Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Postać literacka

Dla ateisty, czyli kogoś takiego jak ja, Chrystus to postać literacka. Więc na wrzaski ludzi z Opus Dei, które miały mnie zdyscyplinować, odpowiadam, że tak, jak najbardziej „chcę zabić Chrystusa”. Ale nie czyni to z mojego ojca Żyda. Ciekawe zresztą, że edukacja religijna katolików sprowadza się do zastraszania, terroryzowania oraz wywoływania syndromu sztokholmskiego. To oczywiste, że nie dam się moralnie zaszantażować tym, że jeśli nie robię tego, co chce schizofreniczka Barbara, to „zabijam Chrystusa”. A niech ginie!!! I tak już nie żyje, bo w pewnej książce już go dawno zabito.

A skąd się ci ludzie z Opus Dei wzięli? A zostali przywołani przez zakonnicę, którą wkurwiło to, że moi rodzice uczyli mnie czegoś innego niż ona. Absolutnie nie była w stanie zrozumieć, że to rodzice wychowują dzieci, a nie Opus Dei. Według tego co mi powiedziano – a rozmawiałam z przedstawicielami Opus Dei, czyli Barbarą i Ryszardem, długo chociaż wbrew własnej chęci – typową praktyką katechetów jest wzywanie na pomoc tak zwanych „świętych” z Opus Dei oraz „zaręczanie” takiego zbyt pyskatego dziecka ze schizofrenikiem z tej organizacji, żeby takiemu dziecku nie było zbyt dobrze w życiu. Stąd wziął się Roman, który mnie prześladuje mnie od dzieciństwa. Takie nielegalne zaręczanie dzieci ma na celu zapewnienie, że tylko światopogląd katolicki przeważa w Polsce. Jeśli takie osoby jak ja nie zgodzą na to, aby związać się ze schizofrenikiem, są tropione całe życie i organizacja upewnia się, że nie będą szczęśliwe, ani nie założą innej rodziny. Mają też nigdy nie osiągnąć sukcesu, a wszystkie ich dokonania takich osób są przypisywane innym ludziom.

Jest pewna zasada – to zawsze osoby zdrowe wykorzystują chore. Moja wredna katechetka była przeszczęśliwa i zaśmiewała się z tego, że udało jej się wywołać u Romana i jego równie schizofrenicznej rodziny obsesyjne zainteresowanie mną i moimi krewnymi, które trwa do tej pory. Niestety schizofrenicy albo doprowadzą do samobójczej śmierci swojej ofiary (trudno znieść powtarzające się pranie mózgu, oszczerstwa i szczucie środowisk na siebie), albo jakimś cudem uda się wsadzić schizofrenika do psychiatryka, chociaż najczęściej w takim przypadku ucieka się do innego kraju. Schizofrenicy z Opus Dei (aka „święci”) mają poparcie całego Kościoła i posłuszeństwo wobec nich jest wpisane w Katechizm, bo są tymi ludźmi, „do których®ich mówi Bóg”. Są krańcowo zdemoralizowani. Podobnie Kościół nadaje im prawo zostania „opiekunami” jakiś dzieci. Ich współpraca z katechetami jest czymś oczywistym dla Kościoła.

Odmawiam porzucenia ateizmu tylko dlatego, że zostałam zaszczuta oraz zaczęto mnie za plecami pomawiać o bycie członkinią Opus Dei. To nie ja jestem ulubienicą Opus Dei, tylko Krystyna, której Opus Dei za plecami nadało ksywkę „Yennefer”. Jest ulubienicą schizofreników, ja nie.

Nie będę czołgać się przed Opus Dei. Mam za dobre przygotowanie psychologiczne, żebym dała się złamać przez terror oraz indukowane stany lękowe. Nie boję się wmawianego mi Piekła. Do Piekła zgodnie z moim światopoglądem idą wszyscy enablerzy oraz handlerzy takich schizofreników jak Barbara i Roman. Chociaż wierzę tylko w Piekło na Ziemi i zamierzam tam zaprowadzić tam cały Kościół Rzymsko-Katolicki. Muszą zerwać z tradycją zaszczuwania najzdolniejszych dzieci z każdego pokolenia, tylko dlatego, że jakaś durna katechetka zaczęła dbać o swój „autorytet”. Przede wszystkim nie powinna była dawać lekcji seksu, które były deprawacją dzieci, bo przekazywała treści narzucone przez Opus Dei, które są niezgodne z jakimikolwiek programem nauczania religii, czy konsensusem naukowym. Wmawianie dzieciom, że nie wolno mieć satysfakcji z seksu, czy też wmawianie, że wolno współżyć tylko parę razy, aby spłodzić potomka, nie powinno mieć miejsca we współczesnym świecie. To oczywiste, że dzieci oraz dorośli protestowali przeciwko takim „naukom”.

Tragedią jest, że ludzie, którzy wtedy zainspirowali moją katechetkę, tak dobrze odnaleźli się w fandomie i swobodnie prowadzili dalej kampanię oszczerstw wobec mojej rodziny oraz mieli luksus swobodnego zaszczuwania z wynikiem śmiertelnym każdej osoby, która im się sprzeciwiła, bo mnie znała i wiedziała, jaka jest prawda. Są też zawodowymi gwałcicielami, nie tylko mordercami.

Imbecylizm

Jedną z cech imbecyli jest to, że nie zmieniają zdania. Po prostu są za głupi, żeby weryfikować przekonania. Ich mózgi raz zaprogramowane, już pozostają przy swoim przekonaniu. Przeżyłam to przy ojcu Michała, który wysłuchał schizofreniczki z mojej podstawówki i się tak przejął, że dopiero kilkadziesiąt lat później zmienił zdanie. Co dziwne, nie był wyjątkiem. Zadziwiające jest, że więcej jest takich osób i to nie tylko psychiatrów, ale też psychologów, co już zupełnie jest zadziwiające. Dla nich krótki disclaimer – ani Roman nie jest moim mężem, ani Anna czy Renata moją siostrą. Ryszard nie jest moim ojcem, a Barbara nie jest moją matką. Za to – dokładnie tak jak to robią schizofrenicy – podają się za osoby, którymi nie są. Nikt z nich nie jest ojcem mojego dziecka, bo nie mam dzieci. Nikt z nich też nie jest ani moją matką chrzestną, ani moim ojcem chrzestnym. To są wszystko dla mnie obce osoby. Nikt z nich też nie miał romansu z kimkolwiek z mojej rodziny.

Dla wątpiących w moje słowa, poniżej oba zaświadczenia – stan cywilny i apostazja. Można zobaczyć, jak nazywali się moi rodzice, a także gdzie mnie chrzczono. Nie był to Gdańsk, ani jakaś wieś. I nie jestem dewotką.

To moi prześladowcy są z Opus Dei, tylko się tego wstydzą, a nie ja.

