czymś, do czego posuwają się schizofrenicy, aby coś udowodnić. Znajome schizofreniczki chciały – jak to schizofrenicy – stworzyć sobie fałszywe dowody na prawdziwość ich urojeń. Składanie fałszywych zeznań, spowiadanie się w czyimś imieniu, lub udzielanie wywiadu za kogoś to typowe zagrania schizofreników wprost z podręcznika psychologii klinicznej.

Numer telefonu, który dostał dziennikarz, związany jest z mieszkaniem, którego nie używam od początku lat dziewięćdziesiątych. Znajdują się tam moje rzeczy, ale mieszkanie zostało przejęte nielegalnie po tym, gdy ukradziono mi klucze. Wolałam wtedy mieszkać z mamą, a nie sama, bo dobijali się do mnie wariaci. Niestety po fandomie rozeszło się wtedy, gdzie mieszkam, bo ludzie nie wiedzieli, że ci schizofrenicy nie są moją rodziną i nie należy ich o niczym informować. Schizofrenicy mają też zwyczaj chodzić za swoimi ofiarami i je śledzić.

Po atakach schizofreników straciłam pamięć, a oni bez przeszkód, dzięki pewnym politykom, dostali dostęp do mojego konta, a wysiłki mojej mamy, aby naprawić sytuację spełzły na niczym, bo zostały decyzjami politycznymi zablokowane. Nie dostałyśmy żadnej pomocy od odpowiednich instytucji. Jeszcze w dzieciństwie nabrałam pewności, że tylko drogówka pracuje. Tych policjantów widać i wiedziałam, że mój tata zaraz po przybyciu do Polski zatrudnił się w drogówce.

Nie mogę mieć pewności, co schizofrenicy nagadali dziennikarzowi i jak wygląda moja sfałszowana biografia. Podejrzewam jednak, że wiem, jakie znajdują się w niej elementy, więc muszę ponownie zapewnić, że naprawdę nie miałam kontaktu ze światem przestępczym innym niż Kościół, nikt z mojej rodziny nie zajmował się prostytucją, a mój tata nie był gwałcicielem czy pedofilem. Nie jestem plagiatorką, tylko stroną pokrzywdzoną.

Wielu z moich prawdziwych przyjaciół chce abym napisała autobiografię, bo moje życie jest pełne dramatycznych wydarzeń i pewnie taka pozycja miałaby też edukacyjne wartości, bo wiele jest ofiar zaszczuwanych przez schizofreników, także z wynikiem śmiertelnym, lub wręcz mordowanych, ale jeśli zechcę, aby się ukazała, to napiszę ją sama. Wydaje mi się, że dałabym radę.

Głupota

Przez całe moje życie pojawiało się wiele osób, które próbowało Krystynie lub Barbarze wytłumaczyć kim jestem. Okazywało się jednak, że obie te baby są tak głupie, że nie potrafią zmienić zdania. Przypomina mi to kurczaki, czy inne proste zwierzęta, które potrafią nauczyć się jakiejś sztuczki tylko raz. Podobnie imbecyle, gdy coś już usłyszą, nigdy nie zmieniają zdania.

A kim mam być zdaniem tych pań? Tępą byłą kurwą, która podobno ledwo skończyła Anglistykę. Osobą, która nie potrafi pisać i schizofreniczce Renacie miała ukraść utwory. Albo też podawałam się fałszywie za tę „prawdziwą” Małgorzatę, bo niby jestem chora psychicznie.

Wiele osób myślało, że naprawiło nieporozumienia z tymi paniami na temat mojej tożsamości. Musze tych ludzi rozczarować. Wiem, co się działo na przykładzie Michała, który jako mój były próbował interweniować i pomagać. Po rozmowie z Michałem i jego ojcem profesorem psychiatrą dostawałam łomot, bo idiotki przybiegały do mnie do pracy, zrozumiawszy tylko tyle, że znowu ktoś wziął do siebie coś, czego nie powinien brać do siebie, bo im chodziło o tę „drugą Małgorzatę”, a nie tą „prawdziwą”, o której oni mówili. Muszę więc napisać dementi – występuję tylko w jednej sztuce i to o mnie mówi Andrzej, moi byli, czy też koleżanki i koledzy pisarze.

