Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

„Ta kurwa, żona Romana”

Jak mi doniesiono pewna panna (sądzę, że jest panną jeszcze) raczyła się o mnie wypowiedzieć „ta kurwa, żona Romana”. Podobno padło to w odpowiedzi na prośbę, aby mnie przeprosiła. Stwierdziła, że „przeprosi tę prawdziwą, a tę kurwę, żonę Romana.”

Więc jedyne, co mogę teraz zrobić, to poprosić, aby mój prawnik pan P. zareagował.

Ja ze swojej strony dodam tylko, że padłam ofiarą pomówień schizofreników z mojej podstawówki i że schizofrenicy kierują się niechęcią podszytą zawiścią. I na tej podstawie tworzą im się urojenia, które głoszą, że ktoś bardzo lubiany, nie jest osobą, za którą się podaje. Równie częste urojenie polega na tym, że osoby, które są obce dla schizofrenika w jego urojeniach są jego tępą żoną, którą trzeba „leczyć”, aby w końcu to co mówi zgodziło się z jego urojeniami.

W życiu nie przeproszę żadnych złodziei i manipulantów. Mam dosyć tych pomówień, jakie wysuwają beztalencia i wariaci. Ani ja nie byłam i nie jestem kurwą, ani moja mama nie była – tu cytuję – pijaną kurwą, która zdechła pod pod płotem.

Za coś takiego należą się przeprosiny, ale teraz już ich nie przyjmę, tylko proszę, aby sprawa w końcu znalazła rozwiązanie sądowne. Nie uwierzę już w jakąkolwiek dobrą wolę kogokolwiek z Avangardy. To są ludzie, z którymi można rozmawiać tylko na sali sądowej, pozbawieni całkowicie honoru.

Tym razem występuję z fatwą na tę tępą zdzira, która mnie tak i moją mamę nazwała. Ma już przestać dostawać jakąkolwiek pomoc. Nie zasługuje na to. Każda osoba, która ją spotka ma prawo opierdolić ją w moim imieniu.

Jedyne, co mogę powiedzieć, to że ta osoba zjebała sobie wszystko swoim tępim chłopim uporem, bo dla mnie nie jest szlachcianką, tylko rakiem, który toczy warszawski fandom i osobą, która osobiście odpowiada za wiele nieszczęść u wielu ludzi. Lepiej, aby się już nigdzie nie pokazywała, gdzie ja bywam. Na jej szczęście nie ma mnie i nie będzie na żadnych warszawskim konwencie, bo nie mam ochoty oglądać imbecyli, którzy nie potrafią pisać, a mają urojenia, że schizofrenicy zrobią z nich pisarzy najpopularniejszych w Polsce.

Niech sobie ta osoba radzi sama, ale nikomu nie polecę wziąć jej do telewizji. Lata temu ułatwiłam w ten sposób karierę pewnej pisarce, ale dla pewniej tępej idiotki tego nie zrobię.

Testament

Mój testament brzmi tak – tylko moje rodzone siostrzenice i siostrzeniec mogę po mnie dziedziczyć. Piszę to nie dlatego, że planuję samobójstwo, ale żeby mnie znajomi schizofrenicy, którzy nękają mnie od podstawówki, nie zabili. Tak się składa, że schizofrenicy zabijają bardzo często, kierując się urojeniem, że po kimś dziedziczą i że nastąpią jakieś automatyczne przelewy, które po czyjejś śmierci nastąpią. Schizofrenik Roman nie jest moim mężem i po mnie nie dziedziczy.

Za to, jak się zorientowałam, Avangarda od lat uważa go za kogoś decyzyjnego we wszystkich moich sprawach. A tak się składa, że warszawski gang schizofreników od dzieciństwa mnie prześladuje razem z swoimi pomocnikami i mogę powiedzieć tylko jedno. Nawet jeśli by powstał w Warszawie jakiś inny klub fantastyki to po tym, co mnie spotkało, w życiu nie pojawię się na żadnym warszawskim konwencie. Bo wiem, że nikt nigdzie nie zapewni mi bezpieczeństwa. Widziałam, jak pomimo mojej walki i kierunkowego wykształcenia, jestem latami, krok po kroku, zakatowywana psychicznie ( a także fizycznie) przez gang schizofreników, którzy przychodzili do mojej pracy, a także ludzi, którzy twierdzili, że są z Avangardy i im pomagali. Twierdzili, że podaję się za kogoś, kim nie jestem, i dodatkowo mam być podobno powodem, dlaczego ta „prawdziwa Małgorzata Wieczorek” nie pojawia się na warszawskich konwentach. Jeżeli kiedykolwiek uczestniczyłam w jakiejkolwiek imprezie Avangardy to tylko dlatego, że straciłam pamięć i nie działałam racjonalnie, bo nie pamiętałam, co mi zrobili już w podstawówce, w czasie liceum i potem na studiach.