Bardzo proszę mnie nie niepokoić, nawet z przeprosinami, bo źle to zniosę. Nie chcę oglądać pewnych osób, które – strasznie przejęte opowieściami klasycznych schizofreników – prześladowały mnie na zlecenie wariatów z Opus Dei. Nigdy nie chciałam być zakonnicą, od dziecka jestem poganką, bo spotkałam wariatów, którzy do tej pory się tak mną „opiekują”, że mi to już bokiem wyszło.

Screenshot

Kurwy

Świat metalu zna pojęcie kurew, z którymi walczy i przed którymi broni muzyków. Z reguły niszczą żony muzyków i same podają się za ich prawdziwe ukochane. Z samego opisu widać, że mamy do czynienia ze schizofreniczkami. Ale w tym aspekcie obowiązuje równouprawnienie i Roman jest też kurwą, która twierdzi, że jest moim mężem.

Nigdy z nim nie byłam, mam zaświadczenie o stanie cywilnym na blogu, nikt z moich bliskich nie potwierdza jakiejkolwiek obecności tego świra w moim życiu. Za to urobił wiele osób, które mnie wcale tak dobrze nie znają. Inspirowane przez niego osoby zniszczyły mi całe życie.

Niestety jego brata i jego siostry są równie chorzy psychicznie. Przy czym jego siostry też są klasycznymi kurwami. Nie tylko sobie przypisują związki z gwiazdami, ale też autorstwo różnych tekstów.

Schizofrenicy, którzy zaczynają akcje przeciwko artystom, bo cierpią na urojenia, że jakieś kompozycje czy teksty są ich autorstwa, to nie pierwszyzna w tej branży. Zdąża się to bardzo często. Moi znajomi muzycy mieli kiedyś w Stanach bardzo nieprzyjemny proces o plagiat. Na całe szczęście byłam świadkiem (i nie tylko ja), jak postawał utwór, a także poradziłam im, żeby poprosili amerykańską policję o dossier dla sądu na temat tej osoby, która ich skarżyła (i owszem, znalazły się skargi na niebezpiecznego schizofrenika), a także zarządali oceny zdrowia psychicznego osoby, które ich skarżyła, dokonanej przez biegłego sądowego. Był to bardzo krótki proces, który skończył się zwycięstwem muzyków.

Mam na karku od dzieciństwa schizofreników, którzy próbują sobie przypisywać moje dokonania oraz teksty i już mnie to nudzi. Nie zamierzam odpowiadać na żądania, abym podzieliła się tym, co wyłącznie do mnie należy. Każda osoba, która ich wspiera, to mój osobisty wróg. Naprawdę nie są te osoby moimi przyjaciółkami, czy przyjacielami, nie dzieliły się ze mną swoimi pomysłami, nie omawiałyśmy ich razem. Opowiadałam różne rzeczy tylko Piotrowi. Z Renatą czy Anną się nie kontaktuję. Wszelkie ich opowieści o naszej przyjaźni są przez nich urojone, tak samo jak mój związek z Romanem, czy zgwałcenie mnie przez Breta, czy Adama. Są to osoby, które zawsze były dla mnie na tyle niemiłe, że ich zawsze omijałam i zawsze będę omijać. Nie było szansy, żebym kiedykolwiek usłyszała o jakimś ich pomyśle, który im miałabym „ukraść”, bo się z nimi nie kontaktuję. To są imbecyle pozbawieni kreatywności, którzy jeśli skończyli jakąś średnią szkołę, to tylko dzięki gigantycznemu wysiłkowi korepetytorów, którzy z nimi pracowali od pierwszej klasy podstawówki. Ale na studiach trzeba już samemu pracować i wykładowcy nie dają się już tak łatwo oszukać, jak nauczyciele w średniej szkole. Nie było też szansy, żeby mnie zmusili, abym za nich pisała egzaminy, czy się uczyła. Bo te schizofreniczki miały też takie pomysły.

To się, kurwa, musi skończyć. Każda osoba, która wspiera ich urojenia, wyrządza im krzywdę. Ich wszelkie urojenia i różne „rewelacje” na mój temat trzeba traktować, jak pierdnięcie i pomijać milczeniem, a nie dawać im się wciągnąć w jakieś intrygi i zaszczuwanie mnie.

Bardzo nie dziękuję ich enablerom, którzy uparli się razem z nimi doprowadzić do zgodności ich urojeń i świata rzeczywistego. No cóż, ludzie chorzy psychicznie z reguły do tego dążą, ale ci zdrowi, szczególnie z zawodów medycznych, powinni być mądrzejsi.

Zapij się

Intelektualiści mają z pewnością nieprawdziwy obraz Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Z powodu swojego wykształcenia zakładają, że odpowiednie teksty są albo metaforami albo legendami. Plebs, którego wola rządzi Kościołem, uważa inaczej.

I tak moja katechetka uważała za odpowiednie przedstawianie mitu o Abrahamie, który chciał zamordować swojego syna (bo głos w głowie mu kazał tak zrobić) za coś odpowiedniego dla dzieci, co miało je nauczyć posłuszeństwa wobec woli Boga. Ja miałam i mam inne poglądy. Sprzeciwiam się ubóstwianiu schizofreników takich jak Barbara i jej rodzina. To z powodu ich wyroku Kościół w osobach Nycza oraz tej zakonnicy uznał, że ma prawo żądać, abym wstąpiła do klasztoru, bo ona i jej córka Barbary tak zarządziła.

Miałam zamknąć mordę i słuchać „woli Boga”, którą wyraziły usta schizofreniczki. Jeśli nie chciałam posłuchać, to mogłam się zapić na śmierć. Ponieważ, jak się dowiedziałam jako ośmiolatka, zalecanym sposobem na samobójstwo, które w oczach Kościoła nie jest samobójstwem, tylko przypadkiem, jest zachlanie się na śmierć.

Skandalem jest to, że schizofreniczka podająca się za doskonałą psychoterapeutkę wykończyła w ten sposób, czyli podsuwając to jako akceptowalne rozwiązanie, jednego z moich wielbicieli, oprócz wielu innych też osób. Do kompletu Nycz – z tego, co usłyszałam – wykończył go psychicznie, okłamując, że był na moim i Romana weselu i ochrzcił nasze dzieci. Mam nadzieję, że to nie jest prawda i tylko któryś ze schizofreników tak go okłamał. Facet przeszedł takie załamanie, że dał sobie wmówić, że jeśli się zabije, to ja sobie „przypomnę”, że mam „męża” Romana. Posłusznie zachlał się na śmierć, do kompletu połykając proszki przeciwwymiotne, żeby poszło łatwiej. Jest to coś, czego tym schizofrenikom i tulącym ich do piersi ludziom nie wybaczę. Niech się sami zapiją.