Barbara i Krystyna są tak głupie i ograniczone, że nic nie dało im się wytłumaczyć. Rozumiem, że moja amnezja, którą wywołały ataki schizofreników oraz ich enablerów, może kogoś zmylić, ale naprawdę nie zasługiwałam na takie traktowanie. Durnota tych pań zniszczyła mi całe życie i doprowadziła do śmierci wielu osób.

Naprawdę jestem panną i posługuję się swoimi dokumentami. Nikt z moich prawdziwych krewnych nie słyszał nawet o Romanie. Roman nie miał prawa przywłaszczać sobie ksywki Ravn czyli Kruk. Nic, naprawdę nic nie stało na drodze, aby Roman w końcu zawlekł Krystynę do ołtarza. Mam, kurwa, nadzieję, że to zrobi w końcu. Będzie to odpowiednia kara dla tej idiotki. Tak się składa, że psychoterapeuci doskonale wiedzą, jakim nieszczęściem i dużą stratą dla kobiety jest związek z gejem. Kobiety w takich związkach nie wiedzą, co tracą i są nieszczęśliwe.

To nieprawda, że Roman mi powiedział, że jest gejem, bo mnie już nie chce. Tak może to komentować tylko inny gej. Wiem, że nawet widok sromu nie zachęcił go do współżycia z laską, którą uwodził od dzieciństwa (dodam, że nie chodziło o mnie, bo go nienawidzę od podstawówki – przede mną odsłaniał się już wtedy ze swoją jawną psychozą). Wszyscy moi znajomi mężczyźni, których prosiłam o konsultację tego przypadku, powiedzieli mi, że też uważają, że tak zachować się może tylko gej, a nie zakochany facet.

Chcącemu nie dzieje się krzywda, więc mam nadzieję, że Krystyna w końcu zrobi ten krok i za niego wyjdzie. Mam dosyć tej sytuacji. Tylko ostrzegam, nic, ale to nic do niego nie należy. Wiem, że zakochanej kobiecie to nie powinno przeszkadzać. Życzę szczęścia!!!

Akcja informacyjna podejście drugie

Już w roku 1990 próbowałam, zresztą zgodnie z zaleceniem psychologa, zrobić akcję infomacyjną na temat prześladujących mnie schizofreników. Robi się takie rzeczy nie tylko dlatego, aby ofiara urojeń schizofreników mogła normalnie zyć, ale przede wszystkim po to, aby schizofrenicy nie mieli w swoim otoczeniu podtrzymywaczy ich urojeń, którzy wyrządzają im niedźwiedzią przysługę. Schizofrenicy otoczeni takimi głupami nigdy nie podejmują decyzji o leczeniu i niszczą całe rodziny.

Pokazywałam wtedy swoje zaświadczenie o stanie cywilnym i dowód osobisty. Wiele osób grzecznie mi podpisało, że przyjęły do wiadomości, że jestem panną. Barbara też mi to podpisała, ale zrobiła dopisek, który brzmiał, że „wie, że to nie moje dokumenty”. Wyjaśnię, skąd jej pewność.

Pokazałam Renacie swoje zaświadczenie o stanie cywilnym, wzięła nawet ksero, które rozdawałam wszystkim. Pierwsza jej wersja brzmiała, że to jej zaświadczenie. A gdy jej przypomniałam, że wiem, że nazywa się Renata, zaczęła bredzić, że te dokumenty należą do tej innej Małgorzaty, którą Renata zna. Oczywiście psychoterapeuci wiedzą, że jest bardzo częste urojenie schizofreników. Zresztą wystarczy wspomnieć kogokolwiek, a Renata zaczyna bredzić, że zna tę osobę. Robiłam eksperymenty z moimi przyjaciółmi i jest na przykład najlepszą przyjaciółką zmarłego wokalistki, który sie nazywał Freddy Mercury. Możecie sam sprawdzić. Zna każdego.

