Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Sylogizm

Może nie wiecie, ale przedstawiciele prawicy, którzy przyszli mnie niegdyś zaszczuwać w pracy, w ramach udowadniania mi , że jestem tępą kurwą bez matury, która nie ma do niczego prawa, wmawiali mi, że nie studiowałam psychologii, czy w ogóle czegokolwiek, bo nie potrafiłam z głowy podać im definicji sylogizmu. Pomińmy już fakt, że osobie zaszczuwanej i terroryzowanej spadają kompetencje, ale naprawdę wynikanie w sensie, w jakim rozumiał to Arystoteles, nie jest działem matematyki.

Logikę zdawałam jako jeden z przedmiotów dodatkowych w czasie studiów na Anglistyce. Tak się składa, że logika z sensie matematycznym ma niewiele wspólnego z filozofią (która też ma nic wspólnego z psychologią czy matematyką). Napisałam egzamin w piętnaście minut, co akurat mnie nie zdziwiło, bo w Reytanie byłam w profilu matematyczno-fizycznym. W szkole na logikę mieliśmy chyba tylko jedną lub niewiele więcej godzin. Logika na Anglistyce trwała cały semestr, a egzamin był bardzo łatwy, jak to dla humanistów.

Ludzi, którzy wątpią, że studiowałam też psychologię oraz skończyłam płatne kursy wieczorowe dla profilerów, bardzo proszę dla odmiany, aby popatrzyli tutaj i żeby mi nie zawracali dupy fałszywymi sylogizmami. Bo rachunek zdań w matematyce jest zupełnie czymś innym.

Przy okazji – kryminolog to nie prawnik i nie ma obowiązku znać na pamięć tego wszystkiego, co znają ze studiów prawnicy.

Nie jestem waszą kurwą i nie będę obsługiwać fiutów z prawicy, ani dziękować im, że żyję. Ci skurwysyni zniszczyli mnie i mojego Tatę już w latach siedemdziesiątych. Więc Nycz zamiast mojego „nawrócenia” oraz fałszywego „cudu”, który ma go zaprowadzi w końcu na tron papieski,, dostaje moją publiczną apostazję wraz z przekleństwami i życzeniami wszystkiego co najgorsze.

A ja doprowadzę śledztwo mojego Taty do końca, choćby się waliło i paliło. Mówiłam, że rozmawiałam o was z Policją już w latach siedemdziesiątych, prawda? Było się trzymać ode mnie z daleka z waszymi schizofrenikami i ludźmi z półświatka. Opus Dei nie będzie mną rządzić, ani robić sobie ze mnie swojej niewolnicy.

Każdy psychopata, który mnie znieważył i zniszczył mi życie, powinien stanąć przed sądem, bez względu na stanowisko czy poparcie Kościoła.

Wprost

Odzyskałam swoje wspomnienia na tyle, że mogę powiedzieć wprost, że Adam mnie nie zgwałcił, chociaż został niemalże na śmierć zaszczuty przez podobne pomówienia. Ale jest tak samo niewinny, jak mój ojciec, który dla niepoznaki jest nazywany Mariuszem i oskarżany o zgwałcenie schizofreniczki Renaty. Schizofreniczka, która oskarżyła mojego tatę o gwałt, nie dostanie ani grosza, chociaż próbowała mnie tym szantażować. Nie przejmuję się też oskarżeniami o to, abym podobno miała być prostytutką. Owszem, Piotr mnie uwiódł, gdy byłam jeszcze dzieckiem, ale wszyscy jego przyjaciele wiedzą, że zrobił to z miłości. Walczył też o to, aby mi wybić z głowy myśli o tym, że jestem bi. Wiem, że są ludzie mu za to uwarunkowanie na facetów wdzięczni, bo mimo prób nie uwiodła mnie żadna lesbijka.

Adam mnie nie zgwałcił, bo nie jest gwałtem seks, na który zgodziły się obie strony. Co więcej dla Adama był to pierwszy raz i grzecznie wysłuchiwał sugestii i wypełniał moje prośby. Od tamtego momentu byliśmy parą, co mogą na przykład poświadczyć znajomi Niemcy. Tak się składa, że Klaus i Tobias nie mieli, co co robić do czasu odjazdu pociągu i zaczepili Adama, czy mogą z nim mnie odwiedzić. Skończyło się tak, że wyżarli mi całe jedzenie i musiałam następnego dnia dzwonić do Adama z prośbą, aby mnie zaczął karmić. Moja matka w tym czasie była u mojej siostry i pomagała jej przy dzieciach.

Skandalem jest to, że moje otoczenie zmówiło się z grupką imbecyli i schizofreników, aby mnie zmusić do ślubu z wariatem, którego nienawidzę od dziecka. Obciąża ich jeszcze dodatkowo to, że nasza rodzina ma doświadczenia z tego rodzaju schizofrenikami od pokoleń, tacy. jesteśmy pechowi. A ja dokładnie pasuję do profilu osoby, która przyciągnie schizofrenika, który zacznie się kierować urojeniami oraz obsesjami. To wcale nie jest tak, że „piorun nie uderza dwa razy w to samo miejsce”.

Równie złe jest to, co mnie spotkało w fandomie. Grupka imbecyli – mówię to z cała odpowiedzialnością za słowa, bo przyznali mi się do szkoły specjalnej i zaczęli wmawiać, że z nimi chodziłam do tej szkoły, chociaż prawdę mówiąc nękali mnie w każdej mojej szkole, a każda z tych szkół była dla osób wybitnie zdolnych – gdy tylko dowiedziała się z plotek, że zbliżyłam się z Adamem fizycznie, pod wpływem chorych zapewnień Anny (czyli równie chorej psychicznie jak brat siostry Romana), że przyjmuję wszystkich, ustawiła się pod moimi drzwiami, czekając aż ich „kurwa obsłuży, bo też chcą”. Nie, ani ja, ani moja mama nie byłyśmy prostytutkami nigdy. Chociaż zostałam tymi pomówieniami sposób zaszczuta w fandomie. Jest to taki skandal, że autentycznie nie zamierzam się kolegować już z kimkolwiek z fandomu.

Adam też został bardzo źle potraktowany. Wiem, kiedy stracił dziewictwo, więc pomawianie go o to, że jest zboczeńcem i że przestał być prawiczkiem w wieku ośmiu lat jest skandalem. Ludzie, którzy coś takiego napisali, musieli przeprowadzić wywiad z jakimś pierdolonym schizofrenikiem, a nie Adamem. Adam stracił dziewictwo w wieku osiemnastu lat i wiem, bo przy tym byłam.

Ataki wariatów na Adama cały czas się powtarzają. Sama zgłosiłam Facebookowi wypełniony bełkotem profil, które przedstawiał jakieś urojone romanse Adama. Postraszyłam imbecyla odpowiedzialnością karną. Wiem, że Adam też zgłosił jakiś profil mnie przedstawiający w złym świetle. Moja przyjaciółka, kiedy jeszcze Twitter nazywał się Twitter, zgłosiła pewną durną nauczycielkę z Krakowa, która ośmielała się pisać o mnie jako o „kurwie Małgosi”.

Te ataki muszą się skończyć, bo inspirują je urojenia wariatów. Jednym słowem zamknijcie ryje. Policja ma tych debili oraz schizofreników poprawnie zdiagnozowanych od lat. Nie pomoże wam to, że nie potraficie diagnozować schizofreników i się dajecie im uwodzić. Diagnostyka schizofrenii jest bardzo trudna, bo schizofrenicy odsłaniają się tylko przed swoimi ofiarami, ale nie macie prawa łamać moich praw i posługiwać się terrorem, agresją oraz mnie zastraszać, czy torturować psychicznie oraz fizycznie. Przy tych wszystkich dowodach gromadzonych już od lat przegrywacie każdą sprawę sądową o pomówienia. A ja bardzo lubię współpracować z prawnikami i nie boję się sal sądowych.

A ja nadal jestem panną i nienawidzę Ryszarda, Romana, Barbary oraz Renaty. Anny (czyli Smeagola) też nie lubię i się jej – tak samo jak innym z tej grupy – nie zwierzam. Ci ludzie wydają z siebie bełkot za bełkotem i w ogóle mnie nie znają. Bardzo to przykre, że są ludzie, którzy postanowili mnie zniszczyć, aby tylko zrobić im przyjemność i „uratować” przed psychiatrykiem. Zaprzepaścili już w ten sposób pracę psychiatrów oraz psychologów klinicznych już w latach siedemdziesiątych oraz wychowali tych ludzi na potwory, które cały czas odrzucają propozycję.

Walczę z tymi psycholami od dziecka i nie mam poparcia nigdzie poza fandomem metalowym. Ci wariaci dostają takie poparcie z innych stron, że nic dziwnego, że ci schizofrenicy oraz imbecyle bezczelnie mordują i prześladują moich przyjaciół. Muszą przestać być bezkarni. A schizofrenia niestety daje im immunitet, bo chorych ludzi się nie wsadza do więzień. A na leczenie muszą się zgodzić. Nie ma możliwości, aby sądownie ich zmusić, żeby zaczęli współpracować z lekarzami. Prędzej ich zabiją. Wiem też, że nie działają na nich żadne metody z podręcznika psychologii klinicznej. Za dobrze żyją z oszustw, a pozbawieni przez leczenie swoich urojeń staliby się nikim. Wprost usłyszałam, że wybierają chorobę.

Trzynaście powodów

Jeden z moich byłych zupełnie nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie ma mnie na jakichkolwiek konwentach. Omijałam je z innych przyczyn, niż podawał schizofrenik, który ma urojenia, że jest moim mężem. Oczywiście mój prześladowca schizofrenik bredził wtedy, że siedzę w domu z dziećmi. Muszę zaraportować, że nie mam dzieci, a siedzę w domu, bo mnie polski fandom zaszczuł pod dyktando schizofreników z mojej podstawówki. Którzy potrafili też chodzić za mną w czasie konwentów, a także po całym mieście.

Na chwilę obecną doliczyłam się czwórki schizofreników, którzy polują na mnie (i nie tylko na mnie) w fandomie. Jest to Roman (który udaje mojego męża), Renata (która udaje moją krewną), oraz równie chora siostra Romana Anna, która jest znana już wielu osobom jako Smeagol, bo ukradła mi pierścionek zaręczynowy i udaje, że to ona była prawowitą właścicielką pierścienia oraz skrzywdzoną narzeczoną, a nie ja. Na konwentach pojawia się też wariatka Barbara, co do której już zupełnie nikt nie wie, kim ona jest, chociaż podaje się za matkę facetów, z którymi mnie widziała, i kierując się swoimi urojeniami „przeznacza” ich dla innych bab, które uważają, że się z nimi zaręczyły dzięki pośrednictwu „mamusi”. Tak jak jedna z moich koleżanek, która podleciała do Adama, który odwiedził mnie w pracy i wyznała mu „zgadzam się” przy mnie. Wbrew moim zachętom nie powiedziała Adamowi na co się zgadza, chociaż wyglądała, jakby spodziewała się, że Adam chwyci ją natychmiast w ramiona. Podejrzewam, że owa koleżanka do tej pory pewnie uważa, że Adam ją kocha, chociaż cierpi facet na amnezję i będzie musiała mu o sobie przypomnieć. Podobne pomówienia spotkały Michała wiele lat temu i chociaż pewna laska o mało co nie zerżnęła go przez ubrania, tak się na niego napaliła, to jakoś nie „przypomniał” sobie, że tylko ją kocha, a ja bezszczelna jako „ta kurwa” weszłam im w szkodę i „zniszczyłam faceta”. Akurat te ataki nasz związek przetrwał, chociaż z trudem, nie przetrwał za to ataku samego schizofrenika Romana, który o mało co na śmierć nie zadręczył mojego kota, którego w ostatniej chwili (bo wet musiał wejść z adrenaliną, aby serce znowu ruszyło) uratowały psychotropy, bo już schodził z powodu stanów lękowych i związanego z nimi braku snu. Niestety moja mama wpuszczała schizofrenika do naszego mieszkania bo wierzyła mu i lubiła ludzi z fandomu. A ten schizofrenik lubił podawać się między innymi za przyjaciela Breta. Ale Roman nie jest kimś z fandomu, tak samo jak jego i Renaty gang z mojej podstawówki. Ci ludzie nic nie czytają, nic nie oglądają z fantastyki. Roman jest człowiekiem, przed którym ostrzegają się już kocie fundacje oraz sami kociarze, bo zadręczył już wiele kotów – w tym pewną kocią mamusię i jej dzieci. Z tego miotu przeżyła tylko jedna kotka. Której losem dalej się interesował, aby ją dobić. Na całe szczęście udało się go pogonić i kotka jest bezpieczna. Chociaż nadal widać u niej behawioralne konsekwencje krańcowej i niewyobrażalnej traumy. Żadne kocie dziecko nie powinno przechodzić rzeczy, jakie ją spotkały.

Schizofrenik kieruje się potrzebą wypełnienia swoich schizofrenicznych potrzeb (zresztą ustalenie co jest schizofreniczną potrzebą danego chorego jest bardzo ważne dla psychologa klinicznego). Dla Barbary, jak rozumiem, bardzo ważną potrzebą jest zapewnienie, że Roman nie będzie miał żadnych konkurentów. Dlatego zaatakowała w pewnym momencie Michała, a także Adama. Podobną potrzebą wydania mnie przemocą za Romana kieruje się grupka imbecyli z okoli c mojej podstawówki. Nie wiem, kim oni są zupełnie, ale podejrzewam, że część przed pójściem do szkoły specjalnej, próbowała uczęszczać do mojej podstawówki. Rozmawiałam z nimi i chcą doprowadzić do mojego małżeństwa z Romanem, bo nie chcą, aby ludzie się zorientowali, że jest po prostu chory psychicznie, a nie jest nikim z mojej przeszłości. Dlatego chcą, aby świat przyjął kształt urojeń Renaty oraz Romana, „pomagają” w ten sposób też Annie, siostrze Romana. Są tak głupi, że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej.

Ten gang schizofreników z mojej podstawówki stoi za różnymi atakami na mnie i oskarżeniami mnie o prostytucję. Nie byłam nigdy prostytutką, nie była nią też moja mama. Była kimś bardzo szanowanym w fandomie, tak samo jak mój tata. Szkoda, że Avangarda zeszła na psy i szarga ich pamięć.

Mam prawo sypiać z kim chcę i nie mam obowiązku cierpliwie znosić, że gang imbecyli rozpowiada, że obsługuję wszystkich. Niestety spotkała mnie taka przykrość, że zaczęli się ustawiać przed drzwiami mojego pokoju, rozpowiadając, że obsłuży ich kurwa, bo „wszystkich przyjmuje”. Dla wyjaśnienia – weszłam w romans z zakochanym we mnie od dzieciństwa facetem w czasie konwentu i owszem przespałam się z nim. I chuj wam w dupę! Bo to nasze prywatne sprawy.

Całkowicie nie podoba mi się, że kłamstwa skurwysynów z okolic mojej podstawówki dopadły mnie lata później jako opowieść, którą bezczelnie mi przytoczono, patrząc prosto w oczy. Miałam być podobno kurwą, która obsługiwała na konwencie wszystkich. Opowiedział mi to, śmiejąc się ze mnie, ktoś, kto uchodził za ważnego i zasłużonego fana z Wybrzeża. Ja nadal żyję, a ten fan – z tego, co słyszałam – już nie. <evil laughter> Obrażono mnie tak w czasie ostatniego w historii Arraconu. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo z tego co wiem, już później Arraconów nie było. Szkoda, że do tej pory kluby nie potrafiły poradzić sobie z gangiem prostaków, debili oraz dewiantów i te opowieści krążą dalej.

Moja rada jest taka – jeśli nie potraficie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim, to nie róbcie konwentów.

Nie nagrywam żadnych taśm, ale spisuję wszystkie powody, dlaczego mnie nie ma w fandomie. Nawiązanie do serialu „Trzynaście powodów” oczywiście jest zamierzone. Amerykańscy fani, którzy już w latach osiemdziesiątych nocowali u mnie i mojej mamy, nie mogli zrozumieć, dlaczego nie chodzę na konwenty. Myśleli, że jestem tylko metalową, bo znali mnie z koncertów. Nie wiedzieli, że Avangarda już wtedy wygnała mnie z fandomu. Ten blog jest też dla nich i naszych wspólnych znajomych. Bo muszą zrozumieć, co się stało i dlaczego stracili ze mną kontakt.

Mam nadzieję, że wytłumaczyłam się już dostatecznie. Oczywiście nie odmówię pojawienia się – przy odpowiedniej ochronie – na jakimś zagranicznym konwencie. Ale wolę sama nie zjawiać się bez swojej paczki znajomych. Zbyt dużo nieprzyjemności już mnie spotkało. Mam przede wszystkim obowiązek chronić siebie. Dodam tylko, że moi krewni również nie mogą pokazać się w fandomie, bo też już były na nich ataki i też zostali zaszczuci.

Ciekawe jest, że byłam atakowana przez polski fandom w miejscu, gdzie powinnam rządzić (czyli moim miejscu pracy) i oberwałam bardzo solidnie, z uszkodzeniem wzroku (zostały mi mroczki). Nie chce sprawdzać, co gang Renaty, Romana i Anny może zrobić w czasie konwentu, gdzie nie będzie ochrony.

Wolę żyć spokojnie i widywać znajomych poza konwentami. Przynajmniej polskimi. Jak już wcześniej napisałam, amerykański fandom byłby dla mnie milszy.

To nie jest prawda, że „wszyscy mnie kochają.”

Incele

Mam problemy nie tylko ze schizofrenikami (tutaj należy wymienić Renatę, jej matkę Barbarę oraz Romana)m ale też z imbecylami, których już poznałam w czasach podstawówki. Problem z imbecylami jest taki, że swoje informacje na mój temat czerpią z urojeń schizofreników, a są tak głupi – i to w medycznym sensie – że nie są w stanie zrozumieć konceptu choroby psychicznej. Stąd też te wszystkie nieprawdziwe plotki o mnie i moich wielbicielach. A także fałszywe oskarżenia o gwałty, które krążą po fandomie. Imbecyle, którzy chcieli koniecznie przekonać mnie, że jestem kimś innym, niż jestem i że powinnam robić dokładnie to, czego się ode mnie domagają, zniszczyli mi życie.

Po tym, gdy się Bret się ożenił, powinnam była być z Johnem. Facet podrywał mnie, gdy jeszcze byłam narzeczoną Breta. Niestety interwencje imbecyli i schizofreników oraz ich intrygi doprowadziły do samobójstwa Johna, które zresztą mi zapowiedział, bo był przekonany, że go nie chcę i że przez niego nie mogę sobie „przypomnieć”, że jestem „żoną” Romana. Wierzył, że bez niego będę szczęśliwa. A prawda jest taka, że sama byłam atakowana i straciłam pamięć, więc nie byłam w stanie polecieć do USA do Johna. I nie wiedziałam z którą niby Dorotą miałabym się kontaktować. Żadna Dorota z fandomu, czy Anglistyki, nigdy nie była moją przyjaciółką i nie utrzymywałam z nią kontaktu. Nie utrzymuję też kontaktu ze schizofrenikiem Romanem, wiec twierdzenie, że „Roman ma numer telefonu” (co zrobił też Andrzej) jest też czymś, co zablokowało mi kontakt ze wszystkimi. John nie był niestety w stanie wyjść poza to, co mu powiedzieli wariaci oraz imbecyle z moimi durnymi koleżankami. Ja nie byłam w stanie nic zrobić, chociaż chętnie bym do Stanów poleciała. Jak zwykle zostałam od wszystkich odcięta, a mnie bezprawnie reprezentowali ludzie, których uważam za swoich wrogów. Bez względu na to, jak bardzo mnie się zakatuje psychicznie (co latami robił Ryszard w ramach torturowania mnie i pseudo „psychoterapii”), nie „przypomnę” sobie, że „Roman jest moim mężem”. Wszystkie stwierdzenia Romana, jego siostry, Renaty czy jej matki Barbary pochodzą z ich urojeń i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Imbecyle, przyjaciele Ryszarda ze szkoły specjalnej, uniemożliwili mi też wcześniej powrót do Breta, bo byli przekonani, że urojenia Anny, że jest związana z Bretem, są prawdziwe. Fizycznie porwali mnie, gdy rozmawiałam z Johnem i Bretem w czasie warszawskiego konwentu. Zostałam wtedy sterroryzowana i zniszczono mi po raz kolejny życie, rozpowiadając kłamstwa na mój temat i doprowadzając do amnezji w ramach „terapii”.

Przypomniałam sobie rozmowę, w czasie której dowiedziałam, że Ryszard i Barbara (a przynajmniej ten prześladujący mnie imbecyl, który jest niskim brunecikiem) nie są małżeństwem. Widziałam ich tak często razem, że wytworzyłam sobie nieprawdziwy obraz. Według tego, co wiem, ten Ryszard jest singlem po szkole specjalnej. Niestety od czasów mojego dzieciństwa żywi obsesję na moim punkcie podsycaną urojeniami Barbary raz jej córki. Przy czym skurwysyn sam chciał mnie zdobyć. Jego znajomi imbecyle z fandomu zawarli pakt według którego, jeśli nie jestem związana z Romanem, mam związać się z Ryszardem.

Tak się składa, że żadnego z nich nigdy nie zaakceptuję. Zniszczyli mi kolejny związek, bo zaręczyłam się z A. i to im się nie spodobało. Niestety Barbara postanowiła schizofrenicznie „przeznaczyć” go pani P. Mój narzeczony został podobnie jak ja brutalnie zaatakowany przez warszawski gang schizofreników oraz imbecyli i zniszczono mu zdrowie psychiczne, chociaż nie tak bardzo jak mnie. Bez względu na to, co zrobią schizofrenicy oraz imbecyle z Warszawy A. w życiu nie „przypomni”, że kocha panią P.

Naprawdę jestem osobą, za którą się podaję. W życiu nie byłam związana ani z Romanem, ani z Ryszardem i nie dam się do zmusić do związku z żadnym z nich, a Barbara nie jest moją matką. Idiotkom, z którymi studiowałam tłumaczyłam, że moja mama jest brunetką i Barbara to wariatka, która mnie prześladuje – jeśli robiły cokolwiek pod jej dyktando, powinny trafić do więzienia, bo łamały prawo i kłamały świadomie). Mój ojciec niestety nie zdawał sobie sprawy, kogo przyjął do klubu i jak dwulicowi są jego „przyjaciele”. Avangarda, nie reagując poprawnie na moje skargi na to, co się dzieje na konwentach zniszczyła mi życie. Tak się składa, że była żona Johna rozwiodła się z nim jeszcze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Jeżeli ktoś zna inną wersję to są to pomówienia schizofreników oraz imbecyli.

Gdyby nie debilizm niektórych moich koleżanek, John by żył. Nie dziwię się, że jego była żona chce krwi. Ja też.

Ryszard, o którym piszę, niski brunecik, przypomnę, nie jest mężem Barbary, czy ojcem Renaty, chociaż tak często się pokazywał w ich towarzystwie, że myślałam, że są rodziną. Jest durnym incelem, który mie prześladuje od dzieciństwa, bo od dzieciństwa ma na moim punkcie obsesję. Rozpowiada, że tak jak on byłam w szkole specjalnej, ale bardzo ostro przestrzelił. Bez względu na kłamstwa, jakie opowiada, nie dam się zmusić do kontaktów z nim. Swoimi kłamstwami zniszczył mi wielokrotnie życie, także w podstawówce, torpedując mi moją karierę sportową i związek z Piotrem. Próbował mi uniemożliwić też studia, aby „pasowała” do niego czy Romana. Naprawdę studia nie były dla mnie trudne i z dziką radością brałam udział też w programach zaocznych czy wieczorowych, ciągnąc bez problemu równolegle studia dzienne. Była to frajda i przyjemność. Chociaż od tych imbecyli słyszałam, że „nie wolno tyle studiować”.

Mam nadzieję, że ten skurwysyn już w życiu nie będzie wysłuchiwany podobnie jak jego znajomi schizofrenicy. Ten gang musi się ode mnie w końcu odpierdolić. Serio, są tak brutalni, że znowu z ich powodu będę musiała kupić sobie psa i wychować go na psa obronnego. Bo zapowiedzieli mi, że jeśli się postawię i obronie skutecznie przed ich kłamstwami online, to będą mnie nękać w domu. A niestety wiedzą, gdzie mieszkam.

Nadal czekam

Nadal czekam na przeprosiny enablerów gangu schizofreników z mojej podstawówki – czyli między innymi ludzi, którzy wspierali Romana oraz Renatę wraz z ich równie chorymi psychicznie krewnymi. Należy mi się te przeprosiny, wziąwszy pod uwagę, że wspomniani enalberzy uznali, że mogą brutalnie na prośbę wariatów ingerować w moje życie.

Jak rozumiem część z tych ludzi kierowała się chęcią osłonienia mnie przed pozwem karnym, bo takimi groźbami – zupełnie nie mającymi żadnego podłoża – szantażowała mnie Renata oraz równie chora psychicznie Anna. Wszystkie ich oskarżenia wynikają z choroby, która nazywa się schizofrenia paranoidalna. Przeczytałam dosyć podręczników psychiatrycznych, próbując je zrozumieć, żeby nie zmieniać stanowiska. Żadna z tych pań nie jest ani moją przyjaciółką, ani siostrą cioteczną, czy też szwagierką. Moja mama nie miała siostry, a ja męża, więc jakakolwiek „szwagierka” czy „siostra cioteczna” po prostu nie istnieje. To są urojenia Smeagola (czyli wariatki, która podaje się za byłą Breta i ukradła mi pierścionek zaręczynowy) oraz Rennefer (czyli wariatki, która ma urojenia, że jest Yennefer). Dla profanów dodam, że Yennefer w świecie fantastyki to jednoznacznie jest córka Mariana Wieczorka, czyli dla wszystkich nieświadomych a zaintersowanych jestem to ja, czyli osoba, która koncepcyjnie brała udział w kilku projektach, także muzycznych i stąd oburzenie moich przyjaciół ze Stanów i Wielkiej Brytanii, (ach no i nie zapominajmy o Skandynawach, którzy też mnie znają i lubią) na osoby, które postanowiły mnie tępić i wmawiać mi, że jestem nikim. Dochodzi do tego katastrofalny wpływ fanów fantastyki na moje życie osobiste, bo okazało się, że nie wolno mi kochać ludzi, których sama sobie wybiorę, bo mam robić wszystko pod dyktando wariata Romana i jego siostry oraz Renaty.

Kurwa nie ugnę się i ci schizofrenicy nie będą mnie „leczyć” i wmawiać mi, że muszę zaakceptować Romana bo „tylko on mi został”. Jest to wariat, z którym nigdy nie byłam w związku i nie dam się do tego zmusić. Walczę z nim od dzieciństwa i w końcu wygram. Bo ucieknę, jak mój ojciec uciekł z Francji przed wariatką, która twierdziła, że jest jego „żoną”.

Przy tych wszystkich skandalach (także z nagrodą Zajdla) zamierzam się już zapełnię wycofać z fantastyki. Wbrew naciskom nie będę kończyć cyklu o Sidrelu. Nie warto w tym klimacie. Istnieje ilość upokorzeń, jakie pisarz czy artysta może znieść, zanim się wycofa. Moja wytrzymałość na niezasłużone razy już się skończyła.

Świat fantastyki zniszczył mi całe życie, podczas gdy tylko metale mnie rozumieli i ratowali.

Jestem na tyle dorosła, że wiem, co ma sens, a co nie ma.

Mam nadzieję, że wpadnę na pomysł jakiegoś kryminału. Ludzie dobrze wychodzą na przejściu do mainstreamu literackiego lub do innego gatunku, nie tylko ja poszłam tą drogą.

Poniatowscy

Od czasów mojej podstawówki Barbara i jej córka Renata promują się, fałszywie podając się za Poniatowskie. To znaczy niby Barbara ma być z domu Poniatowska. Jest to taka bzdura, że znając Renatę, nigdy w to nie uwierzyłam. Zawsze mówiłam, że coś takiego należy zweryfikować.

Renata nie tylko nie jest moją siostrą cioteczną, nie ma też prawa podawać się za Poniatowską. Sprawdziłam, bo wiedziałam, kogo zapytać, więc wiem, że jej stwierdzenia, że jest księżną, można sobie zwinął w rulonik i wsadzić w dupę. Jest tak samo Poniatowska, jak pani Anna Anderson była zaginioną córką cara, która miała przeżyć szturm na Pałac Zimowy i odnaleźć się potem w psychiatryku, w którym Anderson jako pacjentka zaczęła twierdzić, że jest zaginioną Anastazją. Chociaż przyznam, że te oszustwa i przypisywane sobie szlachectwo pomogły pani Anderson znaleźć sobie męża, którego majątek pozwolił jej na wygodne życie i uczestnictwo w high lifie. Ale do czasu.

W sprawie Anny Anderson toczyło się kilka śledztw. Brat zamordowanej carycy ustalił między innymi, że była robotnicą fabryczną spod Gdańską. Na koniec postępowania sądowego w roku 1970, że jest oszustką. Potwierdziło to też badanie genetyczne wykonane po jej śmierci.

Jak widzicie schizofreniczki, które podają się za szlachcianki czy księżne to nic nowego. Tak więc bardzo proszę, patrzcie trochę krytyczniej na wszelkie zapewnienia mojego koleżeństwa z podstawówki, że są norweskimi książętami, czy też Poniatowską.

Moje zdanie jest takie, że we współczesnym świecie liczy się tylko merytokracja, czyli co ktoś potrafi. Tytuły szlacheckie są przy tym mniej ważne. Osoby, które zaczęły chronić tych schizofreników, którzy są debilami, powinny strzelić się w łeb. Szlachta zawsze zresztą podciągała do swojego stanu ludzi zdolnych i szlachcice nie mieli problemu z hajtaniem się z kimś, kto nie ma tytułu. Bo liczy się naprawdę, co ktoś ma w głowie, a nie jak dobrze i przekonywująco ściemnia.

Mam dosyć pomówień Barbary i Renaty. Nie jest to żadna moja rodzina, ani szlachcice. Ludzie na poziomie leczyliby taką schizofrenię. Niestety Roman i jego siostra pod wpływem ojca odmawiali zawsze leczenia. Podobnie z rodzicami Renaty i nią samą.

Nikt z tych ludzi nie jest ze mną spokrewniony i nikt z wymienionych powyżej nie jest mężem. Mam dosyć ich schizofrenicznych jazd. A to, że ktoś z mojej rodzony uwierzył w ich przechwałki, to naprawdę nie mój problem, bo ja wiem, kim nie są, wiem także, że należy wszystkie takie rzeczy weryfikować. Tak się składa, że większość ludzi w fandomie się zna. Pojawiają się na konwentach również prawdziwi Poniatowscy. Już lata temu pretensje Renata i jej matki do bycia księżnymi Poniatowskimi zostały przeze mnie zweryfikowane. Nikt z Poniatowskich ich nie zna.

Za to te głąby są osobami winnymi bullyingu jaki się odbywał w mojej podstawówce oraz skopania mnie na lodowisku przed szkołą. Wszelkie ich szlochy jakobym ich skrzywdziła są bzdurą. Są to ludzie, którzy mnie prześladują swoimi pretensjami i żądaniem, abym potwierdzała ich urojenia. Ale tego nie zrobię, bo nic, co mówią, nie ma potwierdzenia w faktach.

A prawda, jak mawiał mój ojciec, jest w materiałach, które znajdują się w archiwach Policji,. Mnóstwo dokumentów dotyczących tej sprawy zostało, jak słyszałam, już scyfryzowane, więc jest łatwiejszy do nich dostęp. Ale bardzo proszę donoście na tę szajkę Policji dalej. Łatwo zaleźć email do Dzielnicowego na stronach Policji. Nie wstydźcie się i opisujcie wszystkie pomówienia, do jakich posuwają się te tępe gnomy z mojej podstawówki.

Nie chcę i nie mam z nimi nic wspólnego. Nie mają prawa powoływać się na mnie i twierdzić, że przekazują moją wolę. Renata nie ma prawa mnie reprezentować. Jest dla mnie nikim.

Dochodzenie do prawdy

Tak się składa, że rozmawiając z wariatami oraz imbecylami, którzy są instruowani przez owych wariatów, bardzo ciężko dochodzi się do prawdy. W poprzednich wpisach pojawiły się dwie wersje, dlaczego matki Romana i Anny nie ma z nimi. Jedna oparta jest na urojeniach Barbary, że rozeszli się z powodu jej romansu, inna (którą usłyszałam od tego piekielnego rodzeństwa) opowiada o tym, jak ich ojciec wkurwiony na matkę, wyrzucił ją przez okno.

Tak się składa, że znajomy prawnik zweryfikował niektóre ze stwierdzeń tych ludzi. I okazało się, że matka Romana została zabita, na oczach dzieci, gdy one jeszcze były bardzo małe. Działo się to lata zanim te dzieci poszły do szkoły poznały Renatę, czy też zaczęły mnie nękać.

Śmierć tej kobiety jest czymś, co jest typowe dla związków osób zdrowych psychiczne ze schizofrenikami. Zawsze osoby zdrowe w końcu giną, bo chory nie jest w stanie wytrzymać ze zdrową osobą, która nie podziela jego urojeń. Staje się agresywny, tak jak agresywny jest Roman wobec mnie, chociaż nigdy nie byliśmy parą. Agresywna też jest jego siostra oraz sama Renata ze swoją rodziną. Grozili mi śmiercią za to, że nie chcę potwierdzać ich urojeń na mój temat.

Przy czym dokładne przesłuchanie Romana i przyparcie go do muru ujawniło, że całkiem dobrze rozumie fakty i wie, że nie jest moim mężem. Kieruje się tylko wytycznymi od Renaty, która mu już w podstawówce obiecała, że mnie zmusi, aby za niego wyszła. Okłamała też go, twierdząc, że jestem kimś innym niż jestem, zachęcając go przez całe życia, aby mnie prześladował. Renata i jej rodzice uparli się, że mnie zmuszą do tego małżeństwa, dlatego też sabotowali i okłamywali ludzi na uczelni, bo z wyższym wykształceniem bym do tego idioty nie pasował. Mam nadzieję, że Renata zajmuje się już tylko swoimi własnymi sprawami i pali się jej pod ogonem, bo słyszałam, kto planował rozwód, gdy pewne moje dokumenty pojawią się na Facebooku i będzie mógł dowieść przed sądem jak bardzo ta picza kłamie.

Ciekawe, czy pańcia, która nie przepracowała ani dnia, bo tyrał na nią facet przekonany, że jego żona jest Yennefer (i byłą Piotra) z wyższych sfer, nadal będzie taka harda i bezczelna, i będzie mi się odgrażać. Myślę, że jej ojciec też już trochę rozstanie przycięty. Jest godny potępienia, bo tak samo jak córeczka uważa, że coś jest kłamstwem, tylko jeśli się wyda.

Nigdy nie chciałam mieć i nie mam nic wspólnego z tymi ludźmi. Niestety przekonali w pewnym momencie matkę Michała, że są osobami, za które się podają – czyli moimi. krewnymi. Niestety rozpowiedziała wszystko, co od nich usłyszała, w ogóle nie weryfikując niczego u mnie, czy u mojej mamy. Michał mi powiedział, że jego matka konając już na raka, przeklinała Ryszarda i Barbarę. Dla mnie i moich rzeczywistych krewnych jest oczywiste, że Barbara i Ryszard oraz ich otoczenie to ludzie całkowicie nie wiarygodni, z którymi walczymy od lat siedemdziesiątych. Przerażające jest, jak bardzo naiwność i łatwowierność jednej kobiety zniszczyła mi całe życie.

Matka Michała myliła się praktycznie całe życie, co do tego, jak wygląda moje życie. Unieszczęśliwiła tym wiele osób. A wszystko dlatego, że skurwysyn Roman owinął ją dookoła palca. Tak samo jak Renata i jej rodzina jest wytrawnym zawodowych oszustem, więc mam prośbę, traktujcie go jak zawodowego oszusta, bo tylko na to zasługuje. Już w podstawówce już mu powiedziałam, że w życiu się z nim nie zwiążę. Tragiczne jest, że ten skurwysyn uwierzył, że Renat jest moją siostrą cioteczną i postanowił się jej słuchać. Wbił sobie do głowy, że związek z nim jest dla mnie „nobilitacja”, bo uwierzył, że jestem wiejską kurwą z pochodzenia. I postanowił mnie odpowiednio traktować.

Każda osoba, która kontaktuje się z tym gangiem z mojej podstawówki i okolic staje się dla mnie kimś, z kim nie będę się kontaktować, szczególnie jeśli – jak w przypadku Andrzeja – wielokrotnie tłumaczyłam, że to nie są moi krewni, ani ludzie, którzy mi w podstawówce pomogli. Spotykał mnie z rąk tych ludzi (i w zasadzie nadal spotyka) bardzo brutalny bullymng, który się wcale się nie urwał w podstawówce. Siostra Romana w życiu nie była ani wokalistką, czy narzeczoną Breta. Pierścionek zaręczynowy mi ukradła. I zaszczuła mnie razem ze swoimi przyjaciółkami. Mam dosyć tej schizofreniczki kleptomanki i bajarki. Wcale nie jest moją – kurwa mać – „szwagierką”. Dla kurwa jest dla mnie kimś obcym i znienawidzonym.

Zaszczuła ze swoim gronem i zniszczyła psychicznie w czasie polskiego konwentu Johna, przyjaciela Breta, który chciał nas ratować jako parę. Facet rozwalił się tak dokładnie, że po takim terrorze popełnił samobójstwo. Ludzi bardzo łatwo w ten sposób można zabić, wystarczy był bezwzględnym i kogoś zaszczuć i sterroryzować, nakazując mu się zabić. Schizofrenicy takie rzeczy potrafią zrobić i to lubią. Popatrzcie sobie na film „Bugonia”. Ledwo udało się żonę Johna, Alice przed nimi uratować. Bo też Anna zaczęła nad nią „pracować”, żeby ją zmusić do samobójstwa Ta kurwa Anna (wielokrotnie mi się przyznała, że w ten sposób zarabiała i że ją to bawiło, tak samo jak to, że mnie o to pomawia) nie ma prawa podawać się za „psychoterapeutkę”. Robi to co większość schizofreników – czyli „leczy” swoje ofiary, bo jej nie potwierdzają jej urojeń.

Nie dziwcie się, że mnie nigdy nie zobaczycie na warszawskim konwencie. Wystarczy już tych ofiar, dosyć już przeżyłam także w pracy, gdy mnie ten gang schizofreników zaatakował wspierany przez swoich enablerów, bo opublikował jakieś teksty, a Renat znowu zaczęła mieć urojenia, że jej te teksty ukradłam. Mam dosyć już też wspierania ludzi naiwnych, którzy nie wiedzieli, że kontakty z tymi schizofrenikami prowadzą do takie rozstroju nerwowego, że mogą się znaleźć na progu samobójstwa.

Bardzo niebezpieczny jest Ryszard, którego głównym zajęciem jest – chociaż wie, że jest inaczej – wmawianie ludziom, że jego córka Renata jest Yennefer. Dba w ten sposób o jej „interesy”, a przede wszystkim chce, aby jej mąż się nie dowiedział, że już w podstawówce go okłamała na temat, kim jest dla niej jest kilka wysoko postawionych ludzi. Ryszard bardzo źle robi, że w ten sposób – terrorem, kłamstwami – próbuje zapewnić sobie, że Renatka będzie szczęśliwa. Mam złe wieści – ona będzie zawsze płakała. Bo na tym polega jej choroba, czyli paranoiczna schizofrenia. Naprawdę nikt jej nie zgwałcił i nie skrzywdził. Nie była z Piotrem, bo od początku podstawówki jest ze swoim mężem, który ją wielbi na życie, a przyjemniej tak było.

Jedyne, co Renata czy Anna mogą zrobić, żeby zapewnić sobie szczęście to – kurwa – zacząć się leczyć. Bo inaczej będą odstawiać te same cyrki nie tylko ze mną, ale każdą inną osobą, która po mnie przyjdzie i wzbudzi ich zawiść. Bo tak funkcjonuje mózg scphizofnreika bez leków. Po prostu brakuje kilku neuroprzekaźników, więc działają jak zombie, z którym się nie można dogadać. Porozumienie to tylko pozór, schizofrenik przechodzi do konspiry i dalej robi swoje. Szczególnie, jeśli musiał przepraszać, bo to zwiększa paranoiczne i nieadekwatne poczucie „krzywdy”.

Naprawdę nie bez powodu ofiary schizofrenicznych obsesji uciekają i wybierają życie w innym kraju, gdzie nie sięgają macki schizofreników oraz ich enablerów. Z nimi nie można się „pogodzić”. Trzeba spierdalać.

Nie bywam w miejscach, gdzie jest ta dzika horda nieleczących się ludzi, którzy wciągają do swojego gangu coraz to nowych, którzy nie są świadomi, kto jest kim w fandomie i z kim nie należy rozmawiać.

Mam nadzieję już nigdy nie oglądać żadnych kurew z Avangardy oraz ich enablerów.

Defenestracja

Przyznam wam się, że w sumie to nie wiem, jak to było z tą defenestracją matki Romana. Przeprowadziłam z nim wiele lat temu rozmowę na ten temat, bo gdy mnie zmuszono do kontaktu, przypomniałam sobie, niektóre jego wyczyny i opowieści z czasów podstawówki. Ale prawda podobno jest inna. Ojciec Romana nie wyrzucił jej przez okno. Opuściła ich, bo miała szczerze dosyć życia z trójką schizofreników, z którymi nic się nie dawało zrobić.

Relację w rodzinie Romana zostały zniszczone przez pewny pechowy zbieg okoliczności. Do tej samej podstawówki chodziła Renata, z którą Roman i jego siostra się zaprzyjaźnili bardzo intensywnie. Bo jak to schizofrenicy bardzo byli zadowoleni z poznania ludzi swojego – że tak powiem – gatunku. Piszę gatunku całkowicie serio, bo schizofrenicy są lojalni wobec ludzi do siebie podobnych i mają poczucie odrębności od reszty ludzkiego gatunku. Zaznaczę, czują się o wile lepsi od nas i koniecznie z ofiar swojej obsesji chcą zrobić sobie niewolników.

Poznanie Renaty i jej rodziców było już ostatecznym gwoździem do trumny małżeństwa rodziców Romana. Matka Romana, jak powiedziała moim rodzicom, popełniła błąd, bo nie zdawała sobie sprawy, kim naprawdę był i jak bardzo był chory człowiek, w którym się zakochała. Ja mam to szczęście, że od początku nienawidzę Romana, chociaż inni schizofrenicy z mojej podstawówki cały czas go zachęcam podając się fałszywie za moich krewnych. Podawanie się za krewnych obcych ludzi to częsty numer schizofreników. Naprawdę Barbara nie jest siostrą mojej matki.

Matka Romana miała tego pecha, że schizofreniczka Barbara specjalizuje się w urojeniach typu „kto z kim, ile i dlaczego”. Sprzedała swoje urojenia na temat mojego ojca praz matki Romana, twierdząc, że mają romans, co było całkowitą bzdurą, bo się nie znali. Dokładnie tak samo jak mój tata nigdy nie rozmawiał z Renatą. Urojenia Barbary na temat nieistniejącego romansu wywołały furię i atak gwałtownej psychozy ojca Romana. Jak rozumiem było grubo i możliwe, że matka Romana mogła równie dobrze wylądować za oknem, bo schizofrenicy czasem mordują ludzi, którzy każą im się leczyć. Jakby but było po tej karczemnej awanturze matka Romana wyszła z domu i już nie wróciła. Nie dziwię się, bo już mam dosyć ludzi, którzy napadają na mnie i atakują, bo wysłuchali jakiś urojeń Barbary i jej córki. Przeżywam to od dzieciństwa i w życiu nie mówiłam jej, że mój ojciec jest pedofilem, a mama prostytutką. Moi rodzice byli z wyższych sfer. Babcia ze strony ojca też była szlachcianką. Wyższe sfery to nie jest kwestia pieniędzy, ale pochodzenia i wychowania. Oraz inteligencji.

Barbara uwielbia, co też jest częstą cechą schizofreników, łączyć ludzi w pary i nieważne jest wtedy, czy są w sobie zakochani. Wmówiła mnie Romanowi, twierdząc, że za nim szaleję. Do tej pory nie udało mi się chyba przekonać go, że to co powiedziała Barbara, nie ma znaczenia. Będę Romana nienawidzieć do mojego ostatniego dnia i płakać nad narzeczonymi i życiem, jakie mogłam mieć z każdym z nich, gdyby Andrzej nie słuchał tej wariatki i nie okłamywał każdego z nich po kolei, że jestem chora psychicznie i że muszę wrócić do „męża”. Andrzej nie jest moim właścicielem i sama decyduję o tym, z kim chcę być. Znalazłam go w czasie konwentu, kiedy okłamał Breta na mój temat i poprosiłam, aby odwołał. Zamiast tego zostałam zaszczuta przez gang prowadzony przez pana B, który absolutnie nie miał prawa mnie nękać i wmawiać, że nie mam żadnych praw i twierdzić, że oskarżenia schizofreników są prawdziwe. Anna nigdy nie była narzeczoną Breta, a Renata nie jest Yennefer i nie była nigdy z Piotrem.

Mam dosyć wpływu tych schizofreników na mojej życie. Andrzej to – sięgając do sformułowań z protokołu dyplomatycznego – persona non grata. Jego wpływ na moje życie (oraz życie członków moich zespołów) tak katastrofalny, że nie chcę go oglądać. Miał też katastrofalny wpływ na życie literackie w Polsce. Znam osoby, które przeżyły zaszczucie przez schizofreników cudem. Znałam też osoby, które zostały doprowadzone przez tych schizofreników do takiego stanu, że odebrały sobie życie. Niestety schizofrenik dąży do czegoś takiego, jeśli jego ofiara nie potwierdza jego urojeń. Nie wystarczy powiedzieć – ja się nie zgadzam, mam do tęgo prawo, mylisz się, co do mnie, bo takie słowa wywołują furię i agresję schizofrenika. A wystarczy już pól godziny terroru, aby kogoś doprowadzić do samobójstwa. Przy czym oczywiście w czymś takim nie bierze udziału tylko schizofrenik, ale też jego enablerzy, którzy życie oddadzą, aby tylko chronić swoją „gwiazdę”.

Naprawdę mam tego dosyć. Spierdalam. I tak mnie wyrzucono z Avangardy w 1988 roku, zaraz potem, gdy mnie Andrzej wprowadził na miejsce mojego taty. Macie ode mnie zakaz nazywania Avangardy „klubem Yennefer”, bo nie jest klub, który honoruje Yennefer. Co najwyżej tuli do piersi Rennefer – czyli Renatę oraz jej urojenia.

I nadal nie wiem, jak to było z matką Romana i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to, bo i tak kobieta – jeśli żyje – to zatarła za sobą ślady, jak to zwykle robią ofiary uciekające przez schizofrenikami, których kłamstwa naprawdę niszczą ludziom życie. Równie dobrze mogła być zabita. Mnóstwo osób ginie każdego dnia z rąk schizofreników. Taki los spotkał mojego gitarzystę z Reytana. Bo to schizofrenicy są mordercami i gwałcicielami, a nie mój tata.

I Roman może sobie wsadzić w dupę obietnicę, że da mi Zajdla, dosypując głos, jeśli zgodzę się na jego żądania. To nagroda i tak już nie ma żadnej renomy. To hańba polskiego fandomu i już mnie w życiu nie zobaczycie na żadnej imprezie, gdzie mogę spotkać ludzi z gangu z mojej podstawówki, którzy tak bardzo obrośli w piórka, powołując się na mnie i udając moich bliskich.

To jest koniec Avangardy dla mnie.

Prawdą jest jedno – to ojciec Romana był w więzieniu i jest mordercą i gwałcicielem, a nie mój ojciec. Mam dosyć już tych obelg i potwarzy. Już niżej ludzie z warszawskiego fandomu nie mogli upaść.

Mam nadzieję, że wypowiedziałam się jasno i wyraźnie. Nie potwierdzę żadnych urojeń tej szajki na temat mojej rodziny. Ci ludzie nawet nie wiedzą, jak moi rodzice mieli na imię. Nie wiedzą nawet, jak ja się nazywam. Już słyszałam wersję, jakobym się nazywała Nowak, a Wieczorek jest po mężu. Więc powiem jedno. Nie jestem Nowak. Jestem bardzo wkurwionym szejkiem.

A przy okazji – pewna fandomowa arabistka wyłapała w tym, co mówię mnóstwo arabskich idiomów, które mój dziadek przetłumaczył na polski. Chciał mi w ten sposób coś dać ze swojej kultury. Dla wielu osób nie potrzeba żadnych dodatkowych dowodów, że mówię prawdę na temat pochodzenia mojego dziadka. Mam świetne informacje od dziecka, jak należy zachowywać się w kraju arabskim. Bo wtedy pobyt tam jest bezpieczny. Długie luźne spodnie lub spódnice, luźna góra zasłaniająca ramiona i nie ma się problemów. Na wodach międzynarodowych można się kłócić, że panuje rozluźniony dress code, bo to nie kraj arabski. Chociaż ja usłyszałam, że łódź jest arabska – próbowano mnie wtedy zatrudnić jako nurka na łodzi, kiedy byłam popływać na rafie. Egipskie dobre zwyczaje wymagają od kobiet stroju jednoczęściowego, a nie bikini, szczególnie w pracy. Przy czym zaznaczę, że wiele Arabek po przekroczeniu progu własnego domu, w tym na terenie wewnętrznego patio, robi, co chce. Nikt nie ma prawa tam zaglądać i osądzać. Teren prywatny jest święty. Prywatność jest święta.

W Polsce za to cały czas ktoś wpycha swój nos w moje sprawy, co jest obraźliwe i dyktuje, z kim mi wolno być i jaką religię mam wyznawać. Mam dosyć już tego łamania praw człowieka.

Studniówka

Nienawidzę wspomnień o swojej Studniówce, chociaż upłynęło od niej już bardzo dużo czasu. Przypadła na okres intensywnych napadów na mnie Romana i jego znajomych. Po tym, jak ten schizofrenik Roman zniszczył mi z zazdrości zespół, bo dla gitarzysty (a nie dla Romana) rzuciłam Piotra. Co było tym łatwiejsze, że Piotr nie potrafił mi wyjaśnić swojego romansu lub też „romansu” (bo wiemy, że tym stały tylko opowieści schizofreniczki Renaty). Odeszłam od Piotra do Bartosza, a nie do Romana. Zresztą Bartosz zabity w czasie konwentu po tym, gdy podszedł i razem z Michałem zaczął rozmawiać ze mną o reaktywacji naszego zespołu z Reytana. Wisiało w powietrzu też odnowienie mojej znajomości z Bartoszem. Do tego zabójstwa przyznał mi się Roman. Miał ten wariat zabić muzyka razem ze swoim ojcem mordercą. Oczywistym jest, że nie robi na mnie takiego wrażenia, jakie chciał wywołać Roman. Usłyszał to samo co w podstawówce – a mianowicie, że nigdy go nie zaakceptuję i wolę nawet zginąć, niż z nim być, bo taki mi dawał wybór. To zaszczucie przez Romana i jego przyjaciół doprowadziło do mojej amnezji.

O mało co nie popełniłam samobójstwa w wieku dziewiętnastu lat, tak zostałam zaszczuta przez opowieści o tym, że niby miałabym być w ciąży. Po rozmowie z moją matką, którą schizofrenicy oraz Andrzej nakarmili kłamstwami o Romanie i mnie wybiegłam z domu, aby się zabić. Ale wróciłam, bo postanowiłam być twarda. Gdy wróciłam do domu, moja mama – która wiedziała, co schizofrenik może zrobić z człowiekiem – była w takim złym stanie, że bałam się, że sama się zabije. Niestety osoby, które za to odpowiadały, nadal utrzymały z nią kontakt i karmiły kłamstwami. Nie było szans na moją demoralizacje czy upadek. Granie w zespole z Michałem i Bartoszem naprawdę nie byłoby upadkiem moralnym, jak to przedstawiano, robiąc z Bartosza syna gangstera. Dopiero, gdy po jakimś czasie wyciągnęłam zaświadczenie o moim stanie cywilnym, moja mama zrozumiała, że opowieści o moim związku i tajemnych ślubie z Romanem pochodzą z jego urojeń. Prężyłam piekło związane z kłamstwami Romana. Mam w dupię karierę literacką tak naprawdę. Żałuję tylko, że nie mogłam w liceum kontynuować pracy z moim zespołem. Andrzej, stając po stronie wariatów, zniszczył mi wtedy życie. Chcę kariery muzycznej. Sidrela napiszę na złość kurwom z Opus Dei oraz Romanowi, któremu się bardzo teksty antyklerykalne nie podobały, to – jak większość schizofreników – maniak religijny, który „wie, czego chce Bóg”.

Roman i jego towarzystwo zniszczyli mi w życiu wszystko. Przy czym jego towarzystwo (a nie moje) to Andrzej, państwo Ch. a także Michał i jego rodzice. Cale grono niszczyło mnie w liceum (chociaż nie tylko wtedy, dopiero relatywnie niedawno część tych ludzi oprzytomniała, bo sięgnięło do źródeł i zrozumieli, że Roman jest synem mordercy, o którym mówiła moja mama).

Wśród rzeczy, które mi zniszczono, była Studniówka. Nie miałam na nią pary i nie chciałam na nią iść, ale moje koleżeństwo za moimi plecami zaprosiło Romana. Gdy tylko zobaczyłam swoją parę do Poloneza, uciekłam i skryłam się w toalecie. Przesiedziałam tam do końca pierwszego tańca.

Później nie było wiele lepiej, zrobiłam moim koleżankom i kolegom aferę, co skończyło się moim bardzo wczesnym, a samotnym, wyjściem z imprezy. Wbrew temu, co wariaci o mnie opowiadałam nie byłam ubrana w długą spódnicę, Były to bardzo szerokie spodnie, do których założyłam koszulę, bo zupełnie, ale zupełnie, nie chciałam się stroić na tę okoliczność. Tym bardziej, że nie mogłam z powodu kłamstw tego grona i ich intryg być z Bartoszem.

Nie odpowiadam za zdjęcia, jakie mi podstępem zrobiono z Romanem. Nigdy nie byliśmy parą i nigdy nie powinien być rozpieszczony i noszony na rękach przez przyjaciół i dalekich krewnych mojego taty z fandomu. Jest to skandal, co się stało i nigdy nie przestanę uważać w tej sytuacji Andrzeja za mojego osobistego wroga. Mam w dupie, co robi ze swoimi pieniędzmi, ale musi mieć świadomość jednego – w życiu ani mnie, ani mojej mamie nie pomógł.

Jestem o mnie chodzi może spierdalać na Księżyc.

W związku z tym jedna prośba – nie mam z nikim kontaktu, bo ten gang ukradł nam na początku lat dziewięćdziesiątych wszystkie notatniki z telefonami, więc w tej sytuacji bardzo proszę nie liczcie na to, że Roman czy rodzina Renaty kiedykolwiek mnie z wami skontaktuje. Sami odezwijcie się do mnie (na dole strony jest guzik z napisem kontakt), a ja wam podam swój prywatny numer stacjonarnego telefonu). Gwarantuję, że go nie macie.

Ostrzegam też przed używaniem jakiegoś innego emaila niż z mojego bloga, bo ci schizofrenicy przyznali mi się do fałszowania mojej korespondencji. Nie dziwi to psychologów klinicznych, bo schizofrenicy mają zwyczaj tworzyć sobie pseudo „dowody” na to, że ich urojenia oraz celowe kłamstwa są prawdziwe. Są też – jak Roman i Renata – zawodowymi oszustami. Nie należy w nic, co mówią, wierzyć, tylko sięgać do źródeł i wszystkie ich stwierdzenia weryfikować.

Nie mam możliwości zdobyć urzędowego dokumentu z USC, który zaświadcza, że nigdy nie miałam dzieci, bo wydają tylko akty urodzenia i nie przesiewają bazy danych, aby udowadniać nieistnienie takiego aktu. Każdy prawnik wie, nie dowodzi się nieistnienia czegoś. Obowiązek dowodu spoczywa na ludziach mnie pomawiających, więc niech Roman w końcu przedstawi swoje „dowody” (czyli niesfałszowany akt urodzenia „Michaliny”). Przelewy od Andrzeja i „świadectwa” urobionych przez ten gang schizofreników ludzi się nie liczą. Na szczęście każdy ginekolog, badając mnie, zaświadczy, że nigdy nie rodziłam. Jestem na to za wąska i potrzebuję najmniejszego wziernika. One są dla osób, które nie rodziły. Mam także dokument na blogu z ubiegłego, który zaświadcza, że tak samo jak w 1990 roku nadal jestem panną. Wszystkie dane na tym dokumencie są dokładnie takie same.

Nie byłam i nie będę żoną Romana. Nie jestem cioteczną siostrą Renaty, bo jej matka Barbara nie jest moją ciotką. Moja mama miała tylko brata. Są to osoby, które naprawdę już powinny trafić do więzienia. Trafi też Andrzej, jeśli nie zmieni zeznań. Bo jego zeznania do tej pory pogrążyły go w takim stopniu, że bez pognania na Policję i zmiany zeznań ląduje z wielkim wrzaskiem i skandalem w więzieniu.

Roman jest gwałcicielem, a nie jakikolwiek z moich dawnych narzeczonych. Nie byli gwałcicielami Adam, Bret, czy Kristian. Byli świetnymi kochankami. Michałowi za to można zarzucić braki w Ars Amandi. Między innymi wywołane tym, że słuchał „rad” Romana (jako mojego „byłego”, który wie o wszystkim, co lubię – zaręczam, że ten człowiek nic nie wie o kobietach i seksie, miesiączkę nadal chyba jak w podstawówce uważa za oznakę skrobanki – ale jakby nie było skurwysyn doprowadził do naszego zerwania, jak sądzę celowo zrobił w chuja Michała). Michał naiwnie uważał, że nie cierpię gry wstępnej. W końcu został porzucony jako gwałciciel. Seks na sucho, gdy byłam wkurzona na Michała, pewnego razu skończył się tak, że moja ginekolog chciała mojego faceta wsadzić do więzienia. Przesłała obdukcję Policji. Ratowałam tego debila i przedstawiłam go na posterunku, jako całkowicie chorego psychicznie, bo Roman wciągnął go w swojej urojenia i zniszczył psychicznie. Ma idiota szczęście, że gwałt ściga się tylko na prośbę poszkodowanej, czy poszkodowanego.

Weronika

Jeśli chodzi o głupotę kleru, to prasa znowu donosi. Tym razem Kościół rozpoczął akcję publicznego uwielbienia kogoś, kogo uważam za osobę, którą należałoby potępić.

Chodzi o panią Weronikę, która to pani, jak przypuszczam, nie jest do końca zdrowa psychicznie. A opieram to na następujących wydarzeniach – pani Weronika poszła do ginekologa, a po wizycie zaczęła rozpowiadać, że była intensywnie namawiana na aborcję. Z artykułu, do którego podałam powyżej link, nie wynika, aby była w ciąży, za to jasno wynika, że nic nie potwierdziło jej stwierdzeń, bo też nie znaleziono innych kobiet, które by poparły jej stwierdzenia, że też były namawiane do aborcji, jak twierdziła. Pani Weronika trafiła do więzienia za te pomówienia, bo nic w jej wytłumaczeniach nie miało sensu.

Chcecie wiedzieć, jakie jest moje zdanie? Kolejna, kurwa mać, schizofreniczka. I bardzo dobrze, że trafiła do więzienia za opowiadanie swoich urojeń, niedobrze, że została przez pana Nawrockiego ułaskawiona. Z przerażeniem wyobrażam sobie, jak szybko ułaskawiłby prześladujących mnie schizofreników.

Jeszcze gorszą rzeczą jest, że Kościół wykorzystuje kolejną domniemaną schizofreniczkę w swoich homiliach i stawia ją jako wzór „matki, która nie chciała zabić dziecka”. Naprawdę ta religijna organizacja kolejny raz się ośmieszyła. Naprawdę karygodny jest ich zwyczaj tulenia do piersi każdego schizofrenika czy schizofreniczki. Jestem szczególnie cięta, bo kilka osób związanych z Kościołem zniszczyło mi życie, bo próbowała mnie zmusić do przyjęcia jako mojego męża schizofrenika Romana, które żywiołowo nie cierpię od dzieciństwa. Niestety schizofrenicy potrafią być bardzo aktywni i docierać do osób na stanowiskach, które pomagają im zaszczuwać ich ofiary. Tylko że ja jestem tą ofiarą schizofrenika, która postanowiła nie dać się zniszczyć.

Powinnam była uciec z Polski i wyjechać z Piotrem na studia do USA. Niestety byłam wtedy w związku z Michałem, który owinął mnie sobie dookoła palca na tyle, że całkowicie nieświadoma tego, co mnie może czekać – miałam wtedy amnezję i nie pamiętałam też historii mojego taty i tego, że w środowisku grasują dzieci pedofila i mordercy, które chcą na mnie zemścić – odrzuciłam jego propozycję wyjazdu. Był to bardzo duży błąd.

Niestety ojciec Romana zasłużenie trafił do więzienia. Matka Romana chciała go leczyć po wysłuchaniu skarg na jego zachowanie w szkole i przed szkolą, gdzie na lodowisku mnie skopał razem ze swoim gangiem i nazywał kurwą. Odpowiedzią synalka było oskarżenie matki o romans z moim tatą. Ojciec Romana i sam Roman wypchnęli matkę za okno. Obaj są wielokrotnymi mordercami.

Mój tata ani dnia nie spędził w więzieniu i był krystalicznie uczciwym człowiekiem. To ojciec Romana zasłużenie spędził wiele lat w więzieniu i jest to miejsce, gdzie powinien trafić także Roman, który musi wiedzieć, że Policja ma wszystkie dokumenty i że prawidłowo był wywalany z mojego mieszkania przez policjantów, gdy jeszcze żyła moja mama, bo nigdy nie byliśmy ze sobą związani. Moja mama nie powinna była być napadana przez niego i jego gang w naszym mieszkaniu. Nie potrafię nawet opisać jakie tortury fizyczne i psychiczne, w tym gwałt, musi znieść delikatna kobieta, której do mieszkania wdarł się taki przestępczy element.

Moja mama nawet przez dzień nie było prostytutką, tylko miała tego pecha, że między innymi Kościół rozpieścił to grono młodocianych przestępców z mojej podstawówki w takim stopniu, że nie tylko zabili wiele osób, ale też doprowadzili do prób samobójczych, także udanych. W ten sposób zabito mojego przyjaciela z Ameryki, Johna.

Nie chcę mieć nic wspólnego z nikim, kto tuli d piersi takich ludzi i umożliwia im działanie.