Mam dosyć tej schizofrenicznej rodziny, która okłamuje wszystkich i podaje się za ludzi, którymi nie są. Nikt z nich ani nie jest moim przyjacielem, czy przyjaciółką. Nikt z nich też nie jest ani moim byłym, ani obecnym. Z nikim z nich nie jestem spokrewniona. Mają w końcu iść do psychiatryka. Zbyt wiele osób już zakatowali, zbyt wielkich zniszczeń już dokonali w ludzkich życiach. Nawet jeśli Roman zostanie ostatnim facetem na Ziemi, to za niego nie wyjdę, tylko zaplanuję morderstwo. Niech więc przestanie mordować i okłamywać wszystkich moich wielbicieli.

Skandalem jest, że ta banda schizofrenicznych troglodytów dla wielu osób to albo „święci” albo modelowi obywatele czy też „prawdziwi” autorzy Wiedźmina czy też moich opowiadań czy innych tekstów.

Gratuluję ludziom, którzy ich wspierają, tępoty oraz złośliwości. Bo prawdziwą złośliwość okazali mianując tych zjebów moimi strażnikami w fandomie i ręcząc za nich w mojej pracy. Tak się mną „zaopiekowali”, że znowu zabili ludzi i zniszczyli mi życie, wypełniając je cierpieniem, jakie towarzyszy wychodzeniu z amnezji i syndromu sztokholmskiego.

Mam nadzieję, że żadnej kurwy z tej rodziny już nigdy nie zobaczę. Ich enablerów też nie chcę oglądać. Rozmawiać będę tylko z metalami, ale nie pozerami, jak pewien mój kolega anglista zakochany w kurwie z Opus Dei i tylko jej słuchający. Miał obowiązek weryfikować.

Potwory

Schizofrenicy z mojej podstawówki, którzy – po tym, jak ukradli mi notesy z telefonami – fałszywie podali się za moich przyjaciół i odcięli mnie od ludzi, z którymi chciałabym rozmawiać i zamiast mnie prowadzą jakąś politykę i opowiadają bzdury na mój temat, są prawdziwymi potworami. Nie mieli prawa przejmować moich kontaktów. Z kolei ludzie, z którymi rozmawiali powinni też być ostrożniejsi i inteligentniejsi.

Z trudem przychodzi mi panowanie nad złością na ludzi, którzy ich biorą na poważnie. Owszem, takie schizofreniczne potwory (na które powinien zapolować Wiedźmin) z reguły doskonale konspirują i ukrywają swoje prawdziwe oblicze przed przyjaciółmi swojej ofiary. Do tego posługują się terrorem oraz oszczerstwem, aby zmusić ludzi do robienia tego, co oni chcą. Nie obchodzi ich, jakie są rzeczywiste pragnienia ich ofiar. Z natury to zombie, z którymi nie warto rozmawiać. Wiem, bo próbowałam i próbowali biegli psychoterapeuci. Za duże mają wsparcie wśród ludzi, którzy podtrzymują ich urojenia. Ja już nie będę próbować kiedykolwiek z nimi rozmawiać, chociaż przeczytałam wszystko, co tylko się da na temat schizofrenii. Za dużo próby pomocy im mnie kosztowały.

Nie utrzymuję z nimi kontaktów i nie mają prawa mówić w moim imieniu.

Kolejnym potworem jest Nycz, który dezinformował wiele osób w fandomie i odpowiada za zniszczenie życia Michałowi i jego ojcu. Rodzice Adama też padli jego ofiarą i jego prób zniszczenia heavy metalu. Nie dziwcie się, Opus Dei ma za cel nawracanie ludzi i walkę z heavy metalem, tak deklarują ich „święci”, czyli między innymi Barbara. Czyli nic dziwnego, że wariatka Anna jest przedstawiana jako „skrzywdzona wokalistka Burzum”. Jest to też bardzo zabawne, bo Burzum nigdy nie miało i nie będzie mieć wokalistki. Z tym, że muzycy mogą oczywiście snuć plany stworzenia innego zespołu (pod inna nazwą), ale to ich trzeba pytać, a nie Opus Dei czy „świętych” wariatek.(1)

Również, wbrew temu, co chce Nycz, nie potwierdzę „nawrócenia” z dzieciństwa.

Renata postanowiła tak jak matka i ojciec mieć w Kościele status „świętej” schizofreniczki. Po obejrzeniu filmu o tym, jak Opus Dei porwało żydowskiego chłopca i go ochrzciło, postanowiła „nawrócić” mnie, chociaż w życiu nigdy nie byłam żydowskim dzieckiem, ale do tej pory tak o mnie myśli. Jako ktoś należący do rasy panów żądała razem ze swoimi krewnymi, żebym odrabiała za nich prace domowe. Uważali też, że mają prawo mnie sprzedawać i się bawić w alfonsów. Bo niby „to lubię.” Do tej pory Renata uważa że ma prawo robić sobie ze mnie swoją niewolnicę, w czym miał pomóc jej sfałszowany list do Dyrektora Opus Dei.

Całą tę rodzinę wspiera Opus Dei, szczególnie Nycz, który jest zachwycony, że po Barbarze ma kolejną „pewną” kandydatkę na ołtarze. Bardzo mu w tym przeszkodzi moja apostazja oraz fakt, że moi rodzice byli rzymskimi katolikami.

Obrzydliwy jest zwyczaj Kościoła Rzymsko-Katolickiego, który nakazuje zawodowym katolikom „opiekować” się schizofrenikami i robić z nich swoich „świętych”, torpedując ich leczenie. Wiele osób zostało zaszczutych za to, że nie chciały i nie mogły potwierdzić słów owych psychicznie chorych „świętych”. Mnie to też spotkało włącznie z egzorcyzmem, którego sobie nie życzyłam.

Nikt z tej rodziny się ze mną nie przyjaźni. Wzbudza moje krańcowe obrzydzenie, że wbrew moim ostrzeżeniom okazały się te osoby nagle i bezprawnie decyzyjne w sprawach mnie dotyczących. Nikt z nich nie jest ani psychologiem, ani psychiatrą. Za to owszem, Nycz okłamał ojca Michała i sprowadził też na niego problemy, kłamiąc na temat tych schizofreników. Na całe szczęście biegły psycholog u niego też rozpoznał syndrom sztokholmski, bo ten lekarz mówił rzeczy sprzeczne i pozbawione logiki. Inaczej poszedłby do więzienia. Podobnie Michał – także poszedłby do więzienia za gwałt, zaszczucie mnie i współpracę z Nyczem oraz Opus Dei. Przy czym Michał jest nieochrzczony, bo przyjaciółka jego mamy została przez Opus Dei potraktowana podobnie jak ja. I została zmuszona przez wariatów do samobójstwa.

I owszem, Ryszard bardzo często przedstawia się jako Nycz, ale i sam Nycz ma bardzo dużo za uszami. Jest wrednym manipulatorem i kłamcą. Należy jego wszystkie uwagi na mój temat zgłaszać Policji. Bo on tutaj jest „handlerem” tych schizofreników (bo on korzysta z ich usług i pomagają mu w karierze), a nie ich ofiarą jak cała reszta osób, które brutalnie okłamał i pewnie nadal okłamuje.