Jej brat cioteczny Roman nie jest lepszy. Jest całkowitym waginosceptykiem, którego nawet nie skusi odsłonięta vulva. Wiem, że obejrzał sobie czyjś hymen, ale nie dał rady spółkować. Jak mi powiedział, kobiety budzą w nim odrazę i ich nienawidzi. A zawsze marzył, aby być ojcem. Poznałam kiku gejów w swoim życiu, ale tylko on jest tak jawnie wrogi kobietom. Zdaniem znajomego profesora psychiatry nienawiśc gejów do kobiet jest częstsza niż myślę. Tłumaczyłoby to podejście Kościoła do seksu i kobiet, bo z reguły stanowi przychowalnię gejów, którzy nie chcą być aktywni seksualnie.

Tragedią jest, że głupia Barbara już w latach siedemdziesiątych uznała, że znalazła w nim odpowiedniego „księcia” dla Krystyny. Facet jest równie chory psychicznie jak Szalony Kapelusznik z „Alicji w Krainie Czarów”. I całkowicie wolny. Nikt nie powinien czekać na jego „rozwód” całe życie. Krystyna też została bardzo skrzywdzona przez Barbarę. Nie tylko ja padłam ofiarą tej agresywnego i głupiego babska. Chociaż z drugiej strony Krystyna powinna się była hamować i nie pisać paszkwili na mój temat na swoim profilu. Dostałam cynk, że ktoś z jej znajomych tak się wkurwił, że wysłał skriny Policji. Przy czym ja nie jestem grafomanką, ani plagiatorką, wypraszam sobie. Nie jestem też prostytutką, moja mama też się takim zajęciem nie parała. Krystynie radzę zapomnieć o pisaniu, bo nadmierne ambicje jej zaszkodziły.

Poniżej zamieszczam po raz kolejny swoje zaświadczenie o stanie cywilnym oraz zdjęcie pierwszej strony dowodu osobistego. Mam nadzieję, że głupia Barbara już na spokojnie obejrzy sobie oba dokumenty i odpowie mi na pytanie, co w tych danych wskazuje, że nie należą do mnie. Ale proszę odpowiedź zanieść Policji. Ja nie jestem jej ciekawa. Nie chcę oglądać ani Barbary, ani Krystyny. Nie przyjmę też przeprosin, bo po całym życiu prześladowania same „przepraszam” nie wystarczy.

Zaświadczenie jest z roku 2025 i oczywiście już nie da się go wykorzystać, ale nie po to je pokazuję, aby wychodzić za mąż. Za to idealnie pokazuje stan prawny do wiosny 2025. Ze swojej strony ręczę, że się nic nie zmieniło. WordPress blokuje zamieszczanie aktualnych dokumentów.

Ciekawe, jak schizofrenicy z tym będą walczyć.

Screenshot

Nauka pływania

Muszę odwołać stwierdzenie, że Renata nie umie pływać, chociaż z trudem można to nazwać pływaniem. Przypomniałam sobie, że w czasie któregoś z konwentów większa grupka ludzi wybrała się na basen. Więc miałam okazję obserwować, co wyrabiają nasze samozwańcze „gwiazdy sportu”.

Nikt z tej grupy schizofreników z mojej podstawówki nie ma techniki, która by wskazywała, że kiedykolwiek pływali zawodniczo. Wszyscy byli wtedy też wolniejsi ode mnie, chociaż dawno nie trenowałam i miałam namiarowe kilogramy, chociaż faktycznie nie byłam tak gruba jak teraz.

Anna pływa jak łamaga, robiąc dużo hałasu i rozbryzgując wszędzie wodę. Ledwo była w stanie posuwać do przodu. Renata płynęła jeszcze gorzej, nie pamiętam, czy Roman się popisywał pływaniem. Ale jeśli pływał, to na pewno nie tak dobrze jak Adam, którego sama nauczyłam pływać i któremu poprawiałam technikę.