Więc jedyne, co mogę zrobić, to wypowiedzieć wojnę temu klubowi. Nikt, kto jest uczciwy nie może pojawić się na konwencie Avangardy. Mam nadzieję, że odczują to na najbliższym Bazyliszku.

Wracam do mojego dawnego hasła. W Warszawie nie ma klubu fantastyki. Jest klubik Opus Dei ze schizofrenikami, którzy okłamują wszystkich na mój temat sprzedając swoje urojenia jako prawdę.

Zamierzam unikać też innych konwentów, w czasie których mogą mnie zaatakować schizofrenicy. Bo nic, ale absolutnie nic, nie zostało naprawione, tylko zostałam ponownie zakatowana przez schizofreników tak, ze o mało się nie zabiłam i weszłam w syndrom sztokholmski z brakiem pamięci. Bo tak mnie „leczyli” z moich tak zwanych „urojeń”.

Mam nadzieję, że chyba nie muszę ponownie wyciągać zaświadczenia o stanie cywilnym, bo z wiosny poprzedniego roku powinno wystarczyć. Nie jestem, kurwa mać, żoną Romana, tylko skrzywdzoną wokalistką i pisarką.

Piekło i przekleństwa na polski ruch fanów!!!

Wojna religijna

Moja katechetka była z Opus Dei i uczyła nas wielu rzeczy. Między innymi, że powinniśmy słuchać schizofreników, których Kościół nazywa „świętymi”. Stawiała za wzór Izaaka, który posłusznie dałby się zabić ojcu, który usłyszał „wolę Boga”, że ma go złożyć w ofierze. Czymś, co równie mnie zgorszyło był fakt, że jak najbardziej poważnie mówiła o nadal trwającej wojnie religijnej.

Cała moje życie potwierdza, że miała rację i że Kościół nadal uważa, że powinien walczyć o przywództwo nad światem. Mają też obowiązek dbać o to, aby jak najwięcej dusz „zbawić”. Weźmy przykład mojego dawnego faceta, Michała. Nigdy nie został ochrzczony, bo to był warunek jego matki, która zresztą tak samo jako ojciec przeżyła bardzo dużo złego z rąk Opus Dei. Ona podobnie jak ja miała już w dzieciństwie wyznaczonego przez Opus Dei przyszłego małżonka schizofrenika. Ja przed swoim uciekam całe życie i nie udało mi się wyjść za mąż. Mama Michała miała więcej szczęścia wyszła za mąż i urodziła dziecko już po czterdziestce. Ale przynajmniej wyszła za osobę, którą sobie sama wybrała. Mnie Opus Dei tak dokładnie obstawiło i otoczyła kłamstwami, że pomimo kilku narzeczonych nie udało mi się wyjść za mąż. Ale nawet jako stara baba nie zaakceptuję Romana.

Ale wróćmy do rodziny Michała oraz wojny religijnej. Rodzice Michała oraz on sam mieli złudzenie, że ich problemy z Opus Dei nie oznaczają, że nie mogą przyjaźnić się z ludźmi religijnymi. Byli bardzo naiwni. W ramach „nawracania” i pilnowania, aby wszystkie dzieci były ochrzczone mój były jak się okazało miał przyjaciela księdza. Z mojego punktu widzenia bardzo duża nieostrożność. Nie tylko stracił osobę, z którą był zaręczony, a która była poganką, ale jakoś tak się okazało, że gdy ożenił się z laską, która go zechciała, nie tylko wziął ślub kościelny, ale też ochrzcił swoje dzieci. Po doświadczeniach jego mamy!!! Zresztą okazało się być błędem, bo Opus Dei mu tych dzieci o mało nie zakatowało na śmierć. Dzieci nie, ale zakatowało jednak skutecznie jego mamę. Z tego, co udało mi się ustalić, miała podobnie jak mój przyjaciel formę raka, którą dałoby się wyleczyć. Pranie mózgu wytworzyło w niej jednak przekonanie, że cierpi na tak zaawansowanego raka, że nie ma sensu go leczyć. Została zniszczona psychicznie tak bardzo, że popełniła samobójstwo.

Mama Michała była za ładna i czasowo jej mąż był na zagranicznym kontrakcie. Mama Michała jako kobieta mieszkająca sama została uznana przez wariatów z Opus Dei za kurwę i wykonano na niej wyrok śmierci. Dodatkowo wkurwiło ich, że mieszka zbyt ładnie i ma w mieszkaniu wszystko. Opus Dei bardzo lubi zaszczuwać ludzi tak dokładnie i terroryzować ich, że sami popełniają samobójstwo. Jest to powód, dlaczego rodzina Michała już się z kilkoma osobami z fandomu nie przyjaźni. Bo są to schizofrenicy podszyci zawiścią, na podstawie której doznają silnych urojeń.

A ksiądz „przyjaciel” uciekł i nie ma po nic śladu.

Ja wolę nie kontaktować się z ludźmi zbyt blisko związanymi z Kościołem. Nie wyobrażam sobie utrzymywać jakichkolwiek kontaktów z jakimkolwiek księdzem. A z osobami z rodziny Ryszarda i Romana nie miałam szczęśliwie kontaktów od czasu podstawówki. Pomijam napady na mnie w czasie konwentów, czy inne napady, terror czy pranie mózgu u mnie w pracy. Jeżeli z nimi rozmawiałam, to tylko dlatego, że w czasie wcześniejszego napadu straciłam pamięć i próbowałam się dowiedzieć, kim są. Gdy orientowałam z kim mam do czynienia, zrywałam kontakt.

To jest znana sprawa, że ludzie z Opus Dei niszczą pogan, metali i ateistów. Lubię robić tak, że ci się sami zabijają. Nie ukrywali tego przede mną, bo uznali mnie na podstawie urojeń jednej wariatki za kogoś, kto chce być w ich sekcie. Jedyne, co mogę zrobić, to ostrzegać przed nimi. Musicie złożyć apostazje tak szybko jak się da, bo inaczej uważają, że mają prawo was terroryzować w ramach prowadzenia akcji korekcyjnych postawy. Chroni przed nimi tylko brak chrztu lub apostazja. Wszyscy z nich to wariaci (pewien mój znajomy psychiatra wie o tym najlepiej, ale i tak w pewnym momencie dał im się nabrać), ale nie przeszkadza to tej organizacji działać w regularnych strukturach Kościoła Rzymsko-Katolickiego.

Opus Dei ma bardzo zła opinię u kryminologów i psychiatrów. Mam prawo pisać o swoich doświadczeniach. Wojna religijna nigdy się nie skończy, bo Kościół uważa, że ma prawo ludzi „nawracać”. Mnie to nawracanie wyszło już bokiem i wolę uniknąć sytuacji, kiedy ktoś będzie zabiegał o to, abym cofnęła apostazję. Nie ma takiej możliwości. Dlatego w życiu nie będę się kontaktować z kimś z Opus Dei czy Kościoła. Tylko desperaci czy samobójcy mają przyjaciół księży.

Przy czym uwaga – możecie być szczególnie groźnie zaatakowani, jeśli tylko grozicie apostazją. To moje doświadczenie. O wiele lepiej złożyć ją po cichu i najwyżej po tym upublicznić, a nie zapowiadać w ramach krytyki Kościoła czy Opus Dei.

I nawet jeśli jacyś ludzie Kościoła są zdrowie psychicznie, to ich i tak lepiej ich unikać, bo wokół Kościoła krążą tabuny schizofreników i maniaków religijnych (tak wynika z badań naukowych), którzy są ich głównym źródłem informacji na każdy temat. A także jako „święci” uznawani są osoby, które nawet powinny przewodzić. Do tego w kościelnej doktrynie nie ma miejsca na psychiatrię. Jest zamiast niej „życie duchowe” oraz opętani i święci. W związku z tym z reguły nie wątpi się w słowa schizofreników i są podawani za przykład. Z reguły też ludzie wybierający karierę kościelną są raczej głupsi niż reszta społeczeństwa. Bo ludzie religijni są głupsi od religijnych.

Mam też dosyć schizofreników, którzy twierdzą, że wiedzą, że powinnam dać się złożyć w ofierze (czyli popełnić samobójstwo) i zostawić im majątek po śmierci. Mam zamiast, jeśli się uda, żyć bardzo długo. I wcale im nie zostawię im po śmierci, bo nie nazywam się Izaak i wcale nie zamierzam słuchać się schizofrenicznego przybranego „nowego ojca”.

Z tym samobójstwem nie żartuję, przyjaciele ledwo mnie odratowali po zaszczuciu przez Opus Dei. Naprawdę terror niszczy psychikę i zabija. A i tak latami wychodziłam z syndromu sztokholmskiego i odzyskiwałam pamięć.

Ale wiem, że zaszczuwanie przez Opus Dei nigdy się nie kończy. Starają się człowieka kontrolować do śmierci, dokładnie tak jak robią schizofrenicy ze swoimi urojeniami i obsesjami. Nawet zdrowi ludzie z tej organizacji kierują się tym, co mówi jakiś wariat.

Różne wersje

Tak się składa, że prześladujący mnie gang rozpowiada o mnie nie dające się pogodzić wersje. Z jednej strony miałam niby wyjechać do Stanów i być szczęśliwa. A dolarowe przelewy ze Stanów są dla „najlepszych przyjaciół”. Inna wersja głosi, że pieniądze przesyłana na konto Nycza są dla Renaty. Bo należy się jej „odszkodowanie”.

Ja uważam, że to mnie należy się odszkodowanie. Bo ukradzione pieniądze to tantiemy za pewne kompozycje i spółki autorskie.

Jeszcze inna wersja jest taka, że jestem „chorą psychicznie żoną Romana” z amnezją i on może dysponować wszystkim, co mam, wraz z założonym przez Nycza kontem.

Jest to absolutnie nieprawdziwa wersja i bardzo proszę, aby wszystkie sprawy mnie dotyczące omawiać ze mną, a nie prześladującym mnie klerem, który koniecznie chce, abym potwierdziła „świętość Barbary” oraz moje „nawrócenie”. Dla tych ludzi to, że mam być „żoną Romana” jest aksjomatem, tak wierzą w to, że jestem ubezwłasnowolniona.

Mogę jedynie to skomentować w taki sposób – kurwa mać, gówno prawda. Widzimy się w Sądzie. To samo mówiłam na początku lat dziewięćdziesiątych, ale złodzieje i oszuści z cała premedytacją zaszczuli mnie i zakatowali do tego stopnia, że straciłam pamięć i nie mogłam odpowiednio z gangiem schizofreników odpowiednio walczyć.

Mam nadzieję, że uczciwi ludzie, którzy się przypadkiem w to zapłatami, będą wiedzieli, co robić. Bo ani Ryszard nie jest moim ojcem, ani Barbara nie jest moją matką, ani Roman mężem.

Z tym, że kler, jak zwykle, ma bardzo lepkie paluchy.

Konto walutowe

Tak się składa, że z dwoma Amerykanami weszłam w spółkę autorską. Jak najbardziej nie chcieli mnie skrzywdzić, tylko przelewać tantiemy na moje konto walutowe. Absolutnie nie wiem, jak to się stało, że nagle zaczął mnie „reprezentować” Nycz. I okazało się, ze „dla mnie” założył konto walutowe, złodziej.

Odpowiedziałam, że jak najbardziej potrafię sobie sama założyć konto i to zrobiłam, ale od tamtej pory nie udało mi się dopchać do moich znajomych Amerykanów i według tego, co się dowiedziałam, przez dekady przelewali pieniądze na to konto Nycza.

Okazało się, że założył to konto i nim zarządza, święcie przekonany, że schizofrenik Roman to mój mąż i że mnie prawidłowo ubezwłasnowolnił. Roman sobie żyje z tych pieniędzy wypłacanych po trochu bardzo wygodnie i udaje bogacza. Przy czym oczywiście nie zobaczyłam ani złotówki. Nie miałam za co zafundować mamie operacji zaćmy, gdy po pierwszej się przewróciła i soczewki się zrolowały. Nie mam też za co sobie zoperować oczu po ataku schizofrenika na jedno oko.

Jestem panną, nigdy nie byłam nie byłam związana z Romanem i nigdy nie byłam ubezwłasnowolniona. Nie dam dostępu do konta, które niby było założone „dla mnie”. Zawsze się dzieją takie „cuda” kiedy w sprawę wmieszają się schizofrenicy. Ale mam zamiar wszystko przetrwać i w końcu pójść do Sądu. Wiem, że Amerykanie poszli już do Sądu w Stanach. Sprawa czeka tylko, aż się lepiej poczuję i będę mogła zeznawać.

A dla ludzi, którzy chcą oddać to, co ukradli, oto moje konto w dolarach w Paribas:

Lincz

Tak się składa, że moje źródła doniosły mi, kto zorganizował lincz w moim miejscu pracy, porywając do morderczego lotu fanów z Warszawy. Dopadli mnie oni w miejscu pracy i próbowali terrorem oraz groźbą umieszczenia w psychiatryku, wymóc na mnie, abym oddała za nic swoje mieszkanie schizofreniczce, która mnie prześladuje od dziecka. Nie ukradłam tej piździe żadnego mieszkania. Dodam tylko, że takie urojenia o kradzieżach są całkiem częste u schizofreników takich jak Renata, jej rodzice czy Roman i jego rodzina. Schizofrenicy bardzo często dochodzą do wniosku, że coś należy do nich, bo ich zawiść inspiruje bardzo gwałtowne urojenia tego typu. Wystarczy sam widok jakiegoś przedmiotu i te schizofreniczki bardzo często wpadały do mojego mieszkania, lub odwiedzały moją matkę i wychodziły z czymś, co do mnie należy.

Naprawdę tym schizofrenicznym kurwom nic nie ukradłam, za to one, a także inspiratorka linczu ukradły i zniszczyły mi w życiu bardzo dużo. Ja rozumiem, że ich urojenia dyktują im, że muszą coś ukraść, aby naprawić rzeczywistość, ale ukradzione mi rzeczy naprawdę nigdy do nich nie należały, one też nie powinny przypisywać sobie rzeczy, które ja zrobiłam. Tymi urojeniami o dokonaniach literackich też steruje niestety schizofrenia i także ta choroba decyduje o tym, że pewne idiotki przypisywały sobie moich facetów. A ja miałam być niby tą „złą kurwą”, z której powodu nie układa im się życie, bo zabrałam im jakiegoś narzeczonego. A prawda jest taka, że to one niszczyły mi życie i związki. A za ich niepowodzenia odpowiada wyłącznie nieleczona choroba psychiczna.

Moje mieszkanie to stuprocentowo moje mieszkanie i dostanę akt własności, ale jest to na tyle poważny dokument, że czeka się na niego nawet miesiąc. Gdy już będę go mieć w swoim posiadaniu, rozpocznę odpowiednie kroki prawne, bo ktoś mojej klasy naprawdę nie ma zwyczaju zachowywać się, jak tania kurwa, która wrzaskami próbuje coś osiągnąć po zastraszeniu ludzi. Kwestie sporne rozwiązuje się na sali sądowej.

Biedronka

Bardzo lubię robić zakupy w Biedronce na Dolnej. Robiłam tam zakupy, gdy jeszcze ten sklep nie nazywał się Biedronka. Robili tam zakupy też moi koledzy z Haraldsdóttir. Wariat Roman też tam wtedy pracował. I jak zwykle zaczął mnie atakować. Norwedzy musieli mnie bronić. Basista z naszego zespołu to nie jest Vikernes. I ten zespół to nie był Burzum.

Za to ludzi z Burzum spotkał jeden z moich kolegów, gdy był w Norwegii i pytał mnie po powrocie, skąd ich znam. A znam z koncertu z Progresji, gdzie w ramach wolontariatu pomagałam przy ustawianiu dźwięku. Wiele osób mnie zna właśnie z Progresji. Między innymi dzięki przekazanymi mi pozdrowieniom dowiedziałam, jakie wiele osób plotkuje o mnie za moimi plecami. Szczególnie w Norwegii.

Ataki na mnie Roman kontynuował prawie do lat dwudziestych obecnego wieku. Prowokowało go praktycznie wszystko, a ja zgłaszałam te ataki Policji, tak samo dopisywanie sobie przez niego zakupów spożywczych do mojego paragonu.

Zaatakował mnie także w pracy razem ze swoim gangiem. Okazało się, że jestem obiektem, który zaczął być wychowywany w kwestii, co mi wolno kupować, a czego nie. Usłyszałam, że nie wolno kupować samych warzyw, bo Roman się tym nie naje. Były też zarzuty, że to, co kupuję, nie pojawia się jego lodówce. Nie dziwi mnie, że moje zakupy nie pojawiają się w jego lodówce, bo nie mam z nim nic wspólnego. Nawet nie wiem, gdzie ma tę pierdoloną lodówkę. Ale skoro udaje bogacza to pewnie gdzieś posiada odpowiednio duże mieszkanie.

Przy czym nie. Nie ma mieszkania. Uważa, że mieszka u mnie. Ma urojenia, według których daje mi pieniądze i ma mi wystarczać. A nawet powinno mi zostawać. Zawsze jednak jakoś ląduję z wymaksowanymi kartami oraz na dnie debetu. Przy czym ostatnie moje wyczyny, to efekt syndromu sztokholmskiego, który miał być elementem terapii. Nie mając pieniędzy, miałam „przypomnieć sobie”, że mam męża oraz iść do niego po pieniądze. Ale nie wiem, dlaczego miałabym to zrobić. Po pierwsze nie jest moim mężem i nigdy od tego schizofrenika nie dostałam ani grosza, za to zaczął się domagać ode mnie jakiś przelewów. Oczywiście uznał, że po śmierci Johna oraz później Piotra dostałam jakiś spadek. Nie odpowiadam za jego urojenia, ale z cała powagą i szczerze muszę powiedzieć, że nikt mi nie daje żadnych pieniędzy, żyję tylko z tego, co sama zarobię. A w chwilach krytycznych mogę liczyć tylko na pomoc mojej rodzonej siostry. Oraz banku.

Oprócz spraw związanych z zakupami, byłam szkolona przez wariata także w temacie, co mi wolno nosić. Ogólnie mam jak w krajach arabskich wszystko zakrywać. Szczęśliwie jednak mieszkam w Polsce i mogę w dziki upał zrezygnować z długich spodni oraz t-shirtów z rękawami. Tak, nie mylicie się, Roman to jest właśnie ten wariat z Opus Dei, o którym czasami mówiłam.

Usłyszałam groźbę, że jeśli się nie dostosuję, to Roman opowie wszystkim w sklepie, że jestem kurwą i że doprowadzi do tego, że nie będę mogła robić zakupów w tym sklepie. Bo mi zabronią wejścia do sklepu. Tak się wkurwiłam, że postanowiłam nie robić tam zakupów, ale zostałam przez znajomych i przyjaciół namówiona, abym jednak poszła tam w lato w krótkich spodniach i tank-topie. Roman mnie minął w sklepie bez słowa. I chyba to był jego ostatni dzień pracy.

Znam realia pracy w różnych instytucjach i zawsze w końcu wariat, który odstrasza klientów, zostaje poproszony o odejście. Jeszcze lepiej robi mi się zakupy bez Romana w Biedronce. I bez zaglądania mi do wózka, czy atakowania mnie jako kurwy, czy złodziejki.

Jedyne, co mnie jeszcze niepokoi to fakt, że może nadal jako nieleczony świr próbować u mnie zamieszkać. Ale dzięki sprzętom z Siri w każdej sytuacji będę mogła zadzwonić na numer alarmowy, a moje wcześniejsze doświadczenia wskazują, że wariaci są dosyć szybko usuwani patrol Policji z mieszkania.

Więc próbuję się nie denerwować. Chociaż bez Hydroksyzyny jest ciężko. Powracająca pamięć wypartych traumatycznych wydarzeń to piekło, zwiększone jeszcze przez fałszywe wspomnienia, wmówione przez wariata, które upierał się, że jego urojenia to prawda. I próbował postawić na swoim zastraszając mnie i terroryzując.

Impostor

Przekonanie, że ktoś bardzo lubiany, znany i szanowany nie jest tak naprawdę tą osobą, za którą inni ją biorą, jest bardzo częste wśród schizofreników. Tacy chorzy bardzo często też opowiadają, że znają „tę prawdziwą” aktorkę, pisarkę czy lekarkę. I na tej zasadzie nie jestem podobno osobą, która opublikowała ileś tam tekstów, czy wygrała jakiś konkurs literacki, tylko kimś, kto nie potrafi pisać, lub nawet obsługiwać komputera.

Podobno jestem imbecylem, który urodził się w jakieś wsi pod Gdańskiem i wcale nie jest córką swoich własnych rodziców. Za to oczywiście schizofreniczka opowiadająca, że nie jestem sobą, przypisuje sobie wszystko, co ludzie mówią o mnie dobrego. I bryluje w warszawskim fandomie.

Każda osoba, która myśli, że się przyjaźnię z ludźmi z Avangardy to debil. To są ludzie z mojej podstawówki, co znaczy, że są moimi wrogami i mnie niszczą od zawsze. Nic innego o nich nie mogę powiedzieć.

Tak się składa, że lata temu rozmawiałam z Bretem, który był bardzo niezadowolony ze swojej córki. Ale gdy z nią zaczęłam rozmawiać okazało się, że lubiana przez rodziców dziewczynka jest wredną schizofreniczką, która opowiada, ze córką Breta nie jest córką swoich rodziców, tylko ma urojenia. Tak bardzo przypominało to moją sytuację w podstawówce, że zadziobałam Breta i kazałam mu działać. Całkowicie nie zdawał sobie sprawy, że schizofrenicy, których polubił, zaczęli faktycznie niszczyć jego dziecko, a także nakłaniać jego samego, aby je bezzasadnie na podstawie samych urojeń karał.

Na całe szczęście udało się małą uratować. Naprawdę warto czasem wysłuchać też drugiej strony i zacząć coś weryfikować.

Renata czy inne osoby z mojej podstawówki nigdy nie były moimi przyjaciółmi. I wiem dobrze, że zawsze tylko zastanawiają się, pod jakim pretekstem ukraść kolejne pieniądze, powołując się na mnie i moje potrzeby.

Każda osoba, która daje się im okradać to łoś, z którym nie chcę rozmawiać.

Okulary

Mama Michała powiedziała mi, że nie wie, za co Ryszarda i gang Renaty ją połowicznie oślepił. Mogę tylko podejrzewać, że rozjuszyło Renatę to, że kupiła sobie nowe okulary w Vision Express. Bardzo ich potrzebowała, bo następnego dnia miała wizytę u lekarza medycyny pracy i musiała się liczyć z badaniem wzroku. To badanie jest bardzo pobieżne, ale nie chciała się najeść wstydu. Odkładała nowych okularów od dawna. Każda osoba, która nosi okulary wie, że wada wzroku się zmienia i trzeba też zmieniać okulary.

Mam wrażenie, że Renata w swoich urojeniach mamę Michała, czyli lekarkę pierwszego kontaktu, zaczęła oskarżać o kradzież jakiś pieniędzy. I doszła do wniosku z gangiem, że nie wolno jej wydawać jej żadnych pieniędzy na siebie, tylko ma dawać Renacie. Gang z mojej podstawówki zrobił jej to samo, co mnie i kilku innym osobom, czyli została złapana, a Ryszard strzelił je w jedno oko. Znała go, więc wiedziała, kto za to odpowiada. Facet jest uznany przez Policję za bardzo niebezpiecznego wariata.

Ja także rozdrażniłam gang tym, że sprawiłam sobie nowe okulary. Słyszałam, że nie ma prawa wydawać na siebie. I że jestem kurwą, bo żyję bez męża. Mama Michała też to słyszała. Jeśli chodzi o mamę Michała, to pan profesor był na zagranicznym kontrakcie. A ja mam bardzo skomplikowany związek z pewnym metalem, zresztą jestem także za to karana i gang zrobił wszystko, abyśmy się nie pobrali. Powiem, że nie był to jedyny metal, z którym miałam skomplikowane relacje z powodu kłamstw i intryg tego gangu.

Przeszłam pranie mózgu, które mi miało uświadomić i uwarunkować mnie na to, że nie wolno mi zmieniać okularów, ani wykonywać zabiegu usunięcia zaćmy polekowej z jednego oka. Miałam mówić, że świetnie widzę. Latami z powodu syndromu sztokholmskiego nie byłam w stanie zauważyć, że mam problem z jednym okiem. Rok czy dwa temu poszłam do prywatnego okulisty, który chciał mi zrobić soczewki akomodacyjne, ale cena była dla mnie za wysoka. POnownie się zawiesiłam iw walczyłam z syndromem sztokholmskim.

W końcu perspektywa zrobienia badań okresowych sprawiła, że przed wizytą u lekarza medycyny pracy stwierdziłam, że też muszę mieć chociaż trochę lepszy wzrok, bo już miałam problemy z odczytywaniem tekstów przy oglądaniu telewizji. Na cito załatwiłam sobie też wizytę do okulisty na NFZ, bo doszłam do wniosku, że muszę w końcu zrobić sobie zabieg na tym oku z zaćmą, bo nie ma na co czekać. Z różnych powodów okuliści lubią widzieć dno oka. Tak jak mój tata będę robić wszystko z dumą, żyć z jednej pensji i robić sobie, co tylko mogę w ramach ubezpieczenia.

Byłam przez gang Renaty w ramach niszczenia mi psychiki przed atakiem na moje oko oskarżana też, że oślepiłam sterydem mamę Doroty z Anglistyki. Jest to totalna bzdura. Mama Doroty tak samo jak moja mama została zaatakowana przez Ryszarda i gang inspirowany urojeniami Renaty.

Nikt, absolutnie nikt, nie spodziewał się tak durnej schizofreniczki wraz z jej jeszcze durniejszymi enablerami.

Ale co ja mogę poradzić? Znowu odcięli mnie od wszystkich i jak podejrzewam ukradli też te pieniądze na moją operację zaćmy. Moją mamę okradali dokładnie w ten sam sposób. Również nie przekazali pieniędzy na jej zabieg, tylko kłamali, że ja ukradłam.

Nie przekonuje mnie argument, że Roman zorganizuje mi zabieg okulistyczny, jeśli będę jego żoną. Nie chcę, nie jest dla mnie nikim bliskim. Nie mam i nigdy nie miałam z nim nic wspólnego.

Mam dosyć tego schizofrenika, który kradnie pieniądze, udając mojego męża. Chętnie wyjadę z kraju i schowam się przed tym gangiem. Gdziekolwiek. Bo ostatnio próbował mie zaszczuć z wynikiem śmiertelnym, aby – jak usłyszałam – zgłosić się po spadek po mnie do człowieka, który wedle wiedzy wielu osób uważa się za mojego przybranego ojca i jest całkiem bogaty.

Ma pecha, że przeżyłam te bestialskie ataki na mnie schizofreników oraz ich pomagierów i zawsze będę zaprzeczać, że powinien dostawać jakiekolwiek pieniądze.

Kurwa z mojej podstawówki

Kurwa z mojej podstawówki, czyli Renata, stworzyła sobie gang składający się z innych dzieci. Dla psychiatry coś takiego nie jest rzadkością. Z reguły schizofrenicy tworzą wokół siebie gangi, które wspierają schizofrenika oraz go bronią. Dla psychiatry to horror, bo nie daje się takiego schizofrenika namówić na leczenie. A zakochany w schizofreniku gang wykonuje wszystkie jego chore polecenia. Przy czym gang jest okłamywany przez schizofrenika. Bo nie tylko same urojenia są treścią wierzeń gangu.

„Lore” gangu Renaty głosi, że jestem kurwą bez matury (zresztą zależy z kim rozmawiają, bo czasem nawet mam maturę) i że Ryszard i Barbara to są moi rodzice, a Helena i książę Marian są jej rodzicami. Oczywista bzdura. Tak samo nieprawdziwe, że Roman jest bogaczem i moim mężem.

Jeszcze innym kłamstwem gangu Renaty jest, że pewien dureń z Avangardy był moim pierwszym chłopakiem, który wie o mnie wszystko. Bo rozmawiał z Barbarą. Jest to człowiek, z którym rozmawiałam kilka razy na korytarzu szkolnym, a potem się bardzo dziwiłam, dlaczego kilka osób twierdzi, że jest moim chłopakiem. Okazuje się, że ten imbecyl uznał się za mojego chłopaka na podstawie słów Barbary. Absolutnie nie biorę za to odpowiedzialności, to nigdy nie była moja szkolna sympatia. Renata i Barbara zrobiły go w chuja i nigdy nie miały prawa mnie reprezentować, a wszystko co o mnie mówiły to urojenia. Cały ten gang zniszczył mnie psychicznie a także zniszczył moja karierę sportową. Renata jest za leniwa, żeby uprawiać sport. Jej wystarczy, że przypisuje sobie różne rzeczy, a jej durny gang zaszczuwa wszystkie osoby, które przeczą słowom tej durnej małpy, która już dawno powinna się była leczyć.

Ten facet z Avangardy w życiu nie był moim chłopakiem.