Nie potwierdzę nigdy „świętości” czy też urojeń Barbary oraz jej córki Renaty. Niech mnie już przestaną zbiry z Opus Dei i Watykanu nękać. Mam nadzieję, że moja apostazja wystarczy.

Mam nadzieję też, że schizofrenik Roman naprawdę nie będzie chciał apostatki, bo tak mi zapowiedział. Mam również nadzieję, że moja formalna apostazja z Kościoła Rzymsko-Katolickiego kończy urojenia na mój temat. Chociaż obawiam się, że nigdy się nie skończą, bo schizofrenicy sami z siebie nigdy nie porzucają pogoni za swoją ofiarą.

Ale, jak sądzę, przynajmniej nikt nie będzie mnie napadał z egzorcyzmami, tylko dlatego, że schizofrenik – człowiek zupełnie mi obcy – wyraził na nie zgodę.

Bo kurwa nigdy nie potwierdzę ich urojeń, ale nie robi ze mnie „opętanej”.

Nikt nie ma prawa mnie tak traktować. I mam na myśli także profesjonalistów lekarzy i psychoterapeutów. Jeśli nie potraficie rozpoznać schizofrenii u moich prześladowców, to pierdolnijcie się w łeb i oddajcie dyplomy, bo na nie nie zasługujecie.

⛧⛧⛧

(1) Znam plany (zablokowane przez Opus Dei oraz wariatów z mojej podstawówki) związane z pewnym norweskim zespołem, ale wszyscy członkowie tego zespołu mają norweskie obywatelstwo i żadna Anna w nim nie występuje, ani nie brała udziału w pisaniu materiału na płytę.

Autorefleksja

Niestety schizofrenicy z mojej podstawówki osiągnęli ten wiek, kiedy z całym prawdopodobieństwem stracili już umiejętność autorefleksji, czyli nie uda się ich nigdy namówić po dobroci na leczenie. Niestety schizofrenia to choroba degeneracyjna i całe rejony mózgu z biegiem lat się degenerują. Tracą możliwości kognitywne i tak jak Ryszard nie potrafią w pamięci dodać prostych cyfr jak 10 i 15. Skrajną obrazą dla mnie było, gdy musiałam udowadniać ojcu Michała oraz psychologowi, że potrafię dodawać w pamięci.

Nie jestem schizofreniczką prześladującą biedne „nieszczęśliwe ofiary” czyli Renatę i Annę. To one są schizofreniczkami oskarżającymi swoje ofiary (czyli między innymi mnie) o choroby psychiczne. Jak to zwykle robią schizofrenicy cała ta rodzinna grupa oraz ich pomagierzy przechwycili moje kontakty i zaczęli mnie reprezentować. Odcinając w ten sposób z ludźmi, z którymi chciałabym współpracować. Kij im w oko. Nie zamierzam się poddać i tylko dlatego, że nakłamali na temat natury naszych relacji, zacząć z nimi rozmawiać. Mogą sobie również zatrzymać dla siebie znajomości z amerykańskimi i brytyjskimi fanami oraz twórcami. Ich żądania, że nie skontaktują mnie z nimi, chyba że zacznę ich (czyli moich znajomych schizofreników) podawać jako współautorów czy autorów moich pomysłów, są dla mnie niewykonalne, ponieważ idą za nimi żądania, żebym potwierdziła ich wszystkie urojenia. W tym też została „chorą psychicznie żoną Romana”, która z uporem nie chce sobie „przypomnieć ich ślubu”. Kurwa, żadnego ślubu nie było, o czym zaświadcza pamięć wszystkich moich krewnych oraz zaświadczenie o stanie cywilnym (do znalezienia na blogu). Wolę być nikim, niż się ugiąć przed żądaniami ludzi chorych psychicznie, którzy zniszczyli mi całe życie.

Psychiatrzy i psycholodzy, którzy im pomagali mnie zniszczyć w przekonaniu, że Renata jest niszczoną przeze mnie „Yennefer”, jak najgorzej świadczą o poziomie polskiego szkolnictwa w zakresie zdrowia psychicznego. Popełnili tak książkowe błędy w diagnostyce i postępowaniu, że wszyscy powinni mieć odebrane prawo wykonywania zawodu. Nie kontaktuję się z nikim z tego piekielnego rodzeństwa schizofreników. Nie chodzę za nikim z nich z nożem. Jest wręcz przeciwnie – to ja jestem ich ofiarą, którą prześladują całe życie. To ja byłam przez nich bita i duszona tylko dlatego, że nie chciałam potwierdzić ich urojeń. To ja słyszałam od schizofrenika, że chce się do mnie wprowadzić, zabić mnie i dobrać się „skarbów księcia” zamurowanych według jego urojeń w ścianie nośnej. Nie mam paranoi. Naprawdę mam problemy ze schizofrenikami, które zaczęły się już w moim dzieciństwie. Schizofrenicy niestety prześladują swoje ofiary, aż je zaszczują na śmierć. I to właśnie się dzieje. W momencie, gdy dostają pomoc wszystkich z fandomu, nie ma innego wyjścia, niż uciec przed nimi do innego kraju. Tylko taką ucieczkę też mi zablokowali. Ale może jeszcze się uda. Będę musiała próbować, bo schizofrenicy nigdy się nie poddadzą. Chcę żyć i mieć chociaż spokojną i szczęśliwą starość. Bo wcześniejsze życie mi całe zniszczyli i wypełnili cierpieniem.

Wolę nic nie napisać i nigdy nie wydać niż podawać fałszywie tych schizofreników jako autorów moich tekstów, a takie żądania padały. Bardzo mi przykro, że do tego doszło, ale będę musiała zakończyć próby pisarskie, czy jakiekolwiek uczestnictwo w ruchu fanów. Mam nadzieję za to, że odezwą się moi znajomi muzycy i będę mogła wrócić do pewnego projektu muzycznego, który został przerwany przez ataki i kłamstwa oraz intrygi tej schizofrenicznej hordy z polskiego fandomu. Mam nadzieję, że wszyscy zdechną i nigdy już nie będę musiała ich oglądać. Tak samo jak Andrzeja, któremu wiele razy tłumaczyłam już jaka jest prawda i więcej nie będę. Skurwysyn nie miał prawa wybierać za mnie z kim mam się związać. Zniszczył mi życie nie tylko zawodowe, ale też prywatne, swoimi decyzjami i wygnaniem z fandomu moich prawdziwych przyjaciół.

Chuj mu w oko.

Mam jednak nadzieję, że uda się mnie i jakieś jeszcze drobne okruchy z mojego życia uratować wbrew wyrokom tego skurwysyna, który sobie wymyślił, że ludzie mają łapać ze mną kontakt wyłącznie za pośrednictwem Romana. Trzeba wyrwać zęby jadowe temu gangowi i położyć kres intrygom schizofreników z mojej podstawówki.

Roman ma się w końcu leczyć, chociaż osiągnął wiek, w którym rzadko kiedy schizofrenik dobrowolnie rozpoczyna leczenie. Za zniszczony mózg może podziękować swoim durnym enablerom. Jest coraz bardziej agresywny i zamierzam bardzo dokładnie omijać rewiry, gdzie grasuje.

Rozmawiałam o tym z Andrzejem już na początku lat dziewięćdziesiątych, więc powinien znać moje zdanie. Nadal go nie zmieniłam. Teraz to dla odmiany Andrzej powinien zostać poddany kontroli społecznej i odizolowany od ludzi. Tylko ciekawe, kto przejmie jego kontakty. Nie rozmawiajcie z nim, bardzo proszę.

Kult cargo

Wiadomą rzeczą jest, że wariaci tacy jak Roman gromadzą sobie pseudo dowody, żeby podeprzeć swoje twierdzenia o tym, że ich urojenia są prawdą. Roman ukradł mi wiele rzeczy w tym celu, ale jego mistrzowskim numerem było przyjście do mnie do domu pod moją nieobecność i przedstawienie się mojej mamie jako mój nowy „narzeczony”.

Moja mama nie wiedziała, że to wariat, więc pozwoliła Romanowi zabrać z domu, co tylko chciał. W ten sposób ukradł mi wszystkie moje piękne ciuchy, które kupowałam, żeby dobrze wyglądać na randkach Bretem oraz mój paszport z wbitą amerykańską wizą dla narzeczonej.

Niestety nie mieszkałam z Bretem w jego warszawskim mieszkaniu, chociaż wcześniej pomieszkiwałam z Michałem u jego rodziców, więc może uznała, że Bret nie był dla mnie tak ważny. A może uwierzyła w urojenia siostry Romana, która się przedstawiała jako „narzeczona” moich wszystkich facetów po kolei. Ale jaka nie byłaby prawda, nie miała prawa bez konsultacji ze mną komukolwiek pozwalać na zabranie moich rzeczy.

To, co robi Roman, nazywam kultem cargo. Podejrzewam, że kieruje się pragnieniem, żebym pojawiła się w jego życiu. Próbuje to zrealizować, po kolei kradnąc mi najpiękniejsze rzeczy. W jego urojeniach pojawię się pewnie magicznie, tęskniąc za swoimi ubraniami i zamieszkam u niego. Zamiast tego odkupuję sobie wszystko, o czym sobie przypominam. Moi znajomi wymieni mi, co oni pamiętają, że nosiłam w tamtym okresie. Z tego, co usłyszałam, podobno miał także urojenia, że się wprowadziłam do Adama i dlatego właśnie chciał się do niego włamać, wyłudziwszy wcześniej klucze od mamy Adama, żeby zabrać moje rzeczy. Których tam zresztą nie było.

Na całe szczęście schizofrenik Roman nadal nie orientuje się, gdzie mieszkam, bo gdy mnie prześladował w pracy i śledził, postanowiłam go wyprowadzić w pole i zamiast wrócić do domu, pojechałam do Ikei do Janek. Znaczy się, nie poszłam bezpośrednio do sklepu, ale ruszyłam pomiędzy bloki. Udało mi się go zgubić. Do tej pory pewnie uważa, że mieszkam poza miastem. Bardzo proszę, nie mówcie Romanowi, gdzie mieszkam naprawdę.

Bo ja z nimi rozmawiałem…

Jedną z rzeczy, którą muszę wykpić, jest podejście różnych idiotów, którym wydaje się, że potrafią rozpoznać na pierwszy rzut oka osoby chore psychicznie. Mam złe wiadomości, schizofrenika bardzo trudno się diagnozuje, bo świetnie kryje się ze swoimi urojeniami. Tak naprawdę diagnozuje takiego zjeba tylko jego ofiara, bo przed nią odsłania się z urojeniami i wobec niej ma jakieś żądania. Do kompletu schizofrenik z reguły oskarża swoje ofiary o chorobę psychiczną i biegnie przymilać do wszystkich decyzyjnych osób, oplatając swoją ofiarę gęstwą kłamstw i urojeń, których otoczenie nie jest w stanie rozpoznać.

Nawet mój tata, który uciekł z Francji przed prześladująca go schizofreniczką, nie do końca potrafił się zorientować, bo byłam już zbyt zakatowana i nie byłam w stanie opowiadać, co mnie spotyka, że moje koleżanki z podstawówki oraz kolega to schizofrenicy. A atakowali mnie prawie za wszytko i praktycznie wszystko z mojego życia miało świadczyć o mojej chorobie psychicznej. Moje pływanie miało być urojone. Tak samo występ z trenerem w telewizji. W zasadzie wszystko, co robię, ci schizofrenicy przypisują sobie i twierdzą, że jeśli ja o tym mówię, to zdradzam się z urojeniami.

Mój tata czmychnął z Francji przed takimi ludźmi, mnie się nie udało. Nie dałam rady. Ale marzę o tym, żeby jak najszybciej uciec z Polski i zamieszkać w miejscu, które nawet nie słyszało o polskim fandomie fantastycznym i nigdy nie poznało przerażających schizofrenicznych potworów, z którymi chodziłam do podstawówki.

Mój tata wycierpiał mniej niż ja. Tylko jedna jego ukochana została zamordowana przez schizofreniczkę. Ja doliczyłam się trzech takich osób plus kilkoro przyjaciół. Mam za sobą więcej niż jedną próbę samobójczą. Przeszłam takie pranie mózgu, traumy oraz syndrom sztokholmski, że w porównaniu ze mną mój tata został potraktowany raczej ulgowo i prawie nie cierpiał, bo udało mu się uciec przed pierdolniętą schizofreniczną kurwą, która opowiadała, że jest jego żoną.

Nie chcę oglądać osób, które kiedykolwiek rozmawiały z Romanem, czy jego równie chorą psychicznie rodziną. Nie ma sensu przebywać w kraju, w którym w każdej chwili natykam się na kogoś urobionego przez Romana i jego siostry czy też ich enablerów. Ludzie, którzy mnie jednak trochę lubią, próbowali mnie jakiś czas temu podnieść na duchu, obiecując, że bez względu co się stanie i ile czasu będę wychodzić z traumy i odzyskiwać pamięć, to doprowadzą do tego, że będę mieć swoje genetyczne dzieci z pomocą zastępczej matki. Ale szczerze mówiąc, mam to w dupie. Jestem za stara, żeby się martwić o wychowanie dzieci w świecie, w którym schizofrenicy swobodnie zaszczuwają kolejne pokolenia. Obawiam się, że moje dzieci jeszcze bardziej by cierpiały, bo przyrost cierpienia spowodowanego przez schizofreników oraz ich działania wygląda na wykładniczy. Ogarnął mnie antynatalizm, bo nikt nic z tymi schizofrenikami nie robi, wszyscy za to oczekiwali, że ja ich namówię na leczenie. Takie nieprofesjonalne działanie spowodowało, że się na mnie rzucili już ze wszystkim, co się dało i złośliwie zastosowali swoją urojoną pseudo-terapię, która spowodowała zaplanowany przez nich na dziesięć lat syndrom sztokholmski. Durnota różnych osób, które nadal uważają kurwę Annę, czy Ryszarda za wybitnych „psychoterapeutów” spowodowała śmierć moich nadziei na jakiekolwiek szczęście w życiu. Pozostaje mi tylko walka o jak najlepszą formę fizyczną, żebym podołała trudom walki sądowej o sprawiedliwość. Bo sama nie będę jej wymierzać. A mam dosyć już pomówień różnych warchlaków i plagiatorek z fandomu, więc będę musiała coś z tym zrobić.

Uważam, że żal jest mojej linii genetycznej – która wcale nie jest obarczona schizofrenią, chyba że mówimy o prześladujących mnie schizofrenikach – ale nie zamierzam skazywać nikogo na cierpienie, powołując na ten zły świat, bo ten schizofreniczny gang się ode mnie nie odczepi. Biorąc pod uwagę, co spotkało mojego tatę, mnie i moje siostrzenice oraz siostrzeńca, źle to rokuje dla jakiegoś mojego hipotetycznego potomka. Pozostanie już mi tylko żal i smutek, bo wiem, co mnie ominęło. Karmienie tych schizofreników to coś, co mógł zrobić tylko mój największy wróg.

W Stanach czy Norwegii miałabym dzieci, w Polsce – nawet gdyby nie było za późno – nie chcę. Polska jest tępą maciorą, która zamordowała swoje najlepsze dzieci, i promuje bezmyślnych oraz pozbawionych talentu schizofreników i robi to kosztem zdrowych, uczciwych ludzi.

Mam nadzieję, że wyraziłam się na tyle dosadnie oraz tak dokładnie przedstawiłam swoje racje, że już nie będę musiała oglądać ani Andrzeja, ani schizofrenicznych kurew z mojej podstawówki, włącznie z Romanem.

Zniszczyliście mi wszystko, debile. Nie istniejecie dla mnie.

Sztokholm

W pewnym momencie, gdy byłam jeszcze na początku studiów, Bret zabrał mnie do Sztokholmu. Wiedział, że rozstałam się z Michałem, bo ten zgwałcił, więc traktował mnie jak kogoś bardzo kruchego. Mężczyźni w takie sytuacji wiedzą, że powinni czekać z seksem i byłam za to wdzięczna. Ze swojej strony Bret przeszedł tyle zawodów miłosnych, że też nie chciał niczego zepsuć. Coraz bardziej byłam w nim zakochana.

Jak już napisałam, rozstałam się z Michałem po gwałcie. Moja ginekolog zrobiła obdukcję i dokładnie opisała obrażenia. Pokazałam ten dokument matce Michała, żeby wiedziała, co zrobił jej synalek i co spowodowało rozstanie. Nie oskarżyłam Michała formalnie, chociaż uratowałoby mi to życie, bo wiele kłamstw schizofreników wyszłoby wtedy na jaw. Niestety widziałam u Michała objawy wskazujące, że przeszedł pranie mózgu i działa pod wpływem syndromu sztokholmskiego, więc wolałam go oszczędzić. Tak go załatwił gang schizofreników z mojej podstawówki, który mianował się jedynymi ludźmi, którzy mnie znają i ze mną rozmawiają. Zaprzyjaźnili się z rodziną Michała, gdy jeszcze był dzieckiem. Rzeczy, które mówią na mój temat, to gówno prawda – ani mnie nie znają, ani ze mną nie rozmawiają, bo nie zwierzam się im, ani nie są moimi krewnymi. Od dziecka ich nienawidzę i wiem, że powinni się leczyć. Przykre to, że opanowali fandom i udało im się nastawić wiele osób przeciwko mnie oraz mojemu tacie. Który – przypominam – nie był pedofilem, ani gwałcicielem – tylko był przez schizofreniczkę z mojej podstawówki niewinnie oskarżony. Tata na całe szczęście był w czasie krytycznego weekendu na zagranicznym konwencie.

Nawet przez chwilę nie byłam z Romanem, jest to durny schizofrenik, który mnie zamęczył swoimi urojeniami już w dzieciństwie. Zniszczył mi po kolei wszystkie moje związki. Przez niego nie mam nic. Nie mam kariery filmowej, producenckiej, muzycznej, czy telewizyjnej. Zniszczył mnie razem ze swoimi siostrami oraz wujkiem Ryszardem jako sportowca. Jak to mi zapowiedział, nie wolno mi odnosić żadnych sukcesów w życiu, więc wszystko mi sabotują. Zamiast wspierania mnie, czy jakiegokolwiek przyjaznego zachowania, oczekiwał, że podzielę się z nim oraz jego siostrami majątkiem, czy wręcz im – i wyłącznie im – przypiszę swoje dokonania, które polegały na konceptualnym wkładzie w różne polskie i zachodnie – nazwijmy to tak – produkcje.

Niedoczekanie. Roman i jego siostry to typowe schizofreniczne kurwy, które przypisują sobie różne rzeczy bez jakichkolwiek podstaw. Roman nigdy nie był bohaterem mojego romansu i nigdy nie byliśmy parą. Propozycje Andrzeja, że mnie razem z nim przenocuje w Łodzi są tak obrzydliwe i obraźliwe, że utrzymuję swój bojkot jego osoby, który rozpoczęłam na początku lat dziewięćdziesiątych. Jeśli kiedykolwiek z Andrzejem rozmawiałam, to tylko dlatego, że zapomniałam w czym wziął kutas udział i jak bardzo mnie zniszczył mnie i Breta jako parę. Niestety jest osobą, która swoją głupotą doprowadziła u mnie do amnezji oraz próby samobójczej już na studiach, ale opamiętałam się i postanowiłam żyć bez miłości, więc udało mi się wszystko zwrócić z żołądka. Dla pewności poszłam do pobliskiego szpitala. Przez jakiś czas byłam pod obserwacją na korytarzu szpitalnym, czy nie zacznę odpływać.

Andrzej pozwolił, żeby ten gang schizofreników w oczach fanów zrobił ze mnie i mojego ojca niebezpieczne oraz chore psychicznie osoby. Muszę na to zareagować i postawić sprawę jasno. To Andrzej jest niebezpiecznym i głupawym narcyzem, który – jak to bardzo często robią narcyzi – niszczy ludzie, którzy mu pomogli. Zniszczył mnie, a także Piotra, którego poprosiłam, żeby zatrudnił Andrzeja, gdy ten stracił pracę po śmierci żony.

Mam nadzieję, że nie będę musiała już nigdy w życiu Andrzeja oglądać. Będę rozmawiać już tylko z ofiarami tego gangu schizofreników, które przejrzały na oczy i już dawno mnie przeprosiły. Andrzej cały czas upiera, z tego co wiem, że mnie dla mojego własnego dobra złamie i zmusi do związku z Romanem.

I co ja mogę na coś takiego odpowiedzieć? Na pohybel skurwysynom!!!

Oprócz Michała schizofrenik Roman jest gwałcicielem, tak samo, jak jego ojciec-schizofrenik, a nie Bret. No, ale niestety schizofreników nie trzymają w więzieniu, więc tak bardzo niebezpieczna osoba wyszła na wolność, chociaż z prośbą o leczenie. Niech kurwy, które udają moje przyjaciółki, trzymają się już ode mnie zawsze z daleka. Nie chcę Andrzeja „poznawać” – co mi oferowały schizofreniczki. Znam go do dziecka i to aż za dobrze. Jak już napisałam, nie muszę go oglądać. Za to chętnie obejrzę serial sądowy z jego udziałem. Należy mu się za wszystko, co zrobił. Niech gang schizofreników dalej sobie „trzyma” (jak to określili) Andrzeja. Mogą go sobie zostawić.

Szkoda tylko, że różni durni ludzie wyrzucali Breta z konwentów, bo mogliśmy się parę razy zejść lub wyszłabym za jego kolegę. A tak całe życie cierpię i jestem sama. Najgorzej pytać o różne sprawy obcych ludzi, a nie najbardziej zaintersowanych. Takie kierowanie się plotami zawsze prowadzi do tego, że ofiary takich spisków spędzają lata na terapii, próbując sobie poradzić z traumą, która spowodowało takie bezprawne decydowanie z kim wolno się wiązać. Nikt nie ma za mnie prawa decydować, z kim mam być i z kim wolno mi utrzymywać kontakty. Mam nadzieję, że Andrzej sam zobaczy jak działa podobne odcięcie od ludzi, z którymi chciałoby porozmawiać. Ja z nim nie rozmawiam, inne osoby też nie powinny. Niech sobie rozmawia dalej tylko z Romanem, lub jego siostrami.

Szkoda tylko, że nie mogłam rozgłosić prawdy w Internecie, gdy byłam studentką, bo wtedy jeszcze nie było Internetu. Ale z dziką radością nadrabiam zaległości i zaczynam rozdzielać razy oraz informować fanów, co rzeczywiście zaszło w Sztokholmie i nie tylko.

Śmierć kurwom z Opus Dei!!!

Syndrom

Jedną z zasad, jaką kierują się psychoterapeuci, jest że każdy ma prawo do swojej własnej wersji. Wersje mogą się szczególnie różnić, jeśli w sprawę – jak w moim przypadku – zamieszani są schizofrenicy. Rozjeżdża się wtedy wszystko o sto osiemdziesiąt stopni.

Prześladujących mnie schizofreników poznałam w podstawce. Bardzo szybko stałam się jako mała pływaczka i osoba mało religijna (a bardzo zdolna oraz pochodząca z kosmopolitycznej rodziny) celem ataków i plotek. Schizofrenicy kierując się swoimi obsesjami bardzo szybko postanowili się mną zaopiekować i zaczęłam być nękana, bita, oprócz symulowanych zbiorowych gwałtów, które wykonywały na mnie dzieci z tej cholernej rodziny, dokonano na mnie gwałtu analnego oraz oralnego. Przy czym ten drugi był zbiorowy. Oba już opisałam wcześniej.

Zaopiekował się mną psycholog, który nie doceniał faktu, że zostałam zaatakowana przez rodzinę schizofreników. Problemem było też to, że schizofrenicy jednocześnie zaatakowali moją rodzinę, udając przyjaźń i zdobywając jeszcze więcej informacji o nas. Sprzedawali moim rodzicom kłamstwa na mój temat oraz swoje urojenia dotyczące mojego sposobu prowadzenia się. A mówimy o dziecku ośmioletnim. Znalazłam się wtedy w piekle, a mój tata został fałszywie oskarżony o pedofilię i gwałt na córce mojego gwałciciela. Jak już pisałam mój psychoterapeuta przypisał urojenia tej mojej koleżanki jej zazdrości. Nie było czego zazdrościć, ale do tej pory ta mała tępa dzida udaje mnie i nikt jej nie leczy.

Mój tata jej nie zgwałcił. Na całe szczęście był razem z Andrzejem oraz innymi starszymi fanami na konwencie za granicą. Cholerna schizofreniczna rodzina była diagnozowana wtedy, ale nie udało się jej nakłonić do leczenia. Archiwa Policji są pełne dokumentów na ich temat. Poprosiłam o sięgnięcie do nich, gdy dowiedziałam się, że pojawiły się plany, aby Ryszard czy też jego siostrzeniec zostali prominentnymi politykami, więc nie dostali clearingu. Biegli wiedzą na ich temat takie rzeczy, że nawet gdybym oszalała i zaczęła ich wychwalać pod niebiosa, nie dostaną pozytywnego clearingu. Ja taki clearing dostałam, gdy prowadziłam zajęcia z języka w jednych z Ministerstw. Zrezygnowałam z prowadzenia tych zajęć, bo przypętało mi się zapalenie płuc, a także prawdziwą traumą zareagowałam na pojawienie się przy mnie różnych osób z PiSu, którzy kręcili się po nieswoim resorcie. W życiu nie będę pracować dla PiSu. Reaguję alergią na nazwisko „Nowak”.

Ale wróćmy do lat siedemdziesiątych. Mała gnida z mojej podstawówki, która fałszywie oskarżyła mojego tatę, usłyszała ode mnie, że kłamie i powinna się leczyć, bo mój tata był wtedy w Londynie. Wypytała mnie o konwenty i ona sama oraz jej rodzina, jak to zawistni schizofrenicy, postanowili ruszyć do ataku i pojawili się w ruchu fanów. Nawet jeżeli mój tata ich widział, to nie miał świadomości, co wygadywali za jego plecami. Potem podczepiłam magnetofon do telefonu i nagrałam niektóre wypowiedzi mojej koleżanki z podstawówki i trochę mojemu tacie przeszedł zachwyt moimi przyjaciółkami. Zresztą sam przeżył ataki schizofreników we Francji i wiedział, że zrzucają maski tylko przy swojej ofierze.

Schizofrenicy z mojej podstawówki postanowili – jak to robią zwykle tacy wariaci – przechwycić wszystkich przyjaciół mojej rodziny z fandomu. Weszli do ruchu fanowskiego po mojej rodzinie, ale nie przeszkadza im to oskarżania mnie, że jestem kimś z zewnątrz i nie jestem pisarką. Rodzice Michała mieli pecha na tych ludzi natrafić i im uwierzyć. Michał rzucił na mnie nad Wisła bez odpowiedniego okresu randkowaniu, bo uwierzył schizofreniczkom, że jestem w nim zakochana. Było odwrotnie. Była w żałobie i rozbita, bo dowiedziałam się o śmierci Kruka, którego zabił norweski schizofrenik. Kruk odbił mnie Piotrowi i przyjeżdżał z Norwegii. Obiecał mi przez letefon w pewien wieczór halloweenowy, że jeśli prześladujący go schizofrenik – który już go dusił – zabije, to wstanie z grobu, żeby mnie bronić przed moimi schizofrenikami. Jest pierwowzorem postaci z filmu, która jest muzykiem i jako mszczący się duch nosi corpse paint.

Zostałam praktycznie zmuszona do związku z Michałem, chociaż go nie kochałam. Ale miał fajnych rodziców i fajną działkę, na której znajdowały się rośliny z cieplejszej strefy. W mrozu były docieplane matami. Było tam też bardzo duże oczko wodne. Ojciec Michała, psychiatra nie zorientował się, że czerpie wszystkie, ale to wszystkie informacje o mnie i mojej rodzinie z urojeń schizofreników, z którymi ani się nie przyjaźniłam, ani nigdy nie byli ze mną spokrewnieni.

Mój związek z Michałem zakończył gwałt, do którego doszło, bo uwierzył schizofrenikom, że tak się musi zachować „prawdziwy mężczyzna”, żeby rozkochać w sobie żonę. Był tak przekonany o swoim sukcesie, że zaczął przeć do małżeństwa, chociaż cały czas próbowałam go przekonać, że powinniśmy w zasadzie spróbować wspólnej terapii, bo bardzo źle jest między nami.

Rzuciłam Michała w trzy pędy, zabrałam kotkę, która również stała się nieszczęśliwa w mieszkaniu rodziców Michała i wróciłam do mamusi. Spotykałam się z innymi mężczyznami, z których Bret miał pecha być idiotą, który także chodził na sznurku schizofreników z mojej podstawówki, czyli słuchał się wariatów z Opus Dei. Ani Ryszard ani Barbara nigdy nie byli moimi rodzicami.

Rodzice Michała oraz on sam oprzytomnieli i w końcu zaczęli coś weryfikować, gdy już zniszczyli mi praktycznie wszystko, co można zniszczyć komuś w życiu. Ale bardzo dobrze, że się w końcu opamiętali.

Powtarzam, Renata nie jest Yennefer (w sensie przyjaźni z Andrzejem), a jej cioteczna siostra Anna (tylko przypadkiem moja prawdziwa siostra ma na imię Anna, ale nie ma między nimi żadnego związku) nie jest skrzywdzoną wokalistką Burzum, ani była Breta. Za to jest bardzo, tak samo jak jej siostra Renata) bardzo niebezpieczną schizofreniczką, która potrafi za sobą pociągnąć wiele osób swoimi szlochami. Niestety schizofrenicy uwodzą ludzi i nie ma w tej historii nic więcej. Nie ma żadnej winy mojej rodziny, ani mojej własnej. Wszyscy, ja, moja rodzona siostra, jej były mąż oraz ich dzieci ucierpieliśmy tak bardzo, że trudno znaleźć osoby, które bardziej jacyś schizofrenicy skrzywdzili. Oczywiście można się spierać, że moich zaszlachtowani na śmierć przyjaciele oraz ukochani ucierpieli bardziej, ale były chwile kiedy zazdrościłam im śmierci, bo są granice tego, jak bardzo może cierpieć człowiek i nie oszaleć. A syndrom sztokholmski jest czymś co wywołuje krańcowe psychiczne (i czasem też fizyczne) cierpienie. Każda osoba, która mówi o tym gangu schizofreników, dobrze staje się osobistym wrogiem i zaczynam tej osoby unikać. Jeśli trzeba będzie to w krańcowym cierpieniu istnienie takiej osoby wyprę.

Psycholodzy są bardzo delikatni, bo wiedzą, jak szkodliwy jest terror i jak groźny jest syndrom sztokholmski. Psychoterapeuci też wiedzą, jak bardzo różne potrafią być wersje różnych osób. To co dla mnie było brutalnym, niszczącym gwałtem, który zniszczył moje zaufanie do niego, dla Michała było czymś, co miało mnie w nim rozkochać i skończyć się pośpiesznym ślubem. Skończyło się bardzo brzydkim rozstaniem, bo jednak moja wersja miała największe znaczenie.

Żaden psychoterapeuta nie ma prawa narzucać swojej własnej wersji (w ogóle nie ma prawa mieć swojej wersji, bo musi stać po stronie pacjenta). W ogóle multum powodów, dlaczego ktoś ląduje w psychologa jest sytuacja, w której toksyczny chuj odmawia swojej ofierze posiadania własnych wydarzeń, własnej wersji czy przeżywania własnych uczuć. Bardzo źle, że ojciec Michała jako psychiatra postanowił polować na mnie i bez weryfikacji wmawiać mi wszystkie urojenia Renaty oraz Anny, czy innych osób z ich rodziny. Zrobił bardzo dużą krzywdę całemu fandomowi, a nie tylko mnie. Tak się kończy, gdy psychiatra próbuje diagnozować bez psychoterapeuty i niczego nie weryfikuje.

Dzięki różnym e-mailom udało mi się zgromadzić kontr-argumenty, więc ojciec Michała złapał się za głowę i zaczął odkręcać wszystko, co zrobił. Nie przypuszczał, że padł ofiarą gangu schizofreników, którzy wdarli się do fandomu w latach siedemdziesiątych, a potem ukradli nam wszystkie notesy z telefonami.

Bardzo szkoda, że dopiero wtedy zaczął coś weryfikować. Również szkoda, że pomimo tego, że on sam oraz wiele innych osób przejrzało na oczy, to ci groźni schizofrenicy znaleźli sobie jeszcze innych sprzymierzeńców. Dostali taką pomoc, że prawie mnie zabili. Przeżyłam to tak bardzo źle, że ani nie chcę oglądać fandomu, czy uczestniczyć w jakiś fandomowych spotkaniach, ani nie chcę oglądać żadnych anglistów. Jeśli się uda, to wyjeżdżam z Polski na zawsze i będę pracować w zupełnie innym zawodzie. Nawet jeśli zrobię to rok przed emeryturą, to wygram, bo wygrzebię się z syndromu sztokholmskiego i chociaż przez parę lat, które mi zostały, będę szczęśliwa.

Nie mam zamiaru też brać udziału w namawianiu tych ludzi do leczenia. Robiłam już to, mam dosyć. Niech się tym, kurwa, zajmą psychiatrzy oraz ludzie, którzy naprawdę utrzymują z nimi kontakty. Ja ich nie znam, nie wiem, gdzie mieszkają. Nie dzwonię do nich, ani ich nie odwiedzam. Wszystkie opowieści o tym są ursejnami oraz celowymi zmyśleniami.

Jeśli pytaliście tych schizofreników o mnie, to nadal nic o mojej sytuacji czy wydarzeniach z mojego życia nie wiecie. I możecie spierdalać na drzewo, jeśli o mnie chodzi. Dawno już nie jesteście moimi przyjaciółmi. Powinniście byli ze mną o wszystkim rozmawiać, bo rozmawia się z przyjaciółmi, a nie postronnymi schizofrenikami.