Nikt z tych osób nie byl w klubie pływackim i nikt przeze mnie nie stracił miejsca w klubie. Bardzo często schizofrenicy przypisują sobie coś, co robią inni i próbują zajmowac ich miejsca, przypisując sobie czyjeś dokonania. Cierpią na urojenia, że jeśli zabiją tę osobę, której zazdroszczą, to przejmą jej atrybuty na zawsze. Ja nie muszę tak postępować. Jedyne o co proszę, to aby się ci wariaci oraz ich enablerzy trzymali ode mnie z daleka. Policja posiada zeznania moich trenerów oraz kolegów i koleżanek pływaków. Barbara i jej ulubieńcy nie wygrają z prawdą. Barbara ma przestac pierdolić, że rozmawiała z moją mamą. Jest to bolesne, bo ci schizofrenicy przyśpieszyli jej śmierć w roku 2000. Jestem pewna, że Barbara rozmawiała z którąś ze schizofreniczek przez telefon i jak zwykle nie potrafi się z powodu fanatyzmu i głupoty w tym połapać. Jak widać któraś z tych schizofreniczek postanowiła udzielić jej „wywiadu” tym razem z imieniu mojej zmarłej mamy.

Nie jestem teraz zawodniczką, bo utyłam z powodu ataków na mnie tępych bydląt, które postanowiły realizować program schizofreników „leczenia mnie z anoreksji”. Jedyna z czego kieykolwiek musiałam się leczyć to binge eating disorder jak najbardziej indukowany przez zawistne schizofreniczki i pranie mózgu. Wiele osób z klubu bardzo chciało, abym znowu przeszła testy pływackie i zaczęła znowu trenować. Moje plany powrotu do sportu zostały kilka razy w taki sposób zniszczone.

Nawet gdy wzięłam udział w mistrzowstwach Polski, musiałam zadowolić się miejscem zaraz za podium, bo zaatakowano mnie w Instytucie Anglistyki. Nadał na mnie doktor B. oraz Nycz z Ryszardem. Przedstawili mi się jako moi „psychoterapeuci”, którzy mi wmawiali, że jestem zbyt ambitna i że powinnam wolniej pływać, bo „mi to szkodzi”. Zniszczyli mi psychikę na tyle, że połynęłam wykorzystując tylko część swoich możliwości.

Powtarzam jeszcze raz. Fandom mi zniszczył wszystko w moim życiu i nie zamierzam za nic przepraszać. Za to mam szczere zamiary wszystkie kurwy, które wspólpracowały z gangiem z mojej podstawówki wsadzić do więzienia oraz zabrać im wszystko, co sobie kupiły za pieniądze, które zostały mi ukradzione. Roman nie jest Ravnem. Ravn zginął zamordowany w czasie warszawskiego konwentu w roku 1988. A jego mordercy, tak samo jak mordercy dziecka z jeziora są tuleni do serca fandomu. Chodzą na wolności tylko dlatego, że są chorzy psychicznie, a Polska ma przepisy dotyczące takich schizofreników równie skuterczne jak prawa w Somalii, czyli w państwie upadłym. Jedną z cech państw upadłych jest nieprzestrzeganie praw człowieka, czego jestem ofiarą. Kilka innych cech też da się wyszczególnić, jak na przykład nierówność wobec prawa. Okazało się, że w zmierzeniu z Barbarą i gangiem schizofreników nie mam żadnych praw ani szans w cywilizowany sposób wyjaśnić, jak wyglądają sprawy z moje strony. Okazało się, że przepisy, dokumenty nie mają znaczenia, tylko życzenia schizofreników są brane pod uwagę, a mnie sprowadzono do roli niewolnicy znienawidzonego przeze mnie schizofrenika Romana, geja z którym nigdy nie byłam. Dowiedziałam się też, że można mnie bezkarnie bić, zastarszać oraz okradać. Nie mówiąc o pozbawieniu mnie możliwości założenia rodziny czy też robienia w życiu tego, co chciałam robić. Z wyroku sądu kapturowego miałam siedzieć cicho i być skromną nauczycielką, a nie pisarką, aktorką, wokalistką czy sportsmenką. Każdy bunt był karany zaszczuciem, także przez polityków, którzy mieszali się w tę sprawę, nie weryfikując nic z materiałami policyjnymi. Zostałam też okradziona z własnego mieszkania i pieniedzy. Próbowano mi ukraść też drugie mieszkanie. Pierdolę taką Polskę i jeśli trzeba będzie, przeniosę spór sądowy do Norwegii, mogę tak zrobić, jeśli Norwegia stanie się moim stały miejsce rezydencji. Mam tam z czego żyć, mam tam wszystko, czego mi potrzeba.

Jedyne, co mogę powiedzieć na koniec, to odpierdolcie się kurwy ode mnie